Amplitude – recenzja

Obecna generacja konsol serwuje nam sporo remasterów i przeróżnych powrotów do starych marek. Ma to swoje plusy i minusy, bo z jednej strony wielu graczy ma szansę poznać wiele ciekawych IP, w które zagrywali się przed laty ich starsi koledzy… a z drugiej, no cóż, deweloperzy serują nam chamską jazdę po bandzie, w postaci naciągania graczy na nostalgię wywołaną wspomnieniami o tym jakie to kiedyś gry były dobre. TYLKO, przy okazji dobrze by było gdyby z tymi „powrotami” szła w parze jakość produkcji. Dziś zajmę się recenzją gry Amplitude, której edycja na PlayStation 2 (w tym Frequency) zapewniła mi nie tylko odciski na kciukach, ale również godziny świetnej, arcadeowej rozrywki, podlanej genialnym OST.

amplitude ps4 operacja panda 1

Minęło już 16 lat od premiery Amplitude na PS2, kawał czasu i najróżniejszych przemian w branży gier video – czy odświeżona edycja starego szrota ma szansę na zawojowanie rynku i porwanie do gry nowych graczy? Pfff… jasne, że nie. W tym momencie można napisać proste i w wielu przypadkach niesprawiedliwe: „Gimby nie znajo”. Mniejsza o to, przyjrzyjmy się samej produkcji.

Amplitude, to gra rytmiczna od geniuszy gier muzycznych, czyli studia Harmonix. Chłopaki i dziewczyny z wspomnianego studia od lat tworzą świetne produkcje, z muzyką stawianą na równi z gameplayem. W zasadzie można napisać, że Harmonix, to marka sama w sobie, podobnie jak Naughty Dog – oni po prostu robią swoje i robią to dobrze (zazwyczaj :P). Omawiana produkcja, jak już napisałem na początku tego akapitu to gra rytmiczna – przypomina nieco to, co w późniejszym czasie przerodziło się w serię Guitar Hero i wszystkie inne gry z plastikowymi instrumentami w tle. Tak wiem, że Guitar Freaks od Konami było pierwsze, ale tutaj bardziej chodzi o spopularyzowanie tego typu gier na zachodnich rynkach. Tyle słowem dygresji. Amplitude stawia na celne i oczywiście rytmiczne, zbijanie „guziczków” na kilku liniach melodycznych z których składa się kompletny utwór. Piszą bardziej obrazowo – każdy utwór został rozbity na składowe, takie jak sekcja basowa, wokal, klawisze itp. Prawidłowe zestrzelenie ciągu „guziczków” na linii melodycznej pozwala przenieść się na kolejną, kolejna i kolejną. W ten sposób „pełnia utworu” jest słyszalna dla gracza. Jeśli po drodze coś zepsujemy, utwór staje się niekompletny i coraz trudniej jest ogarnąć wszystkie linie melodyczne. Oczywiście z pomocą przychodzi nam szereg power up-ów, które odpowiedzialne są za zmniejszenie szybkości gry, automatyczne kasowanie wybranej linii melodycznej czy „miksowanie w locie”. Większej filozofii tutaj nie ma. Od odpalasz gierkę, wybierasz utwór, klepiesz w przyciski i zapominasz na chwilę o Bożym świecie.

amplitude ps4 operacja panda 3

Dla koneserów gatunku, którzy od kilku lat nie są zbyt rozpieszczani przez branżę gier, jak znalazł. Gdzie w tym wszystkim jest haczyk? OST. Tak, OST niestety nie jest tym na co wszyscy czekali. Mając w pamięci dwie pierwsze odsłony gry, przypominają się świetne, licencjonowane kawałki. Slipknot, David Bowie, Garbage, Blink-182, Paul Oakenfold, Juno Reactor, The Crystal Method i wiele innych. Tutaj? Głośnych nazwisk i nazw bandów raczej niewiele. To już jest problem, bo serio, ale z czym do ludzi? Z czym? Napiszę wam.

Odświeżona edycja Amplitude, wypchana jest trzydziestoma utworami (w tym połowa prosto od Harmonix) muzyki elektronicznej, której stylistyka przypomina nieco, to co można było posłuchać jeszcze dekadę czy dwie temu. Mamy tu do czynienia z nieco „brudnym techno”, które – w moim odczuciu – nijak ma się do twórczości obecnych DJów. Suma summarum, nie jest źle, jest po prostu specyficznie. Moja pierwsza myśl towarzysząca odsłuchom, to: „ej, ja to gdzieś już słyszałem, w sumie OST do filmu PI był podobny” (nie mylić z „Życiem Pi” o tygrysie i imigrancie). I tak faktycznie jest. Niestety, tego typu „techniawka”, trafi raczej do okrojonej grupy słuchaczy – reszta stwierdzi, że OST jest po prostu słaby. Co też widać w części recenzji w Internecie.

amplitude ps4 operacja panda 2

I to by było na tyle, jeśli chodzi o Amplitude, rdzeń rozgrywki pozostał ten sam, OST może faktycznie zawieść wielu graczy. Gra oddaje graczom tryb kariery, szybką rozgrywkę, listy wyników znajomych, tryb multiplayer (którego nie udało mi się sprawdzić) – tyle. A może aż tyle. Mnie wystarczyło, bo szczerze pisząc, naprawdę wiele czasu upłynęło od kiedy jakaś nowa gra dała mi tyle pozytywnego funu z grania. Te niecałe 50PLN jakie wydałem na PlayStation Store nie poszły na marnę. Szkoda, tylko, że przy okazji premiery na europejskim store, było tyle kłopotów przez, które praktycznie zapomniałem o tym tytule. Dopiero niedawno, przy okazji rozmowy na TeamSpeak, zapytałem chłopaków: „ej, Aplitude w końcu wyszło?”, w odpowiedzi usłyszałem „no miesiąc temu”. Ehh…

Ze swojej strony napiszę jeszcze tylko, że warto dać szansę tej grze. Nie jest przesadnie droga i trzeba przyznać, ze wśród obecnie wydawanych gier, jest to pozycja nie tylko ciekawa ale również, na swój sposób, świeża. Polecam.  sygnet 72 ppi

amplitude ps4 operacja panda 4