Yi Action Camera – Sprzęt do wszystkiego i niczego?!?

Wyobraź sobie taką sytuację – kupujesz sprzęt z wizją systematycznego używania. Dokupujesz poboczne akcesoria.  Mówisz sobie: „to jest coś dla mnie!” i roztaczasz wizję, jakich to rzeczy robić nie będziesz… Po czym okazuje się, że coś poszło nie tak. Początkowy entuzjazm gdzieś się ulotnił, a proza życia codziennego każe zweryfikować górnolotne plany. W ostateczności, kupiony przedmiot albo ląduje na serwisie aukcyjnym, albo wala się po kątach i zbiera kurz w oczekiwaniu na lepsze dni. O ile takowe nadejdą.

W moim domostwie jest multum przedmiotów z podobnym backstory. Z częścią niewiele da się zrobić, na inne zaś trzeba mieć fazę lub chwycić chwilowego bakcyla. Ewentualnie można(a raczej trzeba) być nieco bardziej rozgarniętym aniżeli ja. Największy potencjałem, na wyjście z tego impasu, miała kamerka sportowa Yi Action Camera, znana także pod nazwą Yi 2K. Kiedyś można było na nią mówić Xiaomi Yi, ale teraz od tech znawców można dostać zjebkę za takie nazewnictwo, więc bezpieczniej używać dwóch pierwszych alternatyw. Nie wiem skąd to się bierze, gdyż Google nie jest skory mi udzielić takiej informacji. Czy tylko z chęci ułatwienia życia, żeby nie łamać sobie języka? Czy po prostu ktoś tu chciał oddzielić od siebie marki YI oraz MI? YI 2K póki co nie odnalazł się u mnie jako towarzysz około-sportowych aktywności, ale może znajdzie się dla tej kamerki inne zastosowanie? Pora się o tym przekonać!

Specyfikacja

Na początek nieco suchych informacji odnośnie tego, z jakim sprzętem mamy do czynienia. Posiadam jeden z pierwszych modeli  Z22. Jeżeli nie jesteśmy pewni, którą partię posiadamy, to zawsze można sprawdzić numerację pod baterią, ewentualnie w dedykowanej aplikacji. Dodatkowo, ja swoją kamerkę rozkręciłem, aby usunąć klej z obiektywu i zdrapać osłonę mikrofonu. Zabiegi te umożliwiły mi płynną regulację ostrości i poprawiły jakość rejestrowanego dźwięku. Reszty się nie dotykałem. Jeżeli chcecie poznać pełną specyfikację produktu to zapraszam na stronę producenta https://yi.pl/yi-action-camera/. Ja was nie mam zamiaru zanudzać cyferkami. No ok, może odrobinę.

Szczytowe osiągnięcie Yi Action Camera stanowi rozdzielczość 2k przy 25 klatach. Kamera obsługuje również standardowe 1080p przy 60 klatach, a fanów tworzenia efektu slow-motion w post produkcji musi zadowolić rozdzielczość 720p i 120 klatek na sekundę. Teoretycznie, na papierze, są kamerki, które w podobnym przedziale cenowym potrafią wyciągnąć nawet i 4K, tylko przeważnie interpolowane i 15 klatkach, więc na osiągi Yi 2k nie ma co narzekać. Tym bardziej, że nagrane materiały wyglądają całkiem znośnie, pod warunkiem, że nie brakuje światła. W przeciwnym razie możemy mieć problem, który  co prawda da się obejść, ale do tego tematu jeszcze wrócimy.

Słabiutko Pany!!

Nim przejdziemy do wychwalanej przez purystów zalety, trzeba wspomnieć o jednej, dość mocno uwierającej wadzie – braku ekranu. Pół biedy, gdy kamery będziemy używać do rejestracji zmagań sportowych. Raz, że nie ma czasu na spoglądanie na takowy, a dwa, że byłoby to niebezpieczne. Inaczej ma się sprawa, gdy używamy kamery do celów nieco bardziej rekreacyjnych.  Jasne, kamerę można sparować z telefonem poprzez WiFi. Ba! Nawet opóźnienie, mimo, iż zauważalne, stoi na akceptowalnym poziomie. Aczkolwiek „kręcenie” jednego urządzenia, a spoglądanie na drugie, nie stanowi szczególnie wygodnej opcji. Szkoda, że producent nie zdecydował się na montaż nawet niewielkiego, średniej jakości ekranu LCD do celów poglądowych.

Co bardziej niepokojące, pomimo braku wyświetlacza, Yi 2K nie jest szczególnie energooszczędnym urządzeniem. Czas nagrywania w 1080p i 60 klatkach oscyluje w granicach 60 minut przy włączonym Wifi…na papierze. U mnie jak wytrzyma 40 minut to jest można mówić o dużym sukcesie. Albo mam coś nie tak z bateriami, albo urządzenie ma wadę fabryczną, albo… ten typ tak ma. Nie mam ochoty na naprawianie kamery, więc przeważnie staram się ratować dodatkowymi, tanimi zamiennikami akumulatorów i powerbankiem.

SKRYPTY?

Dobra, to co niby takiego genialnego jest w tej kamerce? Wgrywanie skryptów!! Czo to niby jest? Są to modyfikacje wgrywane na kartę SD, dzięki którym możemy wpływać na ustawienia kamery – m.in. kolory, czas naświetlania oraz ISO. Tutaj macie link to grupy na Facebooku, gdzie możecie się dorwać do linków z skryptamiMożemy też samodzielnie tworzyć nowe skrypty przy użyciu notatnika lub bardziej łopatologicznie, za pomocą aplikacji Yi Control Script lub Advanced Yi, przy czym obie aplikacje są płatne. Będąc szczerym, rok temu może jeszcze zrobiłoby to na mnie wrażenie, jednak dziś, przy tym, co oferują konkurencyjne platformy, efekt „wow” zanika. Wiadomo, że nie można wymagać bardzo zaawansowanych opcji od kamer sportowych. Problem w tym, że tam, gdzie inni potrafili zadbać o zmianę podstawowych parametrów, takich jak balans bieli czy ISO, to w aplikacji Yi, poza zmianą rozdzielczości, nie ma właściwie nic.

 

 

Testy, Testy, Testy

Pora przetestować Yi 2k jako wideo rejestrator. Teoretycznie, do takich zastosowań wyprodukowało Yi Dash Cam, lecz kamerę sportową też można zaadaptować do takich celów. Wystarczy znaleźć specjalny grip z wejściem na gwint ¼ cala i zapewnić zasilanie z gniazdka. Szczególną uwagę należy zwrócić na ten drugi aspekt. Ktoś zaraz może wymamrotać – po co, własna bateria wystarczy! Problem w tym, że Yi Action Camera strasznie się grzeje. W warunkach pokojowych kamerę można rozgrzać do ponad 50oC, co już samo w sobie nie jest korzystne. Teraz sobie wyobraźcie, co się dzieje wewnątrz samochodu w lecie, przy rozgrzanej desce rozdzielczej. Wówczas o chłodzeniu urządzenia wynikającego z naszego ruchu i dostępu świeżego powietrza możemy zapomnieć. Dlatego też, jeżeli chcemy nieco zredukować temperaturę, lepiej wyciągnąć baterię i działać na zasilaniu z gniazdka zapalniczki.

Inne problemy mogą wynikać już z samego nieprzystosowania kamerki pod dany cel. Pomimo opcji nagrywania materiałów w pętli i możliwości wyciśnięcia lepszej jakości a niżeli w Dash Cam, tak brakuje opcji chroniącej przed nadpisanem co ważniejszych filmów. Kłopotliwe może być też nagrywanie po zmroku. Dash Cam posiadający obiektyw o przysłonie f/1.8 miewa niekiedy problemy z jakością, więc na logikę Yi 2K z f/2.8 w takich warunkach poradzi sobie jeszcze gorzej. Jedynym ratunkiem jest zastosowanie wyżej wspomnianych skryptów. W ogólnym rozrachunku, nie mając nic innego pod ręką, Yi 2k z swoim szerokim kątem widzenia i niezłą jakością video za dnia połowicznie zda swój egzamin. Jak dobrze pójdzie, to i numery z tablicy odczytasz na stop klatce. Jeno lepiej zadbać o pojemną kartę micro SD i przyzwyczaić się do pewnych topornych zachowań, jak np. konieczność ręcznego wyłączenia kamery przez zgaszeniem samochodu.  W przeciwnym wypadku w najlepszym wypadku możemy powiedzieć „papa” nagrywanemu wideo. Mając mniej szczęścia możecie zajechać nośnik danych lub samą kamerkę.

To może sobie coś povlogujemy? Nie mówię nie, ale z tym też mogą być problemy. Dobra jakość obrazu to nie wszystko i baczniejszą uwagę trzeba przywiązywać do strefy audio. Opatrując materiał autorskim komentarzem warto zadbać o dobrą jakość dźwięku, a w przypadku Yi 2K może być z tym spory problem.  Nie jest zaskoczeniem, że wbudowany mikrofon, używając mowy potocznej, „dupy nie urywa”. O ile w zamkniętych pomieszczeniach i mówiąc do takowego z niewielkiej odległości da się jeszcze coś wyciągnąć, o tyle podczas nagrywania na świeżym powietrzu nie ma się co spodziewać cudów i nawet niewielki wiaterek potrafi zrujnować całą warstwę audio. Niestety w kamerze zabrakło wejścia na zewnętrzny mikrofon. Ludzie bywają kreatywni i można spotkać  zapaleńców oraz poradniki, jak takowe wejście sobie dorobić, aczkolwiek zaryzykuje stwierdzeniem, że takim rozwiązaniem zainteresuje się bardzo wąskie grono osób.  Werdykt – niestety, lecz w tej kwestii przyda się osobne urządzenie do zgrywania dźwięku i więcej zabawy w post produkcji przy synchronizowaniu dźwięku z obrazem.

Poniższy materiał został nagrany w całości Yi 2k. Tylko dźwięk został podbity do 200 %

W miarę naturalnym środowiskiem Yi 2K, po za nagrywaniem filmów, jest zwykłe fotografowanie. Szkoda, że nawet wtedy trzeba być świadomym pewnych ułomności urządzenia wynikających ze specyfiki budżetowych kamer sportowych. Po pierwsze, można pomarzyć o zoomie i jakiejkolwiek stabilizacji obrazu. Nad kalibracją focusa też trzeba nieco posiedzieć – nie obędzie się bez rozebrania obudowy i zdrapania umieszczonego na obiektywie kleju. Efekt rybiego rybiego oka wynikający z zastosowanie szerokokątnego obiektywu też nie musi każdemu przypaść do gustu.  Resztę braków można zrekompensować poszczególnymi skryptami, na przykład przeznaczonymi do zdjęć nocnych.

Smutna rzeczywistość

Podsumowując – Yi Action Camera ma już swoje lata i nie da się ukryć, że konstrukcja bardzo się zestarzała. Kamerki sportowe stały mniejsze i bardziej przystępne w użyciu, a w cebularskim przedziale cenowym zrobił się większy ścisk.  Obecnie z fenomenalnego stosunku ceny do jakości w Yi 2K pozostało niewiele, a i zmiana ustawień skryptami już nie zdaje takiego egzaminu jak kiedyś. Wydaje mi się, że takie kamery jak GitUp 2 czy Lamax X10 są nieco bardziej przystępnym wyborami. Jeżeli jednak logo YI po prostu bardziej do was przemawia, a portfel świeci pustkami, to może warto prędzej pomyśleć o odświeżonej wersji 2k w postaci edycji Lite. Modele 4K oraz 4k+ to już nieco inna półka cenowa i tam już trzeba wiedzieć, czego się chce. Xiaomi Mija 4K też wydaje się niegłupim pomysłem. A mnie dalej pozostaje żyć nadzieją, że wykorzystam kiedyś Yi Action Cam do jedynej słusznej rzeczy, do jakiej została stworzona. Operacja Panda Over And Out.

 

PS: Poza pojedynkiem limitek, Yi Action Cam w niektórych fragmentach zostało użyte w tym materiale:

oraz tym