Gry za darmo, ale nie – TRIGGER #29

Gry za darmo, free to play, darmóweczki – jak by ich nie zwał, każdy wie, o co chodzi. Jedna trzecia  świata gra w Apexa, kolejna 1/3 w Fortnite, a pozostałe 1/3 graczy męczy Lol, gry w czołgi i szereg innych tytułów, które można pobrać legalnie za darmo. Tak prawie, bo są za darmo, ale nie.

Na wstępie kilka słów wyjaśnień. Kilka ładnych lat temu grałem w F2P, między innymi ArcticCombat, Drift City i jakiś tytuł od Gamingo, dzięki któremu na stronie https://haveibeenpwned.com/ świecę się na czerwono. Były to całkiem znośne produkcje i poświęciłem im wiele godzin, jednak nie mogę powiedzieć, że były porywające. Nie miałem wówczas konsoli, komputerek nie pozwalał na granie w AAA, a mnie jakoś spadł zapał do angażujących fabularnie gier. Warto nadmienić, iż po romansie z F2P, na kilka lat totalnie opadła mi chrapka na granie. Niedawno wróciła, bynajmniej nie za sprawą Fortnite, do którego namawiała kasjerka w Media Expert.

Kamil to burak. Albo stary człowiek

Muszę spojrzeć prawdzie w oczy – jestem starym, gierkowym kasztanem. Może nie pod kątem wieku, ale mentalnie z pewnością. Podczas nagrywania 29 epizodu podcastu urósł mi kulfon, bebzol jeszcze bardziej spuchł i uświadomiłem sobie, że nie rozumiem fenomenu Fortnite i Apexa tak samo, jak nie rozumiem gimnazjalistów, którzy chodzą z gołymi kostkami przy ujemnych temperaturach. Pewnie to jakiś znak czasów, bo ja w ich wieku chodziłem w szerokich spodniach i dla starszyzny prawdopodobnie wyglądałem, jakbym się złamał w spodnie. Tu nawet nie chodzi o samo free to play, ale też o battle royale. Nie rozumiem fenomenu biegania kilkanaście minut po mapie i szukania przeciwnika, kupowania skórek, broni i skrzynek; choć moi rówieśnicy zagrywają się w najlepsze. Nie trafia do mnie gameplay utworzony wokół monetyzacji. Po prostu nie.

Gryza darmo każdy da, ale całe danie kosztuje.

Ale, tak jakby, o co chodzi?

Pewnie chodzi o to, że nie mam czasu na wielogodzinne młócenie w tytuł bez końca. Pewnie chodzi o to, że nie skończyłem jeszcze RE2 i Persony 5, które pod absolutnie każdym względem są dla mnie bardziej atrakcyjne. Pewnie też chodzi o to, że rzadko jadam fastfoody. Nie jestem do szpiku kości zgorzkniały, bowiem widzę pewne plusy tytułów FP2. Dzięki nim, potencjalnie, mniej dzieciaków będzie trollowało w grach płatnych. Nie neguję też ogromnej zalety, jaką jest… ich darmowość. Nie każdy małolat ma pieniążki na granie, a oglądanie jutuberów każdemu może zbrzydnąć. Chyba. Z naszej trójki tylko Tomasz upodobał sobie najgorętszy towar od Respawn Entertainment. Jemu wybaczymy, bo w szafeczce ze skarbami chowa wiele tytułów równoważących ten twór. A jak Wy oceniacie gry F2P? Czy porwał Was hype na fortnajta i apeksa? Dajcie znać!

PS. jeśli gracie w Apexa na PC, to być może uda wam się ustrzelić Macieja, który gościł u nas w poprzednim odcinku, poświęconemu pracy w branży gier!