Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry

Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry – recenzja NSFW (PS4)

Niedzielny wieczór – narzeczona chce w coś pograć, a najlepiej, żeby był to Larry. Zorganizowanie siódmej części przygód Larry’ego Laffera, ulubionej gry Pauliny, byłoby dość kłopotliwe, ale przypomniałem sobie, że niedawno na PSN pojawiła się jakaś nowa część. Po sekundzie namysłu kupiliśmy Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry, ograliśmy i… mamy mieszane uczucia. Dlaczego? O tym w poniższej recenzji.

Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry

W Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry nie maczał palców Al Lowe, twórca oryginalnej serii, choć raptem 6 lat temu został zaproszony do współpracy nad remakiem pierwszej części. Za najnowsze przygody podstarzałego erotomana odpowiada CrazyBunch. Nie znam absolutnie żadnej innej gry tego studia i nie mam pojęcia kim oni właściwie są. Pochodzą z Niemiec, o, tyle wiem! Trzeba przyznać, że dość solidnie podeszli do researchu i można doszukać się odniesień do poprzednich części. Już na samym początku musimy wypełnić Quiz sprawdzający, czy jesteśmy pełnoletni. Podobny zabieg był obecny w poprzednich częściach, więc otrzymujemy mały zwiastun tego, co czeka nas w trakcie rozgrywki.

O co chodzi w Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry?

Wyobraźcie sobie sytuację, w której po nocy z seksowną panienką zapadacie w sen. Jest to sen wyjątkowo mocny, bowiem trwający aż 30 lat. Po przebudzeniu wychodzicie ze swojej nory i stajecie naprzeciw zupełnie nowej, nieznanej Wam rzeczywistości. Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry odnosi się do wielu współczesnych subkultur, zjawisk społecznych i mobilnych aplikacji. Oś fabularna kręci się wokół seksu, a naszym narzędziem „do zaliczania” staje się znaleziony w rzygowinach smartfon PiPhone. Na telefonie znajdziemy aplikację Timber (pol. Bimber), w której musimy zdobyć 90 punktów, by móc umówić się z seksowną Faith, asystentką właściciela firmy Śliwa (Apple) produkującej owe smartfony. Na telefonie znajdziemy też aplikacje Uunter (Uber) oraz Instacrap (Instagram), a w trakcie zabawy pomaga nam Pi (Siri).

Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry

Rozgrywka aż ocieka seksem i nie brakuje nawiązań do miejsc intymnych. Come on – szef śliwy, William Jobs, ma pseudonim BJ! Gdzie się nie ruszymy, tam penisy męskie i żeńskie. Dla osób o bardziej wysublimowanym guście takie nawiązania będą obrzydliwe, ale umówmy się, ja i moja narzeczona do takich osób nie należymy. Buraczany, prostacki humor nam odpowiada! W Bimberze znajdziemy całkiem sprawnie przetłumaczone na język polski profile użytkowników, takie jak Szpara Croft, Kyle Sinopałowski, Ivana Srump czy Święta Jebnięta. Niestety nie ze wszystkimi będziemy mogli się umówić. Rozgrywka ogranicza nas do interakcji raptem z kilkoma postaciami. Każda z osób napotkanych w Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry reprezentuje pewną grupę społeczną, zatem spotkamy m.in. wegan, nerdów, streamerów i stulejarzy. Linie dialogowe są dość pomysłowe, jednak postaciom brakuje jakiejkolwiek głębi. Są to po prostu przerysowane osoby, z którymi musimy pogadać, aby uzyskać cenną dla nas informację.

Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry

Larry, jakiś Ty ładny i dobrze brzmiący!

Wet Dreams Don’t Dry to reprezentant klasycznych przygodówek point point’n’click i całe szczęście twórcy gry nie postanowili przenieść rozgrywki do świata 3D, jak miało to miejsce w Magna Cum Laude i Box Office Bust. Rozgrywka jest do bólu „przygodówkowa”, więc wielokrotnie będziemy próbowali użyć każdego znajdującego się w inwentarzu przedmiotu. Jest też sporo backtrackingu, ponownego przepytywania postaci i absurdalnych wręcz zagadek. Musimy np. połączyć dildo o smaku sera z kondomem XXL, aby otrzymać kondom o smaku sera. Przedmiot łączymy następnie z tekturą po papierze toaletowym i otrzymujemy dziwaczne urządzenie, do którego łapiemy szczura. W tym momencie autorzy pytają nas, czy nie chcemy zwrócić gry.

O ile początkowe zadania są dość pomysłowe, tak w trakcie rozgrywki zauważamy sporą powtarzalność. W pewnym momencie możemy odnieść wrażenie, że twórcom brakowało pomysłu na pociągnięcie fabuły, a kolejne questy dodane są na siłę. Szczególnie nieciekawie prezentuje się zakończenie gry, ale spoilerów robić nie będę. Doskwiera również brak mocnych, wartych zapamiętania momentów. Zdecydowanie lepiej prezentuje się otoczenie. Rozgrywka Wet Dreams Don’t Dry toczy się zaledwie w kilku lokacjach, lecz każda z nich została świetnie narysowana i ocieka klimatem. Tak, nawet patrzenie na obślizgłe wibratory może być przyjemne. Autorzy całkiem zgrabnie odświeżyli bar Lefty’s, w którym nie zabrakło plakatu z pikselową dziunią.

Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry

Larry znacznie urósł w porównaniu do poprzednich odsłon i nie jest już otyłym kurduplem, tylko średniego wzrostu gościem z piwnym brzuchem. Bardzo przypomina „samego siebie” z pierwszej części, co dobrze wpisuje się w koncept podróży w czasie. Lekko skrzeczący głos Larry’ego początkowo może drażnić, ale ma swój urok. Na duży plus zasługuje muzyka. Każda lokacja posiada odrębny, wpadający w ucho motyw muzyczny. Pod tym względem piątka. Cieszy również fragment gry, w którym cofamy się do lat osiemdziesiątych. Dosłownie cofamy się w czasie, a grafika żywcem przypomina Leisure Suit Larry in the Land of the Lounge Lizards.

Łyżka dziegciu w beczce lubrykantu

Odbiór gry okropnie zaburzają bugi i koszmarna polska czcionka. Recenzję piszę równo miesiąc po premierze gry – mamy do czynienia z wersją 01.00 build 0 i nie zapowiada się na jakikolwiek patch. Interfejs został całkiem zgrabnie przygotowany pod pada. L2 i R2 służą do przeskakiwania pomiędzy elementami otoczenia lub postaciami, z którymi możemy wejść w interakcję. Można również „skanować” otoczenie kursorem przy pomocy prawego drążka analogowego. Niestety w jednym zadaniu guziki L2/R2 błędnie przeskakiwały pomiędzy znajdującymi się obok siebie dźwignią i zaworem, co uniemożliwiło uruchomienie pewnej maszyny. Trzeba było ręcznie najechać kursorem.

Innym razem gra się zawiesiła, a kolejnym razem zabrakło możliwości wejścia w interakcję z przedmiotem. W obydwu przypadkach konieczny był restart gry. Dodatkowo, gdy Larry umiera, wyświetlana jest plansza informująca o tym, jaki błąd popełnił gracz. Niestety jest częściowo ucięta i nie widać całego komunikatu. Ja wiem, że za tytuł odpowiada małe studio. Takie błędy jednak powinny zostać wyeliminowane natychmiast! I jeszcze raz podkreślę – polskie znaki są O K R O P N E. Wielka szkoda, bo dość osobliwe anglojęzyczne nazwy zostały przetłumaczone bardzo fajnie. Jebdronka, hah!

Jaki jest nowy Larry?

Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry jest dość nierówny. Z jednej strony potrafi cieszyć oko świetnie narysowanymi lokacjami, z drugiej zaś brakuje mu bardziej rozbudowanego świata. Dobrze brzmi, ale potrafi się zawiesić. Jest obsceniczny, ale brakuje cycków. Tak, chciałbym więcej gołych bab! Gry nie nazwałbym ani doskonałą przygodówką, ani doskonałą kontynuacją przygód napaleńca. To raczej nieangażujący, relaksujący tytuł, doskonale pasujący do chipsów i piwa. Mam tylko nadzieję, że twórcy dalej pociągną (hehe) temat i otrzymamy bardziej rozbudowaną kontynuację.

Leisure Suit Larry: Wet Dreams Don’t Dry PS4

6.9

Mechanika

5.5/10

Fabuła

6.0/10

Frajda

6.9/10

Grafika/Dźwięk

9.0/10

Zalety

  • Sprośny humor
  • Ładne lokacje
  • Całkiem sprawne odświeżenie serii
  • Podróż w czasie!

Wady

  • Bugi, bugi, bugi
  • Okropna czcionka
  • Powtarzalne zadania
  • Mało cycków