Recenzja Crash Team Racing Nitro-Fueled

Powiem na przekór wszystkim, że Activision od jakieś czasu bardzo u mnie plusuje. Może idea wzięcia na tapet znanej marki i wykonania remake’a nie jest czymś szczególnie odkrywczym, ale muszę im to przyznać – jak do tej pory czynią to z smakiem. Zarówno odświeżone trylogie Crasha jak i Spyro stanową kawał solidnego rzemiosła, z szacunkiem podchodząc do materiału źródłowego ubierając  go w nowe fatałaszki.  Teraz kując żelazo póki gorące, studiu Beenox powierzono wskrzeszenie kolejnej legendy, ery PSX, czyli klasyczne CTR. Jak w takich okolicznościach Crash Team Racing Nitro Fueled wypada w konfrontacji z klasykiem od Naughty Dog oraz konkurencją? Dowiecie się z tej recenzji.

Crash Team Racing na bogato

Historia Crash Team Racing nie należy do szczególnie rozbudowanych. Ot niejaki Nitrous Oxide wpadł odwiedzić planetę zamieszkałą przez Crasha. Nie patyczkując się zbyt długo, obwieścił, że wszyscy staną się jego niewolnikami, a świat pociesznego jamraja zamieni w kosmiczny parking, jeżeli nikt go nie pokona w wyścigu. Ot, maksymalnie pretekstowa, prosta fabułka motywująca nas do wstawania z szranki w przeróżnych wyzwaniach.

Na tym etapie, pomimo upływu lat, dalej można patrzyć z pewnym podziwem na CTR, a to za sprawą implementacji trybu fabularnego. Co prawda taki Little Big Planet Karting robi to w kilku aspektach lepiej, oferując znacznie bogatszą historię, czy możliwość ogrywania kampanii w co-op. Tutaj natomiast skupiono się na samym „mięsku”, czyli na rozgrywce.

Poza standardowymi wyścigami, Adventure Mode oferuje kilka dodatkowych wariacji zabawy. CTR Challenge opiera się, po prostu, na zebraniu trzech monet z inicjałami gry, przy jednoczesnej konieczności ukończenia wyścigu na pierwszym miejscu. W Relic Race za zadanie mamy zmieścić się w podanym limicie czasu, w czym mają nam pomóc porozrzucanie skrzynki zatrzymujące czas. Cristal Challenge zbieramy kryształy na specjalnie przygotowanych arenach.

W grupie siła

Nie samą kampanią dla pojedynczego gracza człowiek żyje i Crash Team Racing, jest w stanie zaoferować kilka rozwiązań wieloosobowych. Zarówno dla osób preferujących kanapowe granie – do czterech osób – jak i online. Dla tego pierwszego grona poza pojedynczymi wyścigami oraz pucharami, gra oferuje dość zaawansowany Tryb battle, gdzie gracze na zamkniętych arenach wzajemnie do siebie naparzają; walcząc o przetrwanie, kryształy czy flagi. Nie zawsze te tryby wydają się dobrze przemyślane, ale nie brakuje opcji indywidualnego modyfikowania zabawy pod swoje gusta i guściki.

Nieco skromniej wypada online. Wielka szkoda, że nie da się bawić w dwóch graczy, przy jednej konsoli i jednocześnie brać udziału w potyczkach sieciowych. Na szczęście widać pewien progres i światełko w tunelu wraz z niedawno wprowadzonymi okresowymi eventami, które poza rankingami oraz nagrodami oferują zupełnie nowe trasy. Pod funkcjonalność online podchodzi również „growy” sklepik, gdzie możemy wydać ciężko uciułane monety na nowych bohaterów, pojazdy oraz – mniejsze i większe – wizualne dodatki.

No dobrze, dość obszernie powiedzieliśmy sobie co Crash Team Racing Nitro Fueled oferuje z perspektywy ilości trybów zabawy. Jak natomiast prezentuje się sam gameplay?  CTR jest bardzo skillowy i wymaga od gracza uczenia się tras oraz opanowania techniki driftowania oraz boostownia do perfekcji. Bez tego, na poziomie medium, nie ukończymy Adventure mode nie mówiąc o wyższym poziomie trudności. Wiadomo, że w tego typu grach występuje dość spory poziom losowości i w jednej chwili z pierwszego miejsca można wylądować w ogonie stawki, lecz z odpowiednimi umiejętnościami zawsze można coś ugrać.

Nieodzownym elementem gatunku poza naszymi umiejętnościami są oczywiście różnego rodzaju narzędzia zagłady. Pod tym względem, Crash Team Racing nie wyróżnia się w żaden szczególny sposób, mocno inspirując się dobrze znanymi mechanikami z serii Mario Kart. Będąc pod koniec stawki otrzymujemy bronie bardziej „OP” (przekokszone, mocarne. Zwał jak zwał) pokroju maski dającej nam nieśmiertelność i spore przyśpieszenie czy energetyczną kulę, która potrafi skasować każdego po drodze aż dotrze do lidera. W drugą zaś stronę plasując się na pierwszych lokatach przeważnie jesteśmy skazani na ochłapy w postaci zwykłych miksturek czy TNT, które swoją drogą da się zrzucić energicznym podskakiwaniem. Nie mniej jednak jest z czego przebierać i wiele przedmiotów (np. osłony czy wybuchające kule) można wykorzystać zarówno jako przedmiot defensywny jak i ofensywny, dając nam wybór w doborze taktyki.

Techniczny zgrzyt

Technicznie nie wiem co myśleć o Crashu. Mapy cieszą oko liczbą detali oraz ogromem włożonej pracy. Szczególnie jeżeli zestawimy aspekt wizualny oryginału z szaraka, z tym co mamy tu i teraz, w odrestaurowanej wersji. Boli jednak fakt, że gra została zablokowana na 30 fpsach. Być może taka decyzja była podyktowana tym, żeby zarówno najsłabsza Switchowa edycja, nie odstawała w sposób drastyczny, nawet od tej na XONE X. Nie mniej jednak, tej grze należy się 60 klatek/s jak psu buda. Przez takie podejście, Crash Team Racing nieco traci na dynamice.

Oprawa audio cechuje się przeważnie wesołymi motywami muzycznymi.  Na potrzeby kampanii została nagrana niemała ilość monologów. Szkoda tylko, że Crash Team Racing nie doczekał się polskiej wersji w naszym kraju… nikt nie pokusił się nawet o prostą formę lokalizacji bazującej na napisach. Z pewnością stanowiłoby to pewne uproszczenie oraz zachętę dla nieco młodszych odbiorców.

Siła kompromisu

 O ile, zarówno ostatnie Mario Karty czy Soniki, wyewoluowały w szalone wyścigi; zarówno pod wodą czy niekiedy w powietrzu, o tyle Crash jest bardzo klasyczny, nie oferuje takich udziwnień. Czy to źle? Oczywiście, że nie, aczkolwiek moje indywidualne preferencje przez ten brak „jajeczności”, skręcają w stronę konkurencji.

Crash Team Racing Nitro-Fueled podchodzi z dużym szacunkiem do klasyka sprzed lat, w bardzo mądry, przemyślany sposób, poprawiając oryginał.  Gra dzięki mnogości kanapowych trybów powinna sprawdzić się w trakcie domowych imprez, a dodanie wszystkich tras z sequelu Nitro Cart, w znaczy sposób poszerza zawartość zestawu. Możliwość upiększenia swojego pojazdu nie uważam za szczególnie wartościowy dodatek, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że znajdą się zawsze jacyś zwolennicy takich rozwiązań. Dzieło studia Beenox nie ma zbyt daleko idących aspiracji w rewolucjonizowaniu gatunku, natomiast skupia się na jednym – byciu cholernie dobrym Remakiem. Myślę, że jest to bardzo uczciwe podejście. Tym bardziej, że Crash Team Racing Nitro Fueled został bardzo dobrze wyceniony, wiec nie widzę powodu dla którego nie miałbym tej gry polecić. Dobrej zabawy!