5 rzeczy, których nie lubimy w Nintendo Switch x myhandhelds.pl #47

Nintendo Switch to świetny sprzęt, a o jego potędze świadczyć mogą liczby. W momencie pisania tego tekstu na świecie rozeszły się 52 miliony egzemplarzy konsol. Mimo słabej mocy obliczeniowej, przyciąga do siebie świetną funkcjonalnością i tytułami produkcji wielkiego N – jak zwykle doszlifowanymi pod każdym względem. Niestety według nas jest kilka rzeczy, które w Switchu wymagają poprawy lub byłoby miło, gdyby Nintendo je wprowadziło. Wady zestawiliśmy w pięciu grupach tematycznych, a w każdej z nich znajdują się kolejne podpunkty. Zobaczcie i posłuchajcie jakie!

Tytułem wstępu – nie każdy musi się zgadzać z naszą opinią. Być może jakiś ficzer, nad którym się znęcamy, został poprawiony. Zostawcie nam komentarz, jeśli tak faktycznie jest! Artykuł i 47 epizod podcastu Trigger powstał we współpracy z https://myhandhelds.pl/, a naszym gościem był Tomek „Maniak” Całka. Niestety z powodu szalejącego za oknami wirusa nie był w stanie skombinować lepszego mikrofonu – nagrywaliśmy w warunkach bojowych!

1) Braki w oprogramowaniu

Switch jest na tyle wdzięcznym urządzeniem, że śmiało mógłby zastąpić tablet, gdyby tylko oferował podstawowe funkcje takowego. Owszem, po złamaniu Switcha mamy możliwość wgrania sporej części programów, jednak według mnie powinny być dostarczone przez Nintendo. Producent może tłumaczyć braki sprzętowe tym, że Switch przede wszystkim jest konsolą do grania. W istocie tak jest, ale dlaczego zabrakło podstawowego programu, czyli przeglądarki internetowej? Mało tego, przeglądarka jest, tylko ukryta. Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze takich programów jak Netflix, Spotify czy podstawowego odtwarzacza ebooków i mp3. Dzięki swoim kompaktowym wymiarom Switch byłby idealnym urządzeniem do oglądania filmów w czasie drogi. Ba, ja mógłbym sobie oglądać jeden film na konsoli, a moja żona na telewizorze. Tak pozostaje mi tylko telefon, który niestety nie ma kozackiej nóżki, dzięki której postawię go sobie pionowo.

Dla recenzentów upierdliwą rzeczą jest brak możliwości podłączenia Switcha jako pamięci masowej. Aby zgrać screenshoty należy wyjąć kartę pamięci z konsoli (jeśli się takową posiada), podłączyć ją do komputera przy użyciu adaptera i dogrzebać się do interesujących nas zrzutów ekranu. Jak zauważył nasz rozmówca, Tomasz Całka, brakuje segregacji screenów po nazwie gry. Foldery zatytułowane są datami. I weź człowieku przypomnij sobie, którego dnia grałeś w Dooma.

Lista płaczu:

  • Netflix,
  • Spotify / mp3 player,
  • czytnik ebooków,
  • słaba organizacja screenshotów,
  • jakość kodu sieciowego.

2) Dashboard jest biedny

Mówiąc o oprogramowaniu nie sposób nie wspomnieć o ubogim dashboardzie. Dziwi fakt, że ściągniętych gier nie można umieścić w folderach. Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że spora część graczy na dobre przesiadła się na cyfrową dystrybucję. Sortowanie posiadanych gier również nie porywa. Dopóki nie dostałem Switcha, nie interesowałem się możliwością personalizacji skórki systemowej. Domyślnie założyłem, że każdy gracz może sobie wybrać jakąś fajną skórkę inspirowaną Mario lub Zeldą. Dupa tam, nie ma nic. Jasna lub ciemna tapeta i tyle.

Scena potrafi stworzyć ładne theme, Nintendo nie umie.

System konsoli działa ślamazarnie pomimo niskiej rozdzielczości (720p), a responsywność eShopu to nieśmieszny żart. Drugiego tak powolnego i słabo zorganizowanego marketu chyba nie ma. Faktycznie, być może Nintendo celowo ogranicza moc urządzenia w dashboardzie, aby zmniejszyć zużycie energii, ale nieco zbyt dużym kosztem. To po prostu zamula!

Lista płaczu:

  • brak personalizacji dashboardu,
  • właściwie brak organizacji gier,
  • niska rozdzielczość,
  • słaba prędkość działania eShopu,
  • znajomych nadal zapraszam przy użyciu kodu,
  • voice chat przy użyciu telefonu.

3) Sprzętowe potknięcia

Konsola nie obsługuje słuchawek bezprzewodowych, możemy jedynie podłączyć klasyczne na kabelku. Doprecyzowując to, o czym wspomniałem w naszym podcaście – istnieją adaptery podłączane zarówno do konsoli, jak i do stacji dokującej. Problem polega na tym, że jest to kolejny wydatek na funkcjonalność, którą powinno zapewnić Nintendo. To trochę jak z Apple, które maksymalnie odchudza swój sprzęt, kastrując przy okazji z funkcjonalności, aby osobno sprzedać garść przejściówek. Z drugiej strony strasznie mi doskwiera brak wyjścia minijack w fabrycznym gripie do Joy-conów. Grając na PS4 przyzwyczaiłem się do tego, że mogę sobie usiąść na przeciwko telewizora i podpiąć słuchawki bezpośrednio do pada. Mogę cieszyć się cudownym dźwiękiem, rozmawiać ze znajomymi podczas rozgrywki on-line, a przy okazji nie przeszkadzam żonie.

Piętą achillesową Switcha nadal są analogi. O ile jeszcze można zrozumieć choroby wieku dziecięcego, o tyle nowsza rewizja konsoli, nie wspominając już o zupełnie nowym modelu, powinny być pozbawione takiej usterki. Tymczasem można znaleźć filmy przedstawiające analogi driftujące 2 dni po zakupie konsoli. Do tej pory wielu graczy boryka się z tym problemem, a co najgorsze, występuje on losowo. Możemy chuchać i dmuchać na konsolę, a problem ze świrującą gałką czyha gdzieś za rogiem.

Problemy sprawia też zastosowany w konsoli moduł WiFi. Jest po prostu słaby. Potrafi zgubić połączenie nawet w sytuacji, gdy konsola jest stosunkowo blisko routera. Dla mnie szczególnie odczuwalna jest prędkość pobierania na WiFi 2,4 Ghz. Wiem, że jest to leciwe pasmo, ale osiągałem zawrotne 5 mbps podczas ściągania! Jakieś jaja, bo telefon potrafi wyciągnąć 40 mbps. Sytuację nieco poprawiła zmiana DNS i MTU, osiągam teraz zawrotne 15-25 mbps. Sytuację z pewnością poprawi zakup zewnętrznego adaptera LAN, tylko ile dodatków jeszcze miałbym kupić? 😉 A jeśli chcesz sobie pograć on-line, to musisz mieć dużo cierpliwości. Lagi, lagi, lagi…

Lista płaczu:

  • sprzęt kosztuje sporo (zwłaszcza Lite w Polsce),
  • analogi driftują,
  • niskiej jakości moduł WiFi,
  • brak możliwości podłączenia słuchawek bezprzewodowych,
  • brakuje wyjścia minijack w gripie,
  • trochę skrzypi.

4) Wartość dodana

Gry są drogie, szczególnie te produkcji Nintendo. Każdy chce zarobić i to nikogo nie dziwi. Nie może też dziwić fakt, że nie zabija się kury znoszącej złote jaja. Jak w czasie rozmowy zauważył Danteveli, po co obniżać cenę, skoro kilkuletnie produkcje Nintendo nadal sprzedają się świetnie? Nintendo wysoko ceni swoje produkcje, bo po prostu może tak zrobić. Cebula jest we mnie zakorzeniona mocno, ponadto przyzwyczaiłem się do cen platform konkurencyjnych. Ciężko mi kupić tytuł multiplatformowy kilkakrotnie droższy, niż na innych platformach. Chętnie bym zagrał w takiego Wiedźmina podczas posiedzenia na kiblu, ale muszę na to odłożyć trochę pieniążków. Promocje wydań cyfrowych też nie porywają. Wydaje się, jakby największe procentowo obniżki dotyczyły indyków, których bazowa cena jest dużo niższa niż dużych tytułów.

Podobno komuś udało się kupić Ring Fit Adventure

W dostępie do gier z pewnością nie pomaga ConQuest Entertainment, oficjalny dystrybutor Nintendo na Polskę i Czechy. Tomasz „Maniak” wspominał o swoich problemach z zakupem edycji kolekcjonerskich gier. Nadal na rynku brakuje Ring Fit Adventure – gry, dzięki której być może zredukowałbym bebzol. O recenzenckich kodach do gier też można zapomnieć – rozeszły się, nie ma. Lub nie ma dla tak małych jak my. Inni dystrybutorzy nie mają jednak z tym problemu 😉

Moja żona miała zaś problem z zakupem konsoli. W lutym nie mogła dostać Switcha od ręki. Wersja szara była dostępna, jednak niebiesko-czerwonej nikt nie chciał jej wysłać, dostępność w sklepach stacjonarnych też mocno okrojona. X-Kom zaproponował termin dostawy w kwietniu. Jeden z ostatnich egzemplarzy dostała w Ultimie, dzięki czemu dostałem prezent urodzinowy na czas, nie dwa miesiące później! <3

Lista płaczu:

  • ceny gier,
  • średnio atrakcyjne promocje,
  • dostępność sprzętu i gier,
  • dystrybutor.

5) Nintendo Online

Wielokrotnie w naszym podcaście wspominaliśmy o tym, że Sony powinno uczyć się od Microsoftu jak dobrze w internety. Więc co można powiedzieć o usłudze online w wydaniu Nintendo? Bida. Subskrybenci otrzymują emulację gier SNES i NES, multiplayera i save’y gier w chmurze. Tylko te ostatnie nie są dostępne we wszystkich grach. Aha, jest jeszcze Tetris99. To z grubsza tyle! Wolałbym zapłacić dużo większą cenę, ale otrzymać więcej w zamian. Na przykład uśmiercone Virtual Console i gry z N64? Może jakieś giereczki za darmola? Inne propozycje znajdziecie w naszym najnowszym epizodzie.

Lista płaczu:

  • całe Nintendo Online.

To wszystko! Mimo kilku sporych wad Nintendo Switch nadal jest świetną konsolą. Potrafi sprawić masę radości i ma w sobie coś, co ciężko określić. Jakiś bliżej nieokreślony pierwiastek Nintendo, dzięki któremu na buźce pojawia się banan od ucha do ucha. Osobom niezdecydowanym polecamy poradnik z zaprzyjaźnionego geekretro.pl, z którego dowiecie się, czy nadal warto kupić Nintendo Switch.

Śledź nas i Myhandhelds.pl!

Dziękujemy raz jeszcze za pomoc ze strony myhandhelds.pl!

TT: https://twitter.com/MyHandheldsPL/

FB: https://www.facebook.com/myhandhelds/

TT Tomasz Całka: https://twitter.com/AngryKermit20

A namiary na nasze social media znajdują się w stopce! 🙂

The following two tabs change content below.

Kamil Gumienny

Gracz z ponad 25-letnim stażem. Ex-radiowiec i dziennikarz, obecnie związany z branżą SEO. Dużo krzyczy (szczególnie podczas rozgrywek on-line), często gada głupoty, jest fanbojem serii Persona i Duke Nukem 3D. Najbardziej lubi gry w cenach promocyjnych - im taniej, tym lepiej! Lubi dobrze pojeść, co niestety widać po rosnącym bębnie, raczej domator. Kiedyś grał tylko na PC, dziś wielbiciel konsol Sony i Switcha.

Dodaj komentarz i podziel się swoją opinią ;) Jest dla nas ważna!