inbento nintendo switch!

inbento – recenzja indyka na Nintendo Switch

Jako dziecko zazdrościłem moim rówieśnikom z Japonii kilku rzeczy. Dostęp do masy gierek, komiksów i seriali anime to oczywista oczywistość. Jedną z mniej typowych rzeczy, o których marzyłem, były bajeranckie drugie śniadania znane jako bento. Ja jadłem lipne kanapki pakowane do papierowego worka, kiedy Japończycy mogli smakować pysznych dań z ozdobami, wprost z fajnych pojemników. Piszę o tym dlatego, że indyk, w którego ostatnio grałem, przypomniał mi o dawnych marzeniach. Czy inbento skutecznie zastępuje smaczny posiłek? Zapraszam do mojej recenzji.

Japońskie a jednak polskie

inbento na Nintendo Switch to port polskiej gry indie wydanej oryginalnie na telefony komórkowe. Mamy więc kolejnego przedstawiciela niekończącej się fali portów chcących zarobić na magii „pstryka”. Nie ma w tym nic złego, o ile gra jest dobra lub zadowoli konkretną grupę graczy. Na szczęście w przypadku tego tytułu tak właśnie jest.

Rozgrywka inbento polega tutaj na układaniu porcji jedzenia, tak by osiągnąć upragniony wygląd naszego bento. Mamy więc kolorowe klocki reprezentujące różne dania typowe dla japońskich szkolnych posiłków. Naszym celem jest przesuwanie i układanie ich zgodnie ze wzorcem przedstawionym z boku ekranu. Wraz z postępami pojawiają się nowe rodzaje ruchów i sztuczki, jakie musimy wykonywać w celu zaliczenia danej zagadki.

Proste zasady gry

Żeby nie było zbyt łatwo mamy określone ruchy, jakie możemy zrobić podczas układania bento. Może to być dodanie porcji jedzenia, zamienienie składników miejscami czy przesuniecie wszystkiego w bok, co spowoduje powstanie pustych pól. Każdy z poziomów gry wprowadza nową mechanikę, którą poznajemy w pierwszych kilku zagadkach, po czym czeka nas wyzwanie z trudniejszą wersją danego problemu.

inbento na nintendo switch

Puzzle nie są zbyt skomplikowane, ale czasem trzeba chwilę pomyśleć lub eksperymentować z użyciem dostępnych ruchów. Sprawdza się to dosyć dobrze, bo inbeto nie jest za łatwa, ale nie prowadzi też do frustracji. Samych zagadek jest około 120 i podzielone są one na sekcje, gdzie występuje dany typ puzzli. Na początku mamy tylko układanie klocków. Później dochodzi różne przekładanie, przesuwanie i inne bardziej skomplikowane techniki.

inbento cieszy oczy

Oprawa wizualna przypomina mi większość solidnych gier logicznych na telefony. Schludny minimalizm połączony z przyjemnymi dla oka kolorami. Nie mamy tutaj nic, co odwraca naszą uwagę od zagadek prezentowanych na środku ekranu. Pomiędzy kolejnymi poziomami czeka na nas krótka scenka z rodziną kotów, która ma reprezentować „fabułę” tego inbento. Ogólnie jest ładnie i przyjemnie dla oka, więc nie ma na co narzekać.

bardzo przyjemna gra o jedzeniu inbent ona nintendo switch

Nie mam nic przeciwko inbento. Jest to przyjemna, ładna produkcja, która zmusza gracza do odrobiny główkowania. Port na Nintendo Switch jest przyzwoity i na konsolce gra się dobrze. Nie wiem jednak do końca, jaki był cel wydania tej gry na hybrydową konsolkę? Opisywana produkcja sprawdza się idealnie jako zabawka na kilka minut w przerwie pracy czy podczas jazdy w taksówce, czy autobusie. Dzięki temu inbento idealnie pasuje do telefonów, które targa ze sobą większość osób. Nie widzę sensu w istnieniu tej gry na Switchu, który jest większy i mniej poręczny od typowego telefonu. No ale to tylko moje utyskiwanie i może po prostu nie jestem docelowym graczem dla tego typu gierki na konsoli.

będziesz głodny po zagraniu w inbento

Bardzo pozytywna produkcja

inbento to przyjemna produkcja, która skutecznie umili nam dzień. Odpowiednio wyważony stopień trudności sprawi, że szybko nauczymy się zasad rozgrywki i nigdy nie będziemy wyrywać sobie włosów z głowy. Ładna, schludna i prosta oprawa graficzna sprawia, że tytuł pozostawia po sobie pozytywne wrażenia. Jeśli ktoś chce pograć, w tego typu puzzlową produkcje na swoim Switchu, to inbento będzie solidnym wyborem.

The following two tabs change content below.

Tomek Piotrowski

Szwendający się po świecie laowai. Interesuje się wszystkim, co straszne i od lat pisze książkę o grozie z Chin i Korei. Przygnieciony przez kupkę wstydu nieustannie kupuje nowe tytuły, w które zagra na emeryturze. Nie oddał swojego serca żadnemu systemowi, ale to na PS2 i PC pojawiły się jego ukochane gry - Silent Hill 2 i Fallout 2. Nie kapuje fenomenu większości popularnych gier i zagrywa się w produkcje o rozjeżdżaniu zombie karetką lub jakieś musou.