Ion Fury – Recenzja (Nintendo Switch)

Myślę, że Ion Fury jest wszystkim, czego mogę oczekiwać od staroszkolnego shootera. Niczego nie udaje, jest autentyczny i sprawia masę frajdy. O wadach i zaletach Ion Fury dowiesz się z poniższej recenzji portu na Nintendo Switch. Zapraszam!

pierwszy etap w ion fury

Ion Fury jest autentyczne

W ostatnich latach pojawiło się wiele gier, które swoją stylistyką i mechaniką nawiązują do klasycznych strzelanek z lat 90. Ich problem polega na tym, że są wyłącznie imitacją stworzoną przy pomocy współczesnych silników i narzędzi. Deweloper może się bardzo starać, jednak jest odczuwalna różnica pomiędzy tym, jak FPS’y tworzyło się kiedyś, a jak robi się to dziś. Niegdyś twórcy musieli mierzyć się z szeregiem ograniczeń sprzętowych, co skutkowało zaskakującymi rozwiązaniami i trikami. Ion Fury zostało stworzone przy użyciu 25-letniego silnika Build, który posłużył m.in. do napędzenia Duke Nukem 3D, Shadow Warrior czy Blood. Scena potrafi czynić cuda z tym silnikiem, czego dowodem jest doskonały EDuke32, w oparciu o który powstało właśnie Ion Fury. 

Ion Fury BAWI

Moja pierwsza myśl po uruchomieniu Ion Fury? Matko, jakie to jest dobre! Przez całą rozgrywkę towarzyszyły mi naprzemiennie ataki euforii oraz złości spowodowanej nagłą śmiercią. Gra niesamowicie bawi swoją rozwałką i feelingiem broni. Do dyspozycji gracza oddany został arsenał składający się z elektrycznej pałki szturmowej, rewolweru, pistoletu maszynowego, strzelby, kuszy, miniguna, granatów oraz min. Z każdej broni strzela się przecudnie, a kokosy sadzone shotgunem to czysta poezja! Dawno nie słyszałem tak mięsistej strzelby. Dokładnie takiej, jaką pamiętam z dawnych strzelanek. Każda broń oferuje alternatywny tryb strzelania, który jeszcze bardziej urozmaica rozgrywkę. Z pewnością rozczarowują dodatkowe przedmioty – mamy do dyspozycji jedynie apteczkę i radar, który wskazuje miejsce znajdziek. Przydałby się jakiś Jet-Pack albo coś równie szalonego.

rozgrywka ion fury

Moje pierwsze posiedzenie z grą trwało około 8 godzin. Nie mogłem się od niej od niej oderwać! Jadłem sobie zimną pizzę, popijałem Coca-Colą i czułem się tak, jakbym znów wylądował w połowie lat 90. Jestem absolutnie zauroczony stylistyką i klimatem Ion Fury. Ta gra nie ściemnia, ona jest dokładnie taka, jak chciałem. Surowa, naszpikowana gagami i niesamowicie satysfakcjonująca. W tle przygrywa przyjemna muzyka z trackera, świetnie wpisująca się w klimat gry. Przeciwnicy są bardzo wymagający, jednak przejście każdego poziomu uwalnia sporą dawkę endorfin. Pachy miałem mokre, a gębę uśmiechniętą. Takie powinny być shootery!

Silnik Build w całej okazałości

Gra korzysta ze wszystkich dobrodziejstw silnika – interakcji z otoczeniem, wielopoziomowości czy dużej dynamiki. Oceniając wygląd Ion Fury współczesnymi standardami uznałbym, że jest po prostu brzydkie. Biorąc jednak pod uwagę ogólny zamysł produkcji, mogę stwierdzić, że jest piękne. Tekstury są doskonale pikselowe, otoczenie zróżnicowane, a każda lokacja obfituje w smaczki i detale. Przypomnę, że to detale są jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech DN3D – rozpikselowane gazety, reklamy czy laseczki niegdyś pobudzały wyobraźnię graczy. Tak samo jest w Ion Fury. Każdy kosz na śmieci, plakat czy napis, który poprzez niską rozdzielczość może być ciężki do rozszyfrowania, pobudzają moją wyobraźnię. Nie potrzebuję jasnego komunikatu, wystarczy mi namiastka, żeby wyobrazić sobie, co autor miał na myśli. Gra jest pełna nawiązań do współczesnej popkultury. Zachęcam do zapoznania się z poniższym filmem, znajduje się w nim ogrom smaczków i ciekawostek z Ion Fury!

Gra momentami jedzie po bandzie, co nieszczególnie spodobało się środowiskom LGBTQWERTYUIOP. Jak podał Pixel, zabolało ich znajdujące się w grze mydło Ogay i sekret zawierający słowo fagbag. Twórcy na szczęście się nie ugięli, a ja jestem zdania, że można jechać po każdym. Jeśli chodzi o szydzenie, to wszyscy jesteśmy równi. 

Poziomy są bardzo duże, co jest jednocześnie zaletą i wadą gry. Czuć, że twórcy nie mieli właściwie żadnych ograniczeń związanych z mocą obliczeniową komputerów i konsol. 25 lat temu 3D Realms musiało zmniejszać lokacje, aby ówczesne komputery nie dostawały zadyszki. Teraz poziomy są bardzo rozbudowane i pełna ich eksploracja może zająć sporo czasu. Problem polega na tym, że silnik Build kiepsko sobie radzi z otwartymi przestrzeniami. Znajdujący się w oddali przeciwnicy są trudni do zabicia, ponadto wielokrotnie zauważają mnie dużo wcześniej, niż ja ich. Szczególnie upierdliwe są pamperki ukryte w cieniu. Potrafią zabrać sporo energii, zanim uda mi się ustalić, skąd dokładnie strzelają.

strzał kuszą w ion fury

W grach na silniku Build zawsze i na każdej platformie gram z włączonym auto-aimem, taki mój kaprys. W Ion Fury nieraz dostaje on czkawki, co jest szczególnie odczuwalne podczas strzelania z shotguna. No nie potrafię ładnie ubić latającego przeciwnika! W alternatywnym trybie strzelania z rewolweru jest możliwość oznaczenia kilku przeciwników, do których bohaterka strzela automatycznie. Responsywność tej funkcji czasem zawodzi – gra miewa problem z “przyczepieniem” celownika. Dodatkowym problemem są same Joy-cony, ale o nich później.

Każdy z epizodów podzielony jest na etapy, pomiędzy którymi następuje krótkie ładowanie. Nie jest to upierdliwe, a do poprzednich lokacji można w dowolnym momencie wrócić, aby poszukać ukrytych pomieszczeń i przedmiotów. W Ion Fury jest od groma secret places, przy czym dotarcie do niektórych to prawdziwy wyczyn. Jeśli widzisz, że możesz wskoczyć na jakiś parawan, to zrób to. Następnie wskocz na jakiś znak drogowy, słup, balkon, gzyms i prawdopodobnie na szczycie czekać będzie broń. Wydawało mi się, że obwąchałem każdy kąt, a na koniec misji dowiadywałem się, że odnalazłem raptem 5 czy 10 z kilkudziesięciu sekretów. Jest ich OD GROMA.

podsumowanie epoziodu w ion fury

Czy port na Nintendo Switch daje radę?

Nie grałem w wersję na PC, więc moje odczucia bazują wyłącznie na porcie. Ion Fury to gra na starym silniku, średnio atrakcyjna, więc czy można liczyć na płynną rozgrywkę na Nintendo Switch? Zwykle tak. Przy dużej liczbie wybuchów zdarzają się odczuwalne spadki w płynności animacji. Ponadto port wygląda zdecydowanie słabiej od wersji na PC głównie za sprawą zubożonego oświetlenia. Oglądając gameplaye z PC widzę zdecydowanie mocniejsze nasycenie barw, większy kontrast i ogólnie nieco mroczniejszy klimat. Gra może trochę razić w trybie doku, jednak w handheldzie radzi sobie doskonale. W obydwu przypadkach framerate jest zbliżony – ma jakieś 30 klatek na sekundę (…chyba?). Wersja na Nintendo Switch została niestety okrojona z opcji zmiany renderowania znanej z wersji na komputery. Można jedynie włączyć woksele, które podmieniają część sprite’ów, zmienić FOV i edytować HUD. Trochę kuso.

Największym problemem okazały się dla mnie Joy-Cony. Ion Fury jest pierwszą strzelanką, którą miałem okazję ograć na Switchu. Nie spodziewałem się, że analogi w kontrolerach będą aż tak niewygodne podczas celowania. Z powodu ich niewielkiego wychylenia i sporej martwej strefy jest problem z precyzyjnym namierzeniem, co szczególnie czuć podczas strzelania do przeciwników znajdujących się w sporej odległości, bo analog celuje albo zbyt szybko, albo zbyt wolno. W trybie przenośnym miałem spore problemy z przejściem niektórych sekcji obfitych w przeciwników. Najlepszym rozwiązaniem zwykle okazywało się wpięcie kontrolerów w grip i ustawienie konsoli na wbudowanej nóżce lub podpięcie jej do telewizora. Na gripie jest zdecydowanie lepiej, jednak niebawem na pewno dokupię “normalny” kontroler. Celuję w 8bitdo SN30 PRO+.

60 FPS w Ion Fury na Switch? To możliwe!

Jeden z widzów zostawił bardzo cenny komentarz na Youtube, za co serdecznie dziękuję! W komentarzu znalazła się informacja o tym, że gra posiada ukryty tryb 60 FPS. Sprawdziłem to i faktycznie jest możliwość odblokowania framerate’u. Problem polega na tym, że Switchowa wersja ma problem z utrzymaniem stabilnych 60 klatek. Z tego powodu deweloperzy postanowili ograniczyć pstrykowy port do 30 klatek. Warto sprawdzić, być może komuś podpasuje skaczący, lecz zdecydowanie wyższy framerate.

Aby włączyć 60 FPS w Ion Fury na Nintendo Switch należy podczas gry wpisać Konami Code, czyli góra, góra, dół, dół, lewo, prawo, lewo, prawo, B, A.

Kłopotliwy etap

Tytuł ograłem w wersji 1.04 jeszcze przed oficjalną premierą i napotkałem na ogromny problem podczas walki z bossem w etapie Executive Disorder. Gra notorycznie się wysypywała z komunikatem “The software was closed because an error occurred”. Było to cholernie frustrujące, bo do takiej sytuacji dochodziło co kilka minut. Ratowało mnie mozolne zapisywanie i wczytywanie stanu gry, przez co straciłem przynajmniej 2 godziny rozgrywki. Osoby o mniejszej cierpliwości w tym momencie skończyłyby zabawę! Dodatkowo na tym etapie najbardziej odczuwalne były spadki animacji, przeciwnik często znikał, a hitboxy nie zaliczały trafień. Myślę, że stojąc naprzeciwko bossa gra zaliczała jakieś 30% trafień. Sprawę zgłosiliśmy dystrybutorowi (Cenega), który obiecał puścić temat dalej. Był to jedyny przypadek, gdy gra wysypywała się na amen. Pomijając ten etap, działa świetnie.

Szybki update: Sprawdzam recenzje gry opublikowane w sieci i nikt inny nie zgłaszał takiego problemu. Mam pecha?

znikający boss w Ion Fury
O tam powinien być przeciwnik, a nie ma!

Gra się z Tobą nie pier… patyczkuje

Ion Fury jest trudne. Tytuł ograłem na drugim stopniu trudności z czterech i wielokrotnie dało mi w kość. Wypada co chwilę save’ować, bo można zginąć po kilkusekundowej wymianie ognia. Przeciwników jest mnóstwo, a każdy z nich potrafi zadać sporą ilość obrażeń. Nawet pełzające po ziemi zrobotyzowane głowy-pająki, które wydają się być niegroźną jednostką, potrafią w mgnieniu oka odebrać ¾ punktów życia. Walki z potworami potrafią być bardzo intensywne, zwłaszcza gdy w magazynku zaczyna brakować amunicji. A o amunicję w grze trudno! Fakt, po kątach walają się skrzynki i możemy takową podnieść od ubitego przeciwnika, ale jest jej ciągle mało. Mocniejszą broń zdecydowanie lepiej zostawić na wytrzymałych wrogów, a tych słabszych orać rewolwerem i granatami. 

2x smg w ion fury

Przeciwnicy przypominali mi nieco tych z Blooda i Shadow Warriora. Każdy z nich wykorzystuje inną broń do ataku i absolutnie każdy z nich może skopać tyłek. Niestety rozczarowały mnie walki z bossami – są raczej proste i powtarzalne. Dodatkowo smuci fakt, że z jednym rodzajem przeciwnika walczymy dwukrotnie, tak jakby twórcom zabrakło pomysłu na innego bossa.

Gra nie prowadzi za rękę, podobnie jak jej starsi bracia. Zostajesz rzucony na planszę i radź sobie sam! Cel jest zawsze taki sam: musisz zabić przeciwników i zdobyć karty, przy pomocy których otwierasz drzwi do dalszych poziomów. Z tego powodu często trzeba chodzić w kółko i szukać miejsca, w którym ukryta jest karta dostępu. Mnie taka rozgrywka nie przeszkadza, ba, lubię sobie połazić po poziomie i wąchać kąty. Oczywiście nie ma regeneracji zdrowia i trzeba zjadać apteczki, hamburgery, pizzę i pić gorzałę, aby powiększyć liczbę punktów życia.

rzutki w ion fury

Aha, w grze jest jakaś fabuła, coś tam, trzeba zabić złego, łysego gościa, któremu głos podkłada John St. John. Kogo obchodzi fabuła? Trzeba strzelać!

Kocham Cię 3D Realms

Byłem nieco sceptycznie nastawiony do pomysłu wskrzeszenia niemal 25-letniego silnika Build. Największe obawy miałem co do nieznanego mi studia Voidpoint odpowiedzialnego za Ion Fury, a także samego 3D Realms, które niestety jest cieniem dawnej legendy. Cóż, obawy miałem, a po przejściu gry jestem pewien, że wskrzeszanie klasyków jest drogą, którą 3D Realms powinno obrać na dobre. Firma chyba też czuje taki klimat, bo niebawem wypuści port Kingpin: Life of Crime i Wrath: Aeon of Ruin, współczesnego shootera na silniku Quake 1. Bardzo mnie cieszy taki obrót spraw – widać, że 3D Realms dobrze czuje się w takich grach. A ja kocham takie gierki!

Grę do recenzji dostarczyła Cenega.

Ion Fury (NSW)

9.3

Mechanika

10.0/10

Fabuła

7.0/10

Frajda

10.0/10

Grafika i dźwięk

10.0/10

Zalety

  • Miód,
  • orzeszki,
  • krew,
  • rozwałka.

Wady

  • Bardzo duży bug w jednym etapie,
  • momentami kuleje auto-aim,
  • Build nie sprzyja wielkim lokacjom,
  • brak daty przy save game'ach,
  • średnie walki z bossami.
The following two tabs change content below.

Kamil Gumienny

Gracz z ponad 25-letnim stażem. Ex-radiowiec i dziennikarz, obecnie związany z branżą SEO. Dużo krzyczy (szczególnie podczas rozgrywek on-line), często gada głupoty, jest fanbojem serii Persona i Duke Nukem 3D. Najbardziej lubi gry w cenach promocyjnych - im taniej, tym lepiej! Lubi dobrze pojeść, co niestety widać po rosnącym bębnie, raczej domator. Kiedyś grał tylko na PC, dziś wielbiciel konsol Sony i Switcha.

Dodaj komentarz i podziel się swoją opinią ;) Jest dla nas ważna!