Devil’s Third – Recenzja

Witamy! Z tej strony Blogasek Operacja Panda.pl, a oto recenzja gry Devil’s Third, wydanej na konsole WiiU. Planowana jest także wersja na PC w formie multiplayerowego Free To Play. Podejrzewam, że większość z was totalnie nie kojarzy tego tytuły czemu nieszczególnie się dziwię spychając na dalszy plan problem, że WiiU #nikogo. Już prędzej piję do niefortunnie dobranej daty premiery przypadającej na okres, gdy na ustach wszystkich był MGSV: The Phantom Pain. Może zabrzmi to brutalnie, ale uderzając w taki okres wydawniczy trzeba mieć duże cohones lub być skończonym idiotą bez wyobraźni. Oczywiście, premiera jednego z najważniejszych tytułów roku z miejsca nie przekreśla szans na zaistnienie innych projektów, lecz do tego trzeba mieć jeszcze coś do zaoferowania. Niestety, dziennikarze nie poznali się na najnowszym dziele Tomoburu Itagaki’ego mieszając Devil’s Third z błotem, na co zirytowany Itagaki zarzucił żurnalistom brak skilla. Poniekąd właśnie ta zła sława gry i chęć odpowiedzenia na pytanie kto w tym sporze ma rację doprowadziły do tego, że sam zakupiłem swoją kopię. Więc po czyjej stronie prawda jest bardziej mojsza?

Historia Devil’s Third nawiązuje do syndromu Kesslera. W wyniku działań grupy terrorystów złowieszcza wizja , jakoby zostaniemy zasypani kosmicznymi odpadami stała się niebezpiecznie realna. Jakby tego było mało siadła cała elektronika co sprawia, że wiele nowinek technologicznych stała się bezużyteczna i do łask powracają oddziały piechoty. W tych (Ło Jezusicku) złowieszczych czasach poznajemy Ivana – naszego głównego bohatera. Ivan poza tym, że lubi wypić i dać w mordę komu trzeba, w młodości troszku narozrabiał, ale wszyscy dobrze wiemy, że w głębi duszy dobry z niego chłopak tylko nieco zagubiony. Do podobnego wniosku doszły mózgi z Departamentu Bezpieczeństwa USA zatrudniając Ivana na umowę o dzieło. Takim o to sposobem nasz dzielny kamrat spotka swoich starych znajomych po fachu i spełni swoje skryte marzenie z dzieciństwa – URATUJE ŚWIAT!!!

Co by nie mówić o fabule nie należy do zbytnio zawiłych czy nieprzewidywalnych. Po kłębku do nitki eliminujemy swoich byłych sojuszników, którzy również niczym szczególnym się nie wyróżniają. Czy jestem zasmucony takim obrotem sprawy? Póki co nieszczególnie.

Devils Third łączy w sobie elementy trzecio oraz pierwoosobowej strzelanki ze slasherem. O ile jeszcze jestem w stanie docenić pomysł, o tyle na etapie samego wykonania, można dostrzec kilka poważnych zgrzytów. Jako shooter największy problem sprawia sam gunplay przy celowaniu z widoku FPP. Czuć, że sterowanie jest mało responsywne a co za tym idzie mało precyzyjne. Na szczęście w kampanii jednoosobowej nie stanowi to jeszcze dużego problemu, gdyż w większości przypadków wyręcza nas Aim Assist. Sprawa nieco komplikuje się w trybie wieloosobowym, ale to tego tematu wrócimy niebawem. Reszta mechanik raczej nie sprawia problemów. Jasne, czasem auto przyleganie potrafi spłatać figla, jednak najlepiej zaimplementowanie ślizgi od czasów Vanquisha sprawiają, że z wymiany ognia w Devil’s Third da się czerpać satysfakcję.

Co się tyczy samego systemu walki wydaje się….płytki? Może ugryźmy temat od innej strony. Sama walka potrafi bawić. Mamy kilka podstaw typu – mocny i szybki atak, unik, blok, coś w rodzaju furii plus do tego możliwość rzucenia posiadanym orężem. Wszystko wykonane według podręcznikowego schematu, jednakże po twórcy jednej z najbardziej zaawansowanych mechanik bezpośrednich starć wymagałem czegoś więcej, a niżeli kilku combosów na krzyż. Tym bardziej, że sam poziom trudności nie należy do szczególnie wygórowanych. Co prawda ginie się często, natomiast samych checkpointów  nie brakuje. Poza tym przeciwnicy nie należą do szczególnie bystrych i jedynie w grupie potrafią zrobić nam krzywdę.

2756956-02

Najbardziej boli w tym wszystkim brak polotu. Niby możemy chodzić po ścianach, lecz pomysł został zaledwie lekko liźnięty. Zamiast czerpać z możliwości dojścia do celu na wiele sposobów, przeważnie kisimy się w ciasnych, industrialnych korytarzach. Niezłe momenty to zdecydowanie za mało, żeby przykuć gracza na dłużej do ekranu.

Cóż, o ile przy kampanii singlowej nastawiałem się, że nie do końca sprosta moim oczekiwaniom, o tyle liczyłem, że rozgrywka wieloosobowa zrekompensuje wszelkie rozczarowania. Przynajmniej pochlebne opinie graczy wiele na to wskazywały. Mamy do dyspozycji 11 trybów zabawy. Od zwykłych death matchy, napadania fortec innych graczy poprzez te bardziej “heheszkowe” opierające się na zbieraniu kur czy rzucaniu melonów do sokowirówki. Celowanie na początek może sprawiać pewne kłopoty. W trybie wieloosobowym wszystkie wspomagacze zostają wyłączone i trzeba sobie radzić samemu. Oczywiście, pamiętam sugestie Itagaki’ego, jakoby w Devil’s Third powinno grać przy użyciu Pro Controlera, niemniej jednak takie zalecenia można wsadzić sobie między bajki i bardziej mi to przypomina desperacką próbę tłumaczenia swojej niekompetencji. Z dużym naciskiem na MOOŻEEEE jest ociupenkę wygodniej względem padleta, ale do gunplay’u i tak trzeba samemu przywyknąć lub dostosować czułość analogów do własnych potrzeb. Wydawanie ponad 100 zł na kolejny kontroler niewiele tutaj pomoże, szczególnie mając na uwadze, że tylko Gamepad może obsłużyć takie funkcje jak m.in pisemny czat.

Zabawa przebiega bez większych lagów będąc przy tym bardzo dynamiczna. Dodatkowo wraz z elementami parkouru oraz mniej poważnymi trybami zabawy, nieco przestarzała CoDowa konwencja militarnych shooterów dostaje nowego sznytu. Serwery obsługują do 16 osób w zależności od wybranego trybu. Chcecie wiedzieć, ile meczy udało mi się rozegrać w full komplecie? ŻODYN!!!! Powtarzam – ŻODYN!! Łącznie, na wszystkich serwerach w godzinach szczytu widziałem maksymalnie, optymistycznie szacując…. może z 20 osób? I tak przez większość czasu siedzi się w pustym lobby, a w niektóre tryby w ogóle nie zagrałem, bo niby z kim? Nie wspominając o swojej bazie, której nie miałem okazji rozbudować. Teoretycznie Devil’s Third miał niedawno premierę w Stanach Zjednoczonych, co mogłoby przełożyć się na napływ świeżej krwi, ale tego nie uczyni, gdyż na grę został nałożony serwer lock. Co to w praktyce oznacza? To, że my mieszkając w Europe możemy grać tylko z osobami z naszego regionu. To samo mają Amerykanie oraz Japończycy. Nie wiem, czy było to intencjonalne posunięcie Nintendo czy po prostu zwykła głupota, jeżeli jednak ich plan zakładał szybkie uśmiercenie jakiejkolwiek społeczności zebranej wokół Devil’s Third i obniżenia poziomu zainteresowania grą do zera, no to co cóż mogę więcej dodać – Good Job Panowie! Tak trzymać! Co z tego, że w Splatoonie czy Mario Karcie 8 mogli grać wszyscy bez większych przeszkód.

Jeżeli chodzi o oprawę graficzną to nie ma co czarować – nie jest dobrze. Zdarzają się lokacje ładne od strony designu jak chociażby ta rozgrywająca się na terenie Japonii, jednakże cała reszta wygląda co najwyżej średnio, a niekiedy nawet jak gra z kosza za dyszkę. Dobrze chociaż, że w każdym momencie można przerzucić grę na kilku calowy ekran padleta, gdzie brzydota skutecznie jest maskowana. Osobiście jestem skłonny wybaczyć wszelkie wizualne niedogodności pod warunkiem, że mamy chociaż stały Framerate. Niestety, Devil’s Third ma problem z utrzymaniem nawet płynnych 30 klatek na sekundę i często łapie dropy. Takie rzeczy w roku 2015, gdzie już większość technologię Unreal Engine 3 ma w małym palcu. No, może poza Japońskimi deweloperami, ale oni też posiadają swoje wydajne cacuszka, którymi potrafią przyprawić o opad szczęki.

Na temat warstwy audio nie mam zbyt dużo do powiedzenia ponad to, że po prostu jest. Ni to przeszkadza, ni to umila czas. Dialogi są nagrane w teatralnie przerysowany sposób, a Ivan nie jest typem gadatliwego człeka. Wszakże ustalmy dla świętego spokoju, że taka miała być konwencja i nie drążmy dalej tematu. Szkoda tylko, że żaden kawałek nie zapadł mi w pamięci nie licząc tego z lobby trybu wieloosobowego.

Podsumowując Devil’s Third nie jest wcale legendarnie słabą grą. W zasadzie bardziej bym się skłaniał w kierunku naciąganego przeciętniaka, a niżeli najgorszego tytułu ósmej generacji konsol, ale co kto lubi. Prawdą jest, że nawet jeżeli Devil’s Third nie jest skończonym gniotem, to i tak nie jest wart pieniędzy, na jakie został wyceniony, a wołają sobie jak za prezydenta. Ponad 150 zł za przeciętną kampanię oraz martwy multik? Nie dziękuje, postoję. Może ktoś mi wytłumaczy: jak to jest, że za mniejsze pieniążki można dorwać dużo lepsze, nówki w folii(np. Captain Toad: Tresure Tracker, Yoshi Wooly World, Splatoon) a za produkty “gorszego sortu” trzeba jeszcze dodatkowo dopłacać? Jakaś nowa moda nastała czy może odgórny podatek za granie w krapiszcza? No nic, póki co zostawiam was z przemyśleniami na ten temat, a Itakagiemu życzę na przyszłość więcej szczęścia przy PCtowym porcie. Pandzioszka Over and out.

Please follow and like us:
The following two tabs change content below.
Wieloletni fan Nintendo i Zeldy, grywa też na sprzęcie Sony. Gadżeciarz, wielbiciel Tindera. Jest wielkim fanem urządzeń Xiaomi i Huawei. Bardzo lubi promocje i możliwie jak najtańsze zakupy nowego sprzętu - #Cebuladeals to jeden z jego ulubionych tagów śledzonych w social mediach.

3 komentarze do “Devil’s Third – Recenzja

  1. Krótko mówiąc, przeciętniak. Szkoda, bo pewnie posiadacze Nintendo WiiU liczyli na mocny tytuł, którym będą mogli szpanować przed kolegami i koleżankami z PS4/Xboxem One w domu. Zostaje im jednak nadal tylko Bayonetta 2.

  2. Meh, nawet 6 lat temu kampania singlowa niewiele by zdziałała 🙂 Problemy z wydawcą (bankructwo THQ) oraz przedłużający się czas dewelopingu, jednak dały o sobie znać. Paradoksalnie Devil’s Third mógł jeszcze uratować naprawdę znośny multik, no ale ten nieszczęsny serwer region lock. Nic to, trzeba teraz jakoś pogonić tego przeciętniaka.

Dodaj komentarz i podziel się swoją opinią ;) Jest dla nas ważna!