Dzięki uprzejmości i zaufaniu sklepu X-Kom, mogliśmy przez calutki miesiąc testować najnowszego flagowca Huawei P40 Pro. Telefon przejął pałeczkę po poprzednikach i z metką “Najlepszych aparatów fotograficznych w telefonach” dalej brnie do przodu. Niestety sytuacja polityczna podłożyła mu nogę i bez oficjalnych usług Google, P40 Pro nieco traci do konkurencji na funkcjonalności, ale i z tym można sobie poradzić. Zapraszam do dalszej części tekstu, gdzie podzielimy się z wami naszą opinią i wszelkimi refleksjami na temat tego kawałka elektroniki z segmentu premium.

Huawei P40 Pro w ogniu testowania

Z racji tego, że Ja i Tomek, jesteśmy prawie sąsiadami, to też rozbiliśmy testowanie na dwie osoby. Tomek zajął się ogólnymi testami “wytrzymałościowymi” oraz testem wgrywania usług Google, a ja bardziej przyziemnie testami użytkowymi, traktując ten telefon jako mój daily phone. Naszą wspólną rozmowę na ten temat możecie przesłuchać w poniższym nagraniu, a dla osób, które wolą czytać przygotowaliśmy całą resztę tego wpisu.

Rozkład jazdy

Co w pudełku piszczy?

Z racji tego, iż mój prywatny telefon to nieco starszy Huawei P20, to po części zdawałem sobie sprawę z tego, co znajdę w pudelku z Huawei P40 Pro. Szybka ładowarka, kabelek USB-C, kluczyk do szufladki SIM/NM Card, standardowe dla tego modelu słuchawki USB-C, silikonowe etui i oczywiście papierologię wszelkiej maści. Do pełni szczęści zabrakło mi tylko przelotki z USB-C na Jack 3.5 TRRS, która była na wyposażeniu wcześniejszych modeli. Na ekranie telefonu fabrycznie zainstalowana jest folia ochrona, która już pierwszego dnia testów uchroniła wyświetlacz przed głęboką rysą. Ot, złośliwość rzeczy martwych, które lubią wyślizgiwać się z rąk. Tak, telefon w formie stosunkowo wielkiej kafelki, potrafi wyślizgnąć się z rąk, kiedy nie używamy etui (jest bardzo śliski). Zakrzywione krawędzie ekranu też nie ułatwiają pewnego chwytu urządzenia.

Sam wygląd telefonu może się podobać, choć mnie osobiście drażni umiejscowienie przednich aparatów. Mój zmysł estetyki nie jest w stanie przetrawić, że właśnie w taki sposób wyeksponowano moduł aparatu, którego praktycznie nie używam. Dla mnie ekran wygląda na uszkodzony i jedyny ratunek to włączenie w opcjach czarnego paska na górze ekranu (to samo zrobiłem z notchem w P20). Po takim zabiegu wygląda to nieco lepiej, ale optycznie zmniejsza się przekątną ekranu. Coś za coś, ale od tego momentu byłem w stanie używać telefonu bez irytacji. Aha, kolor dostarczonego przez X-kom Huawei P40 Pro, to gustowny, prawie męski i twarzowy – PERŁOWY. Zakamufluje się w etui i nie będzie widać, więc spoko 😉

Tabelka suchych faktów Huawei P40 Pro

Zdając sobie sprawę z tego, że wielu z was po prostu będzie szukać ordynarnej tabelki z suchymi jak wióry z heblarki faktami, to też przygotowałem ją dla was. Oto specyfikacja Huawei P40 Pro. Enjoy!

ProcesorKirin 990 (2×2,86 GHz + 2×2,36 GHz, Cortex A76 + 4×1,95 GHz, Cortex A55)
GrafikaMali-G76 MP16
Pamięć Ram8 GB
Pamięć wbudowana (na dane)256 GB (dodatkowo możliwość zainstalowania pamięci NM CARD do 256GB)
Parametry EkranuOLED, 6.59′ , 2640 x 1200px, 90Hz, 441 ppi, czytnik linii papilarnych pod ekranem
Aparat fotograficzny przód32.0 Mpix – do selfie @ f/2.2
IR ToF 3D
Aparat fotograficzny tył40.0 Mpix @ f/1.8 – ultraszerokokątny
50.0 Mpix @ f/1.9 – szerokokątny
12.0 Mpix @ f/3.4- teleobiektyw
ToF 3D
Dodatkowe cechy i atuty aparatu– Wbudowana lampa błyskowa
– Kamera DepthVision
– Optyczna stabilizacja obrazu
– Slow motion do 7680 kl./s
– Nagrywanie video 4K (do 60 kl./s)
Łączność– 5G
– Bluetooth – 5.1
– NFC
– Wi-Fi
NawigacjaA-GPS, Beidou, Galileo, GLONASS, GPS, QZSS
Złącza– USB-C
– Czytnik kart pamięci NanoSD (NM CARD)
– Gniazdo kart nanoSIM – 2 szt. (Drugi slot wspólny z czytnikiem kart pamięci)
* telefon posiada funkcję ESIM
Pojemność baterii 4200 mAh (wsparcie dla szybkiego ładowania)
Wymiary i waga telefonu158,2 x 72,6 x 8.95 mm @ 203g
Wodoszczelność i pyłoszczelnośćIP68

Ponadto Huawei P40 Pro posiada wszelkiej maści czujniki, o których istnieniu mało kto zaprząta sobie głowę. Warto wspomnieć, że przedni aparat fotograficzny pełni też rolę skanera twarzy do odblokowania telefonu.

Migracja na telefon bez usług Google

Nadszedł moment, którego szczerze nienawidzę – migracja na nowy sprzęt, która zawsze kojarzy mi się z straconym dniem na wszelkie ustawienia i customizację. Ale hej! To jest Huawei, a mój prywatny telefon to też “chińczyk”, tylko nieco starszy! No to szybka instalacja apki Phone clone (uprzedni zrobiłem dodatkowo kopię danych na serwery Google i od chmury Huaweia), kolejno logowanie na konto Huawei itp. Nieco magii, kilkadziesiąt minut i już. Trwało to dosłownie chwilę i wszystkie ustawienia, a w tym ułożenie ikonek zainstalowanych aplikacji, było przeniesione 1:1. Co ciekawe, w funkcjonalnej formie przerzuciły się również płatne aplikacje i gry zainstalowane poprzednio na starszym telefonie. Jak pamiętamy Huawei P40 Pro nie ma fabrycznie wsparcia dla usług Google. Od tego momentu, szpiegowany tylko przez Huaweia, mogłem używać nowego telefonu.

Nie byłbym sobą, gdybym nie przetestował, jak faktycznie można żyć i funkcjonować bez Google. Szczerze? Da się, ale po kolei. Oczywiście należy wyzbyć się wielu przyzwyczajeń i mieć na uwadze, że wiele aplikacji, których zwykle używacie, po prostu jest sprzężone np z mapami Google i tego nie przeskoczymy. Bogatą listę działających aplikacji bez usług Google znajdziecie w naszym wpisie na ten temat. Click!

Z mojej strony, Huawei P40 Pro bez usług Google, wygląda tak:
– Mail? Instalacja jakiegokolwiek klienta pocztowego to nie problem.
– Mapa? Huawei udostępnił Automapę za darmo, a ta IMHO jest lepsza niż Google Maps.
– Aplikacja Bankowa? Działa.
– Asystent Google? Nie używam asystentów, chyba że w Smart TV, ale to inna bajka
– Reszta apek takich jak Allegro, Twitter, inne społecznoścówki – w sumie wszystko jest w AppGallery Huawei.

Więc po co mi Google? Mimo wszystko dla wygody i zwykłych przyzwyczajeń. To też szybciutko zabrałem się za instalację usług Google według poradników Tomka. W końcu ktoś musiał zrobić benchmark materiałów kolegi. Oczywiście nie obyło się bez kilku wpadek i ostrego namieszania w systemie, który zakończył się factory resetem. Tak to jest, kiedy chce się zrobić szybko i na skróty. Patrząc po kłopotach, jakie wielu z was ma podczas wgrywania usługi Google, już wiem, jak to jest – po prostu trzeba do tego podejść na spokojnie i bez pośpiechu. Krok po kroku, a jak się posypie, to nie panikować, tylko odpalić filmik ratunkowy, po czym wszystko będzie ok. Mnie się udało, a to znaczy, że i Wam uda się instalacja usług Google na Huawei P40 Pro.

Aby nie powielać tego, co już zostało powiedziane i opisane wielokrotnie. Cała procedura polega na:
1. Wgraniu potrzebnych plików do pamięci telefonu (przez kabel, przez OTG, jak chcecie)
2. Przywrócenie z kopii zapasowej apki IZ Play
3. Instalacje w opisanej kolejności plików systemowych i usług Google
4. W międzyczasie przełączenia na tryb samolotowy, doinstalowanie kolejnej apki, reset google framework, nadpisanie plików…
5. I już! To wszystko. Można używać Huawei P40 Pro jak człowiek (ok, z małymi niedogodnościami, ale jednak).

Fenomenalny aparat fotograficzny Huawei P40 Pro

Kiedy patrzysz na cenę Huawei P40 Pro, która w chwili pisania tego tekstu wynosi ponad 4000 PLN, zastanawiasz się: po co mi to? Duży ekran jest i w tańszych telefonach. 8GB ramu w sumie jest mi niepotrzebne. Mocy obliczeniowej i tak nie wykorzystam konsumując tylko treści z społecznościówek. 256GB pamięci podręcznej do muzyki się nie przyda, bo Tidala/Spotify słucham streamując dane, a fotek…. STOP! Fotki! Fotek robię sporo, czasem nagrywam filmy, więc te 256GB, to jak znalazł. I wiecie co? Pal licho pojemność pamięci – moduł aparatów fotograficznych zainstalowanych w Huawei P40 Pro robi taką robotę, że głowa mała. I to właśnie ON jest wart wydania ponad 4 kafli na ten telefon. Dane o Megapixelach i przysłonach macie w tabelce powyżej, ja skupię się na subiektywnej ocenie wrażeń fotograficznych jakie dostarczył mi Huawei P40 Pro.

Małe backstory. W ubiegłym roku, podczas Mystic Festival, miałem okazję podpatrzeć, jak radzi sobie w trudnych warunkach, Huawei P30Pro. Sławek Puławski z serwisu whatnext.pl miał go wtedy przy sobie na testach i byłem pod ogromnym wrażeniem. Wrażeniem JAKOŚCI zarejestrowanych wtedy materiałów. Pamiętam sytuację, gdy teleobiektywem sprawdzaliśmy, czy dźwiękowcy mają – przynajmniej – słuchawki na uszach, bo ewidentnie polegli w walce z akustyką Tauron Arena Kraków. Nie mieli.

Poprzedni flagowiec Huaweia robił wrażenie – jak jest z Huawei P40 Pro? Na samym początku wpisu napisałem, że przejął pałeczkę i dzielnie ją trzyma. To prawda i tutaj nie ma z czym polemizować. Tegoroczny flagowiec robi obłędne fotki w praktyczne każdych warunkach. Przy głupocie sprawdzałem też filmowanie pod wodą w mętnej wodzie Wisły (po opadach). Kompletnie nic nie widać na nagraniu, prócz brunatnego koloru, ale tryb filmowani pod wodą przetestowałem i nie zniszczyłem przy okazji telefonu 🙂

Fotografie przy świetle dziennym są bogate w kolory i detale. Aplikacja aparatu działa sprawnie i bez większych zgrzytów. Jeśli interesuje was fotografia makro, to też nie mam zastrzeżeń. Fokus ustawia się szybko i raczej nie gubi się przy wielu elementach w kadrze. Tak więc, w standardowych warunkach jest dobrze i szczerze pisząc, trudno w obecnych czasach zrobić źle działający aparat przy świetle dziennym. Co innego jego brak lub sztuczne światło w piątkowy wieczór w drodze do domu. Tutaj algorytmy AI często i gęsto muszą nieźle się natrudzić z przedstawieniem świata takim, jakim chcielibyśmy go zapamiętać na fotografii. Co na to Huawei P40 Pro? Wciąga portem USB-C wszystkie telefony z średniej półki nie ustępując na krok telefonom z tej wyższej. Fotografie nocne, BEZ włączenia trybu nocnego, są takie jakie chciałbym, żeby robił mój stary Huawei P20. Kolory, kontrast, detale, światło i głębia. Wszystko jest na swoim miejscu. Nie ma mowy o udawaniu i sztucznym kolorowaniu. Fotki są dobre, a ja byłem i jestem zadowolony. Co innego, gdy zabierzemy się za robienie fotek w trybie nocnym – tutaj algorytm zachowuje się jak jakiś zwyrodnialec, każący stać w bezruchu dziesiątki sekund (no, chyba że macie statyw pod ręką).

Video? Również świetne. Tutaj standardowo sprawdza się reguła – im mniej klatek na sekundę, tym ładniejszy obraz. Więc od was zależy, czy wolicie nieco lepszy efekt w 30kl/s, czy 60kl/s, bo macie taką fanaberię. P40 Pro nagrywa w 4k, nagrywa pod woda, nagrywa slow motion (automat i manual) – chcieć czegoś więcej? Może teleobiektywu? Ten oraz obiektyw szerokokątny też są na wyposażeniu telefonu i sprawdzają się tak samo dobrze. Na szczególną pochwałę zasługuje ten drugi, ponieważ nie odkształca fotografii jak często to się dzieje w innych aparatach wyposażonych w szerokokątny obiektyw. Żeby daleko nie szukać, uprzednio testowany przeze mnie flagowiec OPPO Reno 10x Zoom – szeroki kąt miał nieco zdeformowany (ale w normie!).

Zobacz też: Aparaty w Huawei P40 Lite vs P40 Pro. Do czego dopłacamy?

Daily Phone – Huawei P40 Pro

Ok, testowałem Huawei P40 Pro prze jakiś czas i powinienem mieć wyrobioną opinię na temat jego użyteczności czy ogólnej funkcjonalności podczas normalnej pracy. Na początek opiszę, jak wygląda mój dzień pracy z telefonem. Rano budzik, szybki przegląd newsów na Squidzie (notabene jest wbudowany w system!), potem w drodze do pracy muzyka z Tidala (połączenie bluetooth z radiem samochodowym), kilka telefonów, jakieś wiadomości, maile, kilka fotek, powrót do domu z muzyką w tle, znowu jakieś newsy i kontakt ze światem w społecznościówkach. Aha, okazjonalnie GPS, ale używam racze rzadko. Po takim dniu, telefon z włączonymi danymi komórkowymi, miał jeszcze jakieś 40-60% baterii wieczorem. Jak dla mnie wynik bardzo dobry, choć jestem w stanie wyobrazić sobie, że ktoś zajedzie te 4200 mAh baterii w pół dnia. Na szczęście telefon wspiera szybkie ładownie, które w mgnieniu oka, np. podczas kolacji, jest w stanie postawić Huawei P40 Pro na równe nogi, by był gotowy do pracy przez kolejne godziny.

Co do muzyki, której słucham nałogowo przez wiele godzin dziennie – szału nie ma, choć system wspiera namiastkę noise cancellingu po bluetooth np. podczas podłączenia głośnika bezprzewodowego. Wbudowany głośnik do muzyki też raczej się nie nadaje i skazany zostałem właśnie na urządzenia bluetooth lub DAC USB. Używam zbalansowanego iBasso DC02 gdy jestem poza domem i Cambridge Audio DacMagic Plus w domu. Jak to bywa z połączeniami cyfrowymi – wiele wymagać nie można, bo w sumie takie połączenie działa i więcej zależy od DAC-a niż transportu. Szczególnie w przypadku, kiedy nie posiada się highendowego sprzętu na wyposażeniu.

Na osobną pochwałę zasługuje jakość rozmów w Huawei P40 Pro. Reprodukcja dźwięku rozmówcy przez wbudowany głośnik jest niezwykle naturalna. Dźwięk posiada niezwykłą lekkość i przestrzeń, co nie zdarza się zbyt często w telefonach.

Na koniec wrażenia czysto ergonomiczne. Tutaj krótko, z jednej strony duży ekran o bajecznych właściwościach (OLED, 90Hz <3) to coś pięknego. Z drugiej… dla mnie jest za duży i nieporęczny. Dla mnie takie 5′ jest optymalne, a tutaj mam aż 6.59′, które faktycznie ułatwiają konsumpcję treści, ale jakim kosztem? Dla wielu z was pewnie żadnym, ale mnie po prostu denerwuje kiedy muszę robić coś obiema rękami, bo inaczej i w wygodny sposób się nie da. Poza tym, telefon bez zastrzeżeń. Jest świetny.

/Paweł ‘Coati’ Orawski

Opinia Tomka – czyli wrażenia speca od wgrywania Google’a

Z racji tego, że też miałem okazję nieco pobawić się P40 Pro, postanowiłem od siebie dorzucić trzy grosze. Nie powiem – użytkując Prosiaka targały mną naprawdę sprzeczne emocje. Z jednej strony pokochałem 90Hz ekran oraz fantastyczny aparat. Aż poślady z żalu ściskało na myśl, o powrocie do biednego Lite’a. Z drugiej strony większy budżet nie zmienił mojego stosunku do EMUI oraz brak usług Google. Tak, wiem, że te wady można zniwelować grzebiąc w systemie i dogrywając na lewo pewne rzeczy, ale bądźmy poważni. Nie po to się kupuje flagowca za ponad 4 tysiące, żeby jeszcze się z takimi rzeczami użerać. Spotkałem się z ludźmi twierdzącymi, że EMUI to najlepsza nakładka na androida, ale ja stoję w stanowczej opozycji do tego stwierdzenia. Telefon ma śmigać od wyciągnięcia z pudełka na moich zasadach i nie ma dyskusji!

Muszę jednak uczciwie oddać, że po zastosowaniu kilku moich poradników, na tym sprzęcie już prawie używało mi się go normalnie. Jak każdy inny smartphone, poza nielicznymi wyjątkami. Pytanie za milion punktów – komu normalnemu będzie się chciało z tym wszystkim męczyć?

Czy byłbym w stanie na niego wyłożyć ponad 4 tysiące? NIGDY W ŻYCIU. Obecne czasy nie służą drogim flagowcom. Szkoda, że nawet Xiaomi przestało to rozumieć wraz z serią Mi10. Na szczęście, na obecne produkty, Huawei ma sympatyczne promocje i często dorzuca niegłupie dodatki w postaci smartwatchy czy nawet P40 Lite E w bonusie. Myślę, że wtedy ewentualny zakup jest warty rozważenia.

/Tomasz “C-Boy” Zamojski

Galeria Huawei P40 Pro

Tu dzielnie stałem dobrych kilka sekund…