Recenzja The Elder Scrolls Online: Greymoor

The Elder Scrolls to jedna z najstarszych i najpopularniejszych serii komputerowych gier role playing. W ciągu ponad ćwierć wieku Bethesda stworzyła olbrzymi świat, pełen przygód i niebezpieczeństw. The Elder Scrolls Online jest swego rodzaju kulminacją tego dorobku. Gigantyczna gra MMO pozwalająca nam odwiedzić rejony z pozostałych odsłon serii, to coś, co było marzeniem graczy, spędzających czas z kolejnymi odsłonami cyklu. Teraz na rynku ląduje najnowsze rozszerzenie do TESO zatytułowane The Elder Scrolls Greymoor. Czy warto sięgnąć po tę krwawą przygodę? Dowiecie się z naszej recenzji.

Aż łezka w oku się kręci

The Elder Scrolls Online: Greymoor, to rozszerzenie przenoszące nas do krainy Skyrim. Mamy więc okazję odwiedzić lokację z piątej odsłony The Elder Scrolls na wiele lat przed wydarzeniami z przygody o smoczym wybrańcu. Nie przeszkadza to jednak w stworzeniu fajnej i momentami nostalgicznej przygody, która sprytnie odnosi się do klasyka wydanego prawie 10 lat temu. Sam początek gry inteligentnie nawiązuje do The Elder Scrolls V. Pierwsze słowa jakie słyszymy w The Elder Scrolls Online: Greymoor to: “Hey, You’re finally awake”. Czy potrzeba czegoś więcej, by zacząć przypominać sobie o czasach spędzonych na zabijaniu smoków krzykiem?

TESO: Greymore to też nowi przeciwnicy

Jak wspomniałem, The Elder Scrolls Online: Greymoor zaczyna się odwołaniem do starszej gry, ale na gracza czeka zupełnie nowa przygoda. Napędzana kolejną sporą aferą w świecie Tamriel. Na początku rozgrywki nasza karawana zostaje napadnięta przez wiedźmy, wilkołaki i wampiry, a my trafiamy do celi w lochach. Naszym towarzyszem jest szlachetny wampir należący do ugrupowania żywiącego się wyłącznie ofiarowaną krwią. Fennorian, bo tak nazywa się ten krwiopijca, jest członkiem organizacji tropiącej podejrzane działania wampirów i najnowsze dochodzenie zawiodło go aż do Skyrim. Ze względu na nasze położenie, decydujemy się wspomóc Fennoriana i bierzemy udział w jego misji. The Elder Scrolls Online: Greymoor oferuje nam całkiem ciekawe zagrożenie, które wisi nad mieszkańcami zachodniego Skyrim. Mamy bowiem do czynienia z krwistoczerwonymi tornadami zamieniającymi ludzi w bestie. To nowe zjawisko zostało nazwane Harrowstorm i jest w oczywisty sposób powiązane z wiedźmami i wampirami, z którymi mamy walczyć.

Opowieść o Greymoor

Fabuła jest odpowiednio mroczna i lekko gotycka. Spisek sił nieczystych, dziwne rytuały i wampiry praktycznie z miejsca przypomniały mi dodatek Dawnguard, który stawiał nas w odrobinę podobnej sytuacji (w The Elder Scrolls V). Lekko horrorowe tony całej przygody sprawdzają się naprawdę dobrze i pasują do mroźnego klimatu krainy. Głowna linia questów nie jest zbyt długa, ale wystarczy nam na jakieś 10 godzin rozgrywki pozwalającej na zwiedzenie całkiem ciekawych lokacji.

Zabójcze, krwiste tornado w dodatku Greymoor

Jeśli chodzi o rozgrywkę, to The Elder Scrolls Online: Greymoor sprawnie łączy styl The Elder Scrolls z tym, czego można spodziewać się po grze MMO. Nie ma w tym nic dziwnego, bo mówimy w końcu o dodatku do gry online, która jest powoli rozbudowywana od dobrych 6 lat. Mamy system klas i ras dobrze znany z serii. Rozwój postaci nadal opiera się w znacznym stopniu na korzystaniu z konkretnych umiejętności i sprzętu zwiększających naszą specjalizację w danej dziedzinie. Drzewka rozwoju są mocno uproszczone względem tego, co pamiętamy choćby z Morrowinda, ale i tak mamy do dyspozycji sporo opcji.

Przygoda czeka!

Sama gra to w głównej mierze przemierzanie krainy i walki z potworami, bandytami i innymi przeciwnikami. Starcia są ciekawsze niż w wielu innych grach MMO dzięki temu, iż poza typowym paskiem umiejętności, mamy także odrobinę umiejętności. Możemy blokować i parować ataki, a także wykonywać uniki. Dzięki temu pojedynki są trochę ciekawsze i bardziej rozbudowane niż ma to miejsce w innych grach z serii oraz innych MMO, w które miałem okazję grać. W gruncie rzeczy, znaczna część walk i tak skupia się na klepaniu ataku by ciachać przeciwnika, ale fajnie że mamy trochę więcej możliwości.

The Elder Scrolls Online, to gra MMO i Greymoor dostarcza także w tej kwestii. Mamy nowe raidy, bossów i publiczne eventy, a także lochy. Ja nie miałem ani czasu, ani ochoty, sprawdzić tych rzeczy. Wynika to z tego, że to, co mnie przyciąga do tego tytułu, to niestety nie spędzanie czasu z innymi graczami i ubijanie kolejnych fal potworów, a zwiedzanie krainy oraz wykonywanie co ciekawszych questów. Z tego powodu, jako ktoś, kto odbija się od gier MMO, nie będę nawet próbował oceniać tego elementu The Elder Scrolls Online: Greymoor. Traktuję ten dodatek jako fajną przygodę dla pojedynczego gracza, która po prostu została umieszczona wewnątrz MMO. Charakter questów pozwala na granie w taki sposób i ja z tego korzystam.

Mocniejszych, horrorowych doznań i informacji dostarczy wam poboczny projekt Danteveliego – Galeria Grozy.
dop. Coati

Klimat ponad graficzne wodotryski

Jeśli chodzi o kwestię oprawy audiowizualnej, to jest przyzwoicie. The Elder Scrolls Online: Greymoor, wygląda całkiem nieźle i przypomina mi Skyrim. Lokacje potrafią być atmosferyczne, ale nie jest to pierwsza liga gier komputerowych. Całość śmiga dosyć dobrze nawet na odrobinę starszych maszynach. Soundtrack wypada naprawdę dobrze i uderza w odpowiednie klimaty budując gotycką przygodę z wampirami.

Grafika jak sprzed 10lat ale kogo to obchodzi?

Kiedy pierwszy raz odpaliłem The Elder Scrolls Online, nie byłem przekonany do tego tytułu. Pomysł na The Elder Scrolls w wersji multiplayer zawsze wydawał się ciekawy, ale to, co zobaczyłem kilka lat temu, nie przekonało mnie do siebie. Na szczęście twórcy sporo pracowali nad tym projektem i teraz grając w The Elder Scrolls Online: Greymoor, nie czułem, że mam do czynienia z jakąś namiastką The Elder Scrolls. Podczas godzin spędzonych z tym tytułem czułem się tak, jakbym podchodził kolejną przygodę w świecie Skyrim. Z tą różnicą, że w mojej okolicy biegała masa innych, siejących chaos podróżników. Nie przeszkadzało mi to jednak w zabawie. Piszę o tym głownie dlatego, że ta wersja TESO mnie do siebie przekonała i na serio rozważam sprawdzenie pozostałych dodatków. Zwłaszcza wizja odwiedzenia Morrowind, po raz kolejny, wydaje się być niezwykle kusząca. To, że nie muszę za ten tytuł płacić abonamentu, jest dodatkowym atutem, który tylko jeszcze bardziej zachęca mnie do poświęcenia The Elder Scrolls Online więcej czasu. Z mojej perspektywy to spory sukces i dowód na to, że The Elder Scrolls Online: Greymoor jest produktem godnym naszej uwagi.

Kuszący single player w centrum chaosu

Nie wiem ile w tym wszystkim nostalgii, a ile faktu, że ostatnio mamy lekką posuchę jeśli chodzi o gry, ale jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony tym rozszerzeniem. Wspominam o tym głównie przez to, że zwyczajowo trzymam się z dala od gier RPG, bo od grindu interesuje mnie bardziej fabuła i ciekawy świat. Tutaj jest to dostarczone w odpowiednich dawkach i dzięki temu dodatek do TESO można spokojnie potraktować jako niezłą przygodę dla pojedynczego gracza.

A co tu się stało? Pan chyba śpi.

Greymoor to kolejny solidny dodatek do The Elder Scrolls Online. Rozszerzenie dostarcza sporą dawkę nostalgii nawiązując do najpopularniejszej odsłony cyklu o pradawnych zwojach. Ja już po kilku godzinach rozgrywki zacząłem rozmyślać nad ponownym zainstalowaniem Skyrim. Nie jest to żaden zarzut pod adresem TESO, ale raczej dowód na to, że gra wypada na tyle dobrze, że zachęca mnie do grania w więcej i więcej w The Elder Scolls. Wydaje mi się, że każdy gracz spragniony większej ilości przygód w tym uniwersum może spokojnie sprawdzić ten dodatek. Questy w The Elder Scrolls Online: Greymoor są dosyć interesujące i dostarczą nam kilkanaście godzin niezłej zabawy, nawet jeśli preferujemy grę w pojedynkę. Zdecydowanie warto dać tej produkcji szansę. Należy liczyć się jednak z niepożądanymi konsekwencjami. Ja już się o siebie martwię, bo w mojej kolejce pobierania pojawił się Morrowind, Oblivion i Skyrim. Pora na powrót nieprzespanych nocy.

The following two tabs change content below.

Tomek Piotrowski

Szwendający się po świecie laowai. Interesuje się wszystkim, co straszne i od lat pisze książkę o grozie z Chin i Korei. Przygnieciony przez kupkę wstydu nieustannie kupuje nowe tytuły, w które zagra na emeryturze. Nie oddał swojego serca żadnemu systemowi, ale to na PS2 i PC pojawiły się jego ukochane gry - Silent Hill 2 i Fallout 2. Nie kapuje fenomenu większości popularnych gier i zagrywa się w produkcje o rozjeżdżaniu zombie karetką lub jakieś musou.

Dodaj komentarz i podziel się swoją opinią ;) Jest dla nas ważna!