Sword Art Online Alicization Lycoris – Recenzja

Pamiętam, jak po pierwszym obejrzeniu filmu Matrix rozmyślałem z kumplami o życiu i filozofii. A co jeśli my też żyjemy w jakiejś grze czy programie komputerowym i nie jesteśmy tego świadomi? Jak sprawdzić, co jest prawdziwe, a co nie? Podobne rozkminy towarzyszyły nam przez tygodnie na przerwach w podstawówce. Ktoś nawet próbował wykonać jakąś sztuczkę z filmu i skończyło się to na siniakach i skaleczeniach. Wspominam o tym, bo pierwsze godziny ze Sword Art Online: Alicization Lycoris przypomniały mi o tamtych czasach i tym, że czasem nie warto poznawać prawdy na temat rzeczywistości.

O czym jest Sword Art Online: Alicization Lycoris?

Podstawowym założeniem Sword Art Online jest to, że nasz bohater, znany jako Kirito, znajduje się wewnątrz gry MMO. Podobny patent wykorzystany był już kiedyś w serii .hack, gdzie również odnoszono się do fenomenu gier online. Tutaj bajerem jest to, że bohater trafia do różnych światów odpowiadającym dziwnym tytułom testowanym przez Kirito.

W Sword Art Online będziemy też walczyć z wielkimi mrówkami

Alicization Lycoris rzuca nas w sam środek wydarzeń. Początek zabawy zaczynamy od walki z bossem, która będzie miała sens tylko i wyłącznie jeżeli już znamy Sword Art Online. Po kilku minutach trafiamy do właściwej przygody. Kirito ląduje w nowym miejscu i nie jest przekonany, kto jest NPC, a kto jest graczem. Na dodatek bohater traci pamięć i musi powoli odnajdywać się w krainie rządzonej przez dziwne tradycje i masę zachowań tabu.

Adaptacja historii z anime

Tym, co ma przyciągnąć nas do tego tytułu jest fakt, że po raz pierwszy mamy do czynienia z adaptacją historii z anime. Wcześniejsze gry to spin-offy i scenariusze stworzone na zasadzie co by było gdyby. Teraz mamy do czynienia z przeniesieniem wydarzeń z serialu i możliwością zagrania w nie. Oczywiście nie jest tak do końca, bo w pewnym momencie gra idzie własną ścieżką. Szczerze, nie jest to dla mnie argument zbytnio przemawiający za jakimkolwiek tytułem. Nie widzę nic ciekawego w odgrywaniu tej samej historii po raz kolejny. No, ale może ktoś czuje potrzebę zobaczenia tego samego i zagrania w ulubione sceny z anime.

Czy to wygląda jak chaos? tak.

Rozgrywka to symulacja gry MMO, gdzie wszyscy inni gracze zostali zastąpieni przez NPC. Mamy więc do czynienia z prostą grą RPG z niezbyt oryginalnym systemem walki i strukturą bazującą na systemie questów. Mamy masę surowców do zbierania, główne questy oraz misje poboczne od napotykanych postaci. Do tego trochę rozsianych specjalnych lokacji i wielkie posągi dające nam dodatkowe wyzwania nagradzające doświadczeniem i punktami do wykupywania umiejętności. Struktura misji i zadania poboczne mają ten posmak MMO, gdzie pełno celów działa na zasadzie „zabij x potworów i zbierz x surowców”. Działa to całkiem dobrze bo w końcu mamy do czynienia z udawanym MMO.

System walki w Alicization Lycoris

System walki w Alicization Lycoris jest z początku bardzo prosty i sprowadza się do klepania przycisku ataku i bloku/parowaniu, jeśli mamy na to ochotę. Jednak wraz z postępami robi się bardziej integrująco, dzięki sporemu wachlarzowi umiejętności wraz z ich modyfikacjami, kombinacjom ataków i możliwości wydawania prostych poleceń naszym kompanom. Walki stają się bardziej widowiskowe, a my uzyskujemy dostęp do całego wachlarza kombinacji i ruchów, z którymi możemy eksperymentować.

Prawie jak postać z Fate Stay night - ale to Sword Art Online

Po kilku godzinach cała gra otwiera się i robi się znacznie ciekawsza. Byłem lekko zdziwiony, że tytuł, który przez jakieś 10 godzin spisywałem na straty, zaczął mi się podobać, a ja wciągnąłem się w to, co się dzieje na ekranie. Szkoda, że to, co najwyraźniej wprowadza do zabawy do zabawy, jest ślamazarne i niewyobrażalnie długie.

Gra rozkręca się zbyt wolno

Jestem w pewnego rodzaju szoku, jak nieudolne jest w prowadzenie i jak mocno ogranicza rozgrywkę. Po godzinach nudy, nagle pojawia się masa opcji rozbudowujących walki. Do zabawy dochodzi system budowy relacji pomiędzy bohaterami i powiązany z nim system programowania naszych kompanów, tak by byli przydatniejsi w walce. Najdziwniejsze jest to, że po tych kilkunastu godzinach wstępu, dostajemy opcję modyfikacji wyglądu Kirito, tak by można było grać tym, kim naprawdę chcemy. Zaczynają pojawiać się też ciekawsze i bardziej wymagające questy, tak, że cały system skillów, uzbrojenia i kombinacji ataków nabiera sensu. Jest prawie tak, jakbyśmy odpalili inną, znacznie fajniejszą grę.

En garde! Sword Art Online

Sword Art Online: Alicization Lycoris kuleje pod kątem technicznym

Niestety w kwestiach technicznych Sword Art Online: Alicization Lycoris to porażka. Krok w tył to zbyt mało, by określić, co tutaj się stało. Jednocyfrowy framerate, koszmarnie długie loadingi i masa bugów. Technicznie jest znacznie gorzej niż było w poprzednich grach. Jest to o tyle dziwne, że tytuł nie wygląda ani ładnie, ani nie oferuje nam niczego specjalnego, co by mogło służyć za usprawiedliwienie takiego stanu rzeczy. Wczytywanie się gry jest tak długie, że udało mi się zaparzyć herbatę, zanim skończył się jeden loading. Nie zdążyłem wziąć dwóch łyków mojego ulubionego napoju, zanim przywitało mnie kolejny ekran ładowania. Momentami miałem wrażenie, że to żart twórców lub próba odtworzenia problemów z grami MMO z początku XXI wieku. Naprawdę zawiodłem się na tym aspekcie produkcji. Skopana jest nie tylko wersja na PlayStation 4, na Steam możemy się naczytać o masie problemów, jakie napotykają gracze komputerowi. To wszystko jest mocno zastanawiające, bo za część z poprzednich odsłon serii odpowiada ten sam deweloper. Jednak wcześniej wersje konsolowe i komputerowe były co najmniej poprawne.

Szaro buro, ale palmy są

Grafika nie powala

Żeby chociaż ta gra dobrze wyglądała. Niestety Sword Art Online: Alicization Lycoris wygląda przeciętnie. Kolejny raz mamy do czynienia z czymś, co przypomina wypociny z konsol poprzedniej generacji. Lokacje są raczej przeciętne i bardzo sztampowe. Modele postaci wyglądają znośnie, ale nic ponad to. Brakuje tutaj czegoś naprawdę fajnego. No i śmieszne jest to, że mimo koszmarnie długich loadingów, i tak ciągle będziemy męczyć się z doczytującymi się elementami otoczenia oraz przeciwnikami wystającymi z ziemi przed naszymi bohaterami.

Sword Art Online czy to kwiatek? krwiożerczy kwiatek?

Początek mojej przygody z Alicization Lycoris to mieszanka frustracji i nudy. Pierwsze godziny gry po prostu mnie męczyły i denerwowały ze względu na problemy techniczne i to, jak wszystko się powoli rozkręca. Zero akcji i ciekawych rzeczy do roboty, bo musimy łazić i być męczeni przez sztampowe dialogi lub opowiastki znane z każdej innej gry RPG.

Liczy się wnętrze?

Wewnątrz Sword Art Online: Alicization Lycoris skrywa się solidna i całkiem przyjemna gra, która może się spodobać. Niestety trzeba przeboleć okropne problemy techniczne i przetrwać nudny początek, który ciągnie się jak falki z olejem. Później jest już znacznie lepiej i gra ma odpowiedni rytm, a system walki staje się ciekawszy i bardziej rozbudowany. Niestety nie mam tutaj do czynienia z Kinder Niespodzianką i po drodze do upragnionego elementu nie czeka nas smakowita przekąska. Ja bylem sfrustrowany i na serio wnerwiony. Później mi przeszło i było całkiem ok. Jednak trudno mi powiedzieć, czy przebijanie się przez męczarnię ma sens. W końcu na rynku jest sporo gier RPG, w których nie ma tego problemu.

Znajdź bohatera w 3s?

Sword Art Online: Alicization Lycoris to zmarnowany potencjał

W tej grze coś jest i mogłaby być solidnym tytułem na bazie anime. Niestety koszmarne problemy techniczne i kiepski początek rujnują pierwsze wrażenia z gry. Jeśli przebolejemy to wszystko i jesteśmy w stanie przymknąć oko na koszmarny framerate i długie wczytywanie się praktycznie wszystkiego, to czeka nas niezła przygoda. Nie jestem jednak pewien czy warto decydować się na tyle poświęceń.

Please follow and like us:
The following two tabs change content below.

Tomek Piotrowski

Szwendający się po świecie laowai. Interesuje się wszystkim, co straszne i od lat pisze książkę o grozie z Chin i Korei. Przygnieciony przez kupkę wstydu nieustannie kupuje nowe tytuły, w które zagra na emeryturze. Nie oddał swojego serca żadnemu systemowi, ale to na PS2 i PC pojawiły się jego ukochane gry - Silent Hill 2 i Fallout 2. Nie kapuje fenomenu większości popularnych gier i zagrywa się w produkcje o rozjeżdżaniu zombie karetką lub jakieś musou.

Dodaj komentarz i podziel się swoją opinią ;) Jest dla nas ważna!