Torchlight to całkiem ciekawy przypadek serii gier hack and slash. Bardziej kolorowy kuzyn Diablo rozpoczął swój żywot jako raczej prosty tytuł indie z olbrzymim potencjałem. Część druga poprawiła wszystkie aspekty poprzednika i jest jednym z najfajniejszych przedstawicieli swojego gatunku. Teraz na rynek trafia wyczekiwana część trzecia. Czy Torchlight III to kolejny must have dla fanów siekania? Tego dowiesz się z recenzji.

To jest dobre: Gra potrafi wciągnąć, bo rozgrywka sama w sobie nadal sprawia sporo frajdy.
To mnie boli: Torchlight III stoi w miejscu, podczas gdy gatunek idzie do przodu. Pozostałości gry MMO kłują w oczy.


Piguła

  • Gra pierwotnie miała być wydana w formie Free to Play, co niestety czuć podczas rozgrywki.
  • Tytuł zapewnia około 20 godzin zabawy jedną postacią.
  • Męczy ciągłe odwiedzanie huba w celu odsłuchania krótkich kwestii dialogowych. Jest to niezbędne do rozgrywki, lecz znacząco ją spowalnia.
  • To nadal Torchlight, więc fani serii powinni być choć częściowo usatysfakcjonowani.
  • Musisz przygotować się na częste ekrany ładowania.

Torchlight III to gra, która do niedawna była znana jako Torchlight Frontiers – MMO w modelu F2P, które miało być spełnieniem marzeń graczy o tytule hack and slash z rozmachem i masą graczy biorących udział w walkach z przeciwnikami. Coś jednak poszło nie tak i zamiast MMO dostaliśmy grę z trybem multiplayer z hubami, gdzie widzimy innych graczy. Mamy więc hack and slash z trybem multiplayer.

Torchlight III

O czym jest Torchlight III?

Akcja tytułu rozgrywa się jakieś 100 lat po wydarzeniach z poprzednich gier. Jest jakaś inwazja zła na ludzkie osady, czy coś. Więcej nie jestem w stanie powiedzieć, bo ani ja nie byłem zainteresowany fabułą, ani gra zbytnio nie wysilała się na przekazanie mi jej w solidny sposób. Kilka scenek przerywnikowych na krzyż, jakieś audiologi znajdowane i grające podczas bitew, plus przynudzanie po wykonaniu danego questa dla NPC. Nawet przez sekundę nie czułem potrzeby zapoznania się z powodami, które stoją za tym, że atakuję gigantyczne pająki i roboty. No ale to też nie jest ten typ gry, gdzie fabuła wysuwa się na pierwszy plan.

Pierwsze minuty spędzone z Torchlight III zaskoczyły mnie, bo poza wyborem jednej z 4 klas postaci z dwoma drzewkami, mamy także wybór dodatkowego, trzeciego drzewka z trzema wariantami wpływającymi na gameplay w całkiem spory sposób. Daje to sporo możliwości i potencjał na sporą żywotność tytułu. Moje nadzieje były więc całkiem spore. Niestety po kilku godzinach byłem zawiedziony.

Jak wygląda gameplay?

Torchlight III to gra typu hack and slash, w której przemierzamy różne lokacje i lochy, zabijając potwory i zbierając łupy. Nasza postać staje się silniejsza i mamy dostęp do coraz większej puli umiejętności wraz ze zdobywanymi poziomami doświadczenia. Do tego towarzyszy nam zwierzątko pomocne w walce i służące za skrzynkę na nasze rupiecie. Tutaj wszystko jest OK i gra wpisuje się dokładnie w to, co znamy z podobnych produkcji.

Torchlight III

Zdziwiło mnie jednak to, że co kilkanaście minut kończymy quest, musimy wrócić do bazy, zagadać do kogoś, by dopiero móc ruszyć w dalszą drogę. Nasza przygoda podzielona jest na bardzo skromne sekcje. To wydało się dziwne już w pierwszej godzinie zabawy. Później stało się frustrujące, bo byłem zmuszony do gapienia się w ekran wyczytywania gry po to, by raz kliknąć przycisk i znowu gapić się na wczytywanie się gry, by móc wrócić do eksploracji. To był pierwszy dziwny element designu tej gry, który rzucił mi się w oczy.

Zmiany? Jakie zmiany?

Dalej zwróciłem swój wzrok w kierunku jedynej większej zmianie w tym tytule. Otóż na początku przygody zdobywamy fort, który możemy sobie rozbudować i układać w nim rzeczy. Mamy dostęp do takiej przestrzeni spotykania się z kolegami, gdzie można też postawić rzeczy dające bonusy dla naszego bohatera. Nie jest to zły pomysł, ale ponownie pojawiają się tu problemy. Jest to dodatkowa miejscówka poza naszą bazą, którą należy odwiedzać. Większość z dekoracji to niepotrzebne bzdety co przez znaczną część gry czyni forty nieprzydatnymi. Na dokładkę co jakiś czas musimy odwiedzić fort jakiegoś przypadkowego gracza.

To strata czasu rujnująca tak zwaną immersję. Pal licho marnowanie czasu na wczytywanie się gry i dodatkowej mapy po to, by szybko przejść na jej drugi koniec. Jak można wytłumaczyć, że w samym sercu terytorium wroga, obok potężnego i groźnego bossa, znajduje się bezpieczny i nietknięty domek letniskowy jakiegoś bohatera?

Miało być Free to Play

Na chwilę zatrzymam się w sferze domysłów i spekulacji. Torchlight III zaczęło swój żywot jako MMO w modelu free to play. Gra powstawała jako Torchlight Frontiers i dopiero w ostatniej chwili zdecydowano się wypruć elementy MMO, mikropłatności i wstawić do tytułu gry trójkę. Mam wrażenie, że nie była to w pełni przemyślana decyzja. Gry F2P rządzą się swoimi prawami i w wielu przypadkach rozgrywka nie jest zbyt ważna. Może jestem niesprawiedliwy, ale w moim odczuciu masa F2P to takie zabijace czasu. Jest oczywiście doskonałe Path of Exile i Warframe, które temu przeczą. W każdym razie wydaje mi się, że design tytułu, który znamy jako Torchlight III, był robiony pod kolejną grę F2P. Wynika to z tego, że brakuje tu jakiegokolwiek postępu względem poprzednika i tego, co się dzieje.

Torchlight III

Mam bardzo mieszane uczucia do tego, czym jest Torchlight III. Z jednej strony to więcej całkiem przyjemnego siepania, które może się podobać. Spoko drzewka postaci i całkiem fajne w użyciu skille. Szkoda, że przeciwnicy nie są różnorodni, a lokacje nie są zbyt ciekawe, ale da się to przeżyć. Jednak na to nakłada się jeszcze druga strona, czyli masa dziwnych i męczących decyzji negatywnie wpływających na rozgrywkę. Taka namiastka MMO na miarę Destiny, gdzie trzeba wracać do bazy, bo ktoś wpadł na taki pomysł, to strata czasu. Dla mnie to rozwala rytm gry, a jest to jedynie jedna z kilku decyzji, które pozostały w tytule jeszcze z czasów, gdy był grą MMO. Nie powiem, że bawiłem się źle, ale jestem daleki od wychwalania tej gry jak za czasów fenomenalnej dwójki. Szkoda, że solidne siepanie jest trochę gorsze przez zbędną otoczkę.

Czy warto kupić Torchlight III?

Torchlight III to bezpieczny sequel, który dostarcza solidną rozgrywkę i sprawdza się jako kolejny hack and slash. To są całkiem spore atuty, ja jednak odchodzę od tej produkcji z niedosytem. Spodziewałem się następcy Torchlight II – gry, która lata temu mogła śmiało rywalizować z DIablo III. Zamiast tego dostałem trochę więcej Torchlight II. Niestety sytuacja w gatunku trochę się zmieniła i ja oczekiwałem czegoś więcej. Dlatego mogę jednocześnie uważać, że nowy Torchlight to dobra gra i być trochę zawiedziony.

Torchlight III (Playstation 4)

6.5

Mechanika

8.0/10

Fabuła

5.0/10

Frajda

7.0/10

Grafika/Dźwięk

6.0/10

Zalety

  • To nadal Torchlight
  • Solidna rozgrywka

Wady

  • Brak postępu względem Torchlight 2
  • To MMO z wyprutymi elementami MMO