Niedawno miałem okazję przetestować Baby Boom, a tymczasem kolejny klon “rozgotowanych” wylądował na Pstryku. Co nowego ma do zaoferowania Lumberhill i czy ta formuła gry nadal ma sens? I najważniejsze… na co to komu? Nie wiem, ale się dowiem, a Ty ze mną!

Kolejny klon

Hmmm…w zasadzie poza zmianą otoczki w Lumberhill, to niewiele tu świeżości. Po prostu zamiast kucharza, żłobkowej cioci czy ekipy od przeprowadzek, wcielamy się w drwala lub drwalkę. Szykujcie się na sporo wymachiwania siekierką, ostre rąbanie oraz kilka mini misji eskortowych zwierząt z punktu A do B w różnych wariacjach.

taki jakby hub gry

Standardowo, jak na ten gatunek przystało, całkiem przyjemnie gra się w takie gry w większym gronie graczy. Dodatkowy plus Lumberhill za możliwość grania online! Bo jak wiadomo, nie zawsze jest możliwość dorwać kogoś do zabawy „kanapowej”. Jeszcze większe zaskoczenie było, kiedy okazało się, że jest możliwość zabawy PVP. Niestety, nie miałem okazji przetestować z racji tego, iż albo nie miałem z kim grać, a jak już się ktoś znalazł, to był AFK. Mam nadzieję, że z czasem będę miał więcej szczęścia w tej materii.

Lumberhill jest miłe dla oka, ALE

Technicznie na pierwszy, dość powierzchowny rzut oka, jest ok. Gra wygląda miło, nie kłuje w oczy kiepskimi, umownymi teksturami, a i kilka bardziej fikuśnych efektów da się przyuważyć. Jak na silnik unity, nie brakuje różnorodności. Problem z tym, że oprawa bywa bardzo mało czytelna i rozmazana. Nie jestem fanem znaczników i zapychania huba informacjami, aczkolwiek w tym przypadku byłbym w stanie taki zabieg zrozumieć, tym bardziej, iż u konkurencji taki patent nie stanowi żadnego novum. Przez to granie w trybie przenośnym bywa dość uciążliwe i wygodniej było mi grać w Lumberhill na TV. Jednak wciąż nie rozwiązywało to w pełni zaistniałego problemu czytelności gry. Dodatkowo, animacja naszych bohaterów bywa dość nieprzyjemnie rwana, przez co mam wrażenie, że gra toczy się na pograniczu płynności, celujące w “cinematice experience” zamiast stałych 30 klatek. Nie ukrywam, że fizyka obiektów też lubi płatać figla i ucięte drzewa mają cudowną tendencję, do „uciekania” z mapy co potrafi zirytować.

Nic nowego…ale pograć można

Ogólnie rzecz biorąc: Lumberhill, jest kolejnym przedstawicielem gatunku słitaśnych gier coopowych, których ostatnio jest wysyp jak grzybów po deszczu. Jest poprawnie, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym in plus, żeby mi się chciało grać samemu i kończyć ten tytuł. Tym bardziej przez pewne braki z czytelnością oraz optymalizacją wersji na Switcha. Za trzy dyszki (lub mniej) do pogrania w większym gronie jak znalazł. W innych okolicznościach raczej #Meh. Dla fanów gatunku.

Za udostępnienie gry do wglądu dziękujemy Zuzie z better. gaming agency