Kondycja horroru w grach wideo jest naprawdę dobra. Może najlepsza epoka gatunku, czyli czasy dominacji PlayStation 2 jest już za nami. Jednak trzeba przyznać, że obecnie mamy srebrną erę i na rynek trafia cała masa interesujących produkcji. Świetne tytuły indie, pomysłowe tytuły. Nawet gry z większymi budżetami dostarczają fanom grozy to czego lubią. Na dokładkę dwie największe marki, czyli Resident Evil i Silent Hill ostatnio są w bardzo dobrej kondycji. Jest dobrze, ale nadal jest pole do popisu dla ambitnych produkcji. Czy Dead Take od studia Surgent może okazać się nowym przebojem, który zawojuje w gatunku?
Dead Take to produkcja stosunkowo nowego Surgent Studios, które zasłynęło kilka lat temu z Tales of Kenzera: Zau wydanego przez EA. Tamta produkcja okazała się fiaskiem i mimo niezłych ocen recenzentów nie przekonała do siebie graczy. Twórcy zdecydowali się wiec na pójście w zupełnie innym kierunku i nowy projekt wydany przez twórców niezwykle popularnego Pallworld. Efektem tego jest Dead Take, czyli horror o aktorach i procesie tworzenia filmów. Ma to nawet sens, bo założyciel studia Abubakar Salim jest aktorem. Ja grałem w Dead Take na komputerze i mam mieszane uczucia co do tej produkcji.
Życie aktora
Akcja gry zaczyna się w klaustrofobicznym, ciemnym pomieszczeniu, gdzie widzimy telefon, na który dzwoni nasz znajomy. Słyszymy trochę dziwnych informacji, parę mignięć i nie wiadomo, o co chodzi. Chwilę później znajdujemy się przed bramą wjazdową do rezydencji pewnego magnata filmowego. Tak rozpoczyna się nasza przygoda w świecie, gdzie tworzenie jest koszmarem, a sztuka wiąże się z bólem. Może nawet dosłownie, bo wielka chata wydaje się bardzo dziwna. Miejsce jest opustoszałe i sprawia wrażenia jakby nagle, w trakcie jakiejś zabawy wszyscy ludzie po prostu wyparowali. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gry okazuje się, że rezydencja skrywa masę bardzo dziwnych pomieszczeń.
W trakcie eksploracji posiadłości Chase natrafia na materiały filmowe, ukryte notatki oraz nagrania wideo, które rzucają nowe światło na relacje między bohaterami i skrywane tajemnice branży rozrywkowej. Dead Take nie opowiada jednak klasycznej historii o duchach czy potworach. To opowieść o ludzkich słabościach, żądzy sukcesu i ciemnych stronach kariery.
Świat przedstawiony w grze to klaustrofobiczna rezydencja, która staje się metaforą pułapki, z jakiej nie można się wydostać. Każdy pokój skrywa ślady przeszłych zdarzeń, a atmosferę grozy potęguje uczucie osamotnienia i niepewności. Niewidzialny niepokój narasta z każdym krokiem, a narracja rozwija się stopniowo, poprzez eksplorację, odnajdywanie wskazówek i analizy materiałów wideo. Fabuła jest tutaj przez znaczną część przygody raczej w tle i tym, co napędza Dead Take jest atmosfera i dziwne sytuacje.
Zagadki i chodzenie
Rozgrywka opiera się przede wszystkim na eksploracji, rozwiązywaniu zagadek i analizie znalezionych nagrań. Gra nie zawiera walki ani elementów zręcznościowych, skupiając się na budowaniu atmosfery i narracji. Kluczowym elementem jest mechanika splaicingu wideo, pozwalająca na łączenie różnych nagrań, aby odkryć ukryte informacje i dojść do prawdy. To narzędzie staje się metaforą dochodzenia do sedna sprawy, ukazując, jak wiele zależy od kontekstu i punktu widzenia. Dla mnie to było najciekawsze w całym Dead Take. Ten aspekt gry skojarzył mi się także z Immortality, które kręciło się wokół oglądania scen, szukania w nich dziwnych elementów i układania wszystkiego w sensowną całość. Od razu muszę przyznać, ze produkcja Sama Barlowa jest znacznie lepsza i sprawdza się też lepiej jako horror o świecie filmów. No ale oba tytuły nastawione są raczej na co innego i inny rodzaj doznań.
Zagadki obecne w grze nie należą do szczególnie trudnych, jednak są dobrze wkomponowane w narrację i przestrzeń gry. Ich rozwiązywanie daje satysfakcję, a jednocześnie popycha fabułę naprzód. Oprócz tego gracz będzie przeszukiwać pomieszczenia, zbierać przedmioty i odczytywać ukryte wiadomości. Mamy trochę znajdziek do zebrania, które rzucają więcej światła na postacie i sytuacje. Z kolei wiadomości głosowe i tekstowe, które odblokowujemy w telefonie, budują nastrój niepokoju.
Indyk plus znane twarze
Oprawa graficzna Dead Take stoi na średnim poziomie. Twórcy wykorzystali Unreal Engine, by stworzyć wnętrza, które budują odpowiedni klimat i potęgują uczucie izolacji. Lokacje są niezłe, ale nie ma tutaj nic nadzwyczajnego i oglądając gameplay można pomylić ten tytuł z setką innych indyków dostępnych na Steam. To produkcja budżetowa dostępna za w miarę rozsądne pieniądze więc trudno w tej kwestii oczekiwać wodotrysków i jakiejś wyższej jakości. Szkoda tylko, że sam design tego co napotkamy, nie jest tutaj niczym specjalnym.
Dźwięk w grze odgrywa kluczową rolę. Szmery, trzaski, skrzypienie podłogi czy echo pustych pomieszczeń skutecznie budują napięcie. Muzyka jest oszczędna, ale dobrze dobrana do klimatu. Dzięki wysokiej jakości aktorstwu i realistycznym efektom dźwiękowym gracz ma wrażenie, że uczestniczy w prawdziwym filmie grozy.
Najmocniejszym elementem oprawy są jednak sekwencje FMV z udziałem znanych aktorów. Nagrania wideo odtwarzane w grze przedstawiają sceny castingów, rozmów, konfliktów i zakulisowych dramatów, które nadają opowieści autentyczności. Obsada aktorska sprawia, że tytuł wybija się mocno na tle innych mniejszych produkcji. W tytule pojawia się sporo aktorów, których postacie lub głosy możemy kojarzyć z innych produkcji. Mamy takie osoby jak Neil Newbon, Ben Starr, Sam Lake czy Laura Bailey. Obok tego pojawia się kilku youtuberów.
Przesłanie
Dead Take to gra z silnym przesłaniem. Porusza temat toksyczności w świecie show-biznesu, ukazując mechanizmy manipulacji, presji i wykorzystywania ludzi w pogoni za sukcesem. Gra nie moralizuje, ale prowokuje do myślenia. Zmusza gracza do refleksji nad tym, jak dalece jednostka jest gotowa posunąć się dla kariery i jak niszczący wpływ może mieć środowisko, które promuje rywalizację ponad empatię.
Przemoc emocjonalna, nadużycia w relacjach zawodowych, samotność i strach to motywy, które przewijają się przez całą historię. Dead Take nie daje prostych odpowiedzi, ale kreśli obraz, który może być znany wielu osobom spoza branży rozrywkowej. To uniwersalna opowieść o ambicji, wyborach i ich konsekwencjach. Mam tylko wrażenie, że to przesłanie przysłania horror. No bo nie jest to tytuł straszny. Elementy grozy to tak naprawdę solidna atmosfera, która co jakiś czas przerywana jest przez lipne jumpscare. Brak tutaj czegoś więcej. Na szczęście przejście gry zajmuje około 3 godzin, więc nie czuć za bardzo znużenia najbardziej podstawowymi sztuczkami znanymi z innych indie horrorów.
Nie jestem do końca przekonany
Dead Take nie jest złym horrorem. Dla mnie to taki raczej sztampowy przeciętniak, który zaistniał tylko i wyłącznie przez to, że w grze pojawia się trochę znanych osób. Fabuła tego tytułu nie jest zła, ale rozgrywka to sztampowe chodzenie, zbieranie przedmiotów i rozwiązywanie zagadek. Zrobiono to już tysiące jeśli nie dziesiątki tysięcy razy w innych tytułach. Zwłaszcza produkcjach z segmentu indie. Tutaj ten element jest bardzo przeciętny i bez polotu. Do tego opieranie się na prostackim jumpscare sprawia, że tytuł nie oferuje nam zbyt wiele. To po prostu kolejna produkcja jakich wiele na rynku. Nie żałuję czasu poświęconego na tę grę i doceniam trochę patentów zaprezentowanych w Dead Take. Jednak w ciągu ostatnich 12 miesięcy grałem w znacznie lepsze straszaki tworzone przez mniejsze zespoły. Tutaj mamy raczej przerost formy nad treścią. No ale może właśnie takie ma być przesłanie całego projektu. W końcu określenie przerost formy nad treścią idealnie pasuje do opisu aktorów i ich światka?





