Mam słabość do opowieści grozy, gdzie nagle w świecie pojawiają się nieznani przybysze, którzy rozwalają cywilizację i sprawiają, że ludzie są niczym robaczki w rękach bezlitosnego dziecka. Kosmici, smoki, zombie, demony, potwory czy Cthulhu. Każdy wariant takiej historii trafia w mój gust i mam frajdę z poznawania tego rodzaju apokalipsy. Teraz w moje ręce wpada seria Dolly Kill Kill, gdzie za zagładę odpowiadają gigantyczne zabawki rodem z najgorszych koszmarów. Czy ten tytuł sprawi, że będę bał się lalek?
Dolly Kill Kill to manga duetu Kurando Yukiaki i Nomura Yuusuke. Ten drugi artysta znany jest za sprawą niezwykle popularnej serii Blue Lock, gdzie odpowiada za ilustracje. Jednak Dolly Kill Kill nie ma zbyt wiele wspólnego z serią o piłce nożnej. Jedenastotomowy cykl ukazywał się w Japonii pomiędzy 2014 a 2017 rokiem i teraz trafia na polski rynek za sprawą wydawnictwa Waneko. Seria dołącza do bogatego katalogu pokręconych tytułów w ofercie Waneko takich jak Chainsaw Man, Gdy zapłaczą cykady czy Choujin X.
Inwazja
Akcja Dolly Kill Kill rozpoczyna się z miejsca. Spokojne życie mieszkańców świata zostaje zakłócone przez pojawienie się dziwnych owadów, które atakują ludzi. Latające robale masakrują wszystko na swojej drodze, a ofiary ich ugryzień rozpadają się na kawałki. Główny bohater serii nastolatek Iruma Ikaruga cudem przeżywa atak owadów. Zawsze optymistyczny chłopak uchodzi z życiem i ucieka wraz z dziewczyną, w której się kocha i swoim najlepszym przyjacielem. Niestety po ataku robali przychodzi druga faza koszmaru.

Nagle wszędzie pojawiają się gigantyczne lalki, które za pomocą dziwnych broni masowo zabijają ludzi. W zamieszaniu i chaosie Iruma traci wszystko i pozostaje sam z traumą. Akcja tytułu przenosi się o kilka miesięcy w przód. Iruma jest już tylko cieniem samego siebie i nie potrafi zapomnieć o śmierci ukochanej i kumpla, zniszczeniu domu i końcu świata. Lalki wygrały i nieliczni pozostali przy życiu ludzie walczą o przetrwanie. W życiu bohatera pojawia się pewna dziewczyna, która należy do ruchu pragnącego pokonać mordercze lalki i przywrócić dawny porządek. Czy dla ludzkości jet jeszcze nadzieja?
Masakra
Dolly Kill Kill zaczyna się od rzezi mieszkańców Japonii. Główny bohater nie może nawet nacieszyć się zwycięstwem z wygranego szkolnego meczu baseballowego, bo dochodzi do ataku morderczych owadów. Potem jest intensywna sekcja próby przetrwania i omijania zagrożeń. Na koniec porażka i obwinianie się za śmierć najbliższych osób. To buduje protret psychologiczny zniszczonego człowieka, który nie ma motywacji do dalszego życia.

Dlatego Iruma w dalszej części tomu nie wypada zbyt imponująco. Jednak sytuacja bohatera zmienia się w chwili, gdy okazuje się, że jego miłość mogła przeżyć atak bestii. Teraz chłopak chce jak najszybciej pokonać krwiożercze lalki i uratować bliską osobę. Od razu mamy pierwsze starcie z potworami, które wypada widowiskowo, jest bardzo krwawe i ukazuje moc bestii, które przechodzą przez ludzi jak przez masło. Mamy fajną i dynamiczną walkę, która ukazana jest w ciekawy sposób i oferuje więcej od typowego naparzania się. Tutaj znaczenie ma taktyka i szukanie sposoby na odkrycie słabości przeciwnika. Dzięki temu zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa potworów.

Wszystko to czyta się bardzo szybko. Świat mangi i tajemnice wciągnęły mnie z miejsca. Jestem ciekaw pochodzenia potworów i robali i tego dlaczego doszło do takiego kataklizmu? Mam nadzieje, że Dolly Kill Kill dowiezie w tej kwestii, bo wiele tytułów zawodzi w tym aspekcie i potencjał historii zostaje zrujnowany przez głupkowate wytłumaczenie.
Zakręcona kreska
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy przy Dolly Kill Kill to oczy i twarze postaci. Wszyscy mają takie trochę niepokojące wyrazy twarzy, które wyglądają złowrogo i kojarzą mi się trochę z szaleństwem. Na myśl przychodzi mi też Shinra z mangi Fire Force, tylko tam bohater po prostu miał pecha do wyglądu. Tutaj element szaleństwa przewija się przez fabułę. W końcu mowa o ludziach, którzy doświadczyli najgorszych tragedii i cudem przeżyli, ale ich przyszłość nie zapowiada się zbyt dobrze. W końcu po świecie grasują mordercze, gigantyczne zabawki.

Jeśli chodzi o design lalek, to jest on odpowiednio zakręcony i mroczny, co daje dobry efekt. W Dolly Kill Kill jest też całkiem sporo gore, które nie jest jakoś mega przesadzone, ale efektywnie podkreśla to, w jaki niebezpiecznej sytuacji znajdują się bohaterowie. W ogólnym rozrachunku strona wizualna mangi jest solidna i dosyć unikatowa, dzięki czemu Dolly Kill Kill może zapadać w pamięć lepiej niż wiele innych serii o podobnej tematyce.

Może być dobrze
Pierwszy tom Dolly Kill Kill to solidny wstęp do serii z potencjałem. Mamy tutaj sporo horroru, ciekawe potowy i całkiem niezły klima. Jest też trochę traumy i dramatu, które fajnie doprawiają całość. Wstęp do historii jest mocny, gore solidne a główny bohater wydaje się być całkiem interesującą postacią. Start przygody wypada dosyć dobrze i może być z tego coś naprawdę fajnego. Na razie trudno wróżyć z fusów, ale po pierwszym tomie mam całkiem spore nadzieje co do tej serii. Dlatego na pewno sięgnę po więcej Dolly Kill Kill.

Jeśli szukacie innych tytułów o inwazji potworów to warto sprawdzić Gigantis, Jujutsu Kaisen i Attack on Titan.
Za udostępnienie mangi dziękujemy wydawnictwu Waneko

