Większość gier trzyma się wypracowanej i powszechnie uznawanej formuły. Podobne systemy sterowania, rozgrywka bazująca na innych znanych tytułach, udogodnienia w kwestii designu czy interfejsu. Wszystko zostało wypracowane przez lata i teraz produkcje są tylko coraz bardziej wypolerowane i bardziej wymagające graficzne. Często to obrabianie mechanik i systemów spłyca rozgrywkę i sprawia, że gry są prostsze i mniej angażujące. Trudno jednak powrócić do starszych tytułów, bo większość z nas jest zbyt wygodnicka i przyzwyczaiła się do obecnych udogodnień. Czy w takiej sytuacji tytuł taki jak Hell is Us może odnieść sukces?
Hell is Us to produkcja kanadyjskiego studia Rogue Factor, które w swoim dorobku ma dwie średnie wykorzystujące uniwersum Warhammer i 40K. Nowy tytuł to pierwsze oryginalne IP studia i pójście w nowym kierunku. Tytuł wydany został przez Nacon i trafił na konsole Xbox Series, PlayStation 5 i komputery osobiste. Ja miałem okazję zapoznać się z Hell is Us na Xbox Series X i mam wrażenie, że za kulka lat ten tytuł otrzyma status gry kultowej.
Tajemnice i przeszłość
Nasza przygoda zaczyna się w całkiem ciekawy sposób. Bohater gry jest przesłuchiwany przez jakiegoś typka wyglądem przypominającego potwora podszywającego się pod człowieka. Nie wiadomo za bardzo, o co chodzi, ale nasza postać przybliży ciąg wydarzeń prowadzących do naszego zatrzymania. Jest to całkiem zgrabny pomysł na początek historii i sprawdza się on dobrze. Zwłaszcza przy grze naszpikowanej tajemnicami.

Akcja Hell is Us przenosi nas do fikcyjnego kraju rozdartego wojną domową, w którym obok ludzkiej przemocy pojawia się także tajemnicze zjawisko określane mianem Calamity. To ono wprowadza na scenę nieludzkie istoty – potwory, które są jakby odbiciem emocji i win człowieka, a zarazem symbolem zniszczeń i traumy. W tym świecie wcielamy się w bohatera poszukującego własnej przeszłości, wracającego na rodzinne ziemie, by odkryć prawdę o swoim pochodzeniu. Opowieść nie prowadzi jednak prostą linią – nie ma tutaj strzałek, waypointów czy map ułatwiających drogę. Fabuła jest w pewnym sensie ukryta i musimy ją sami wydobyć, wędrując po lokacjach, zagadując do postaci i czytając wszelkie notatki. Niczym główny bohater jesteśmy zdani na siebie. Eksploracja świata staje się pełnoprawnym doświadczeniem narracyjnym, wymagającym analizy otoczenia, uważnego słuchania postaci pobocznych i interpretacji symboli rozsianych po świecie.
Fabuła nie jest jakaś nadzwyczajnie wapniała, ale świat Hell is Us jest całkiem ciekawy. Dużo zostaje przekazane przez lokacje, które zwiedzimy i sytuacje, jakie napotkamy w trakcie eksploracji. Masa tajemnic i zagadek wciąga i sprawia, że historia sporo zyskuje.
Mieszanka
Hell is Us to trzecioosobowa gra akcji, która jest mieszanką różnych pomysłów i przypomina mi trochę dawniejsze gry eurojank lub ambitne produkcje AA sprzed dwóch generacji konsol. Zanim zagrałem w ten tytuł miałem skojarzenia z soulslike osadzonym w alternatywnej wersji naszej rzeczywistości. Moje przypuszczenia były błędne, ale też trudno jakoś dobrze sklasyfikować ten tytuł.
Tym, co odróżnia Hell is Us od wielu innych gier akcji, jest sposób, w jaki traktuje eksplorację i odkrywanie. Brak interfejsu, brak prowadzenia za rękę sprawia, że każde znalezisko, każdy fragment notatki czy mural na ścianie nabiera większego znaczenia. To nie tylko dodatek, ale fundament narracji, która buduje się w głowie gracza stopniowo, niczym opowieść snuta podczas powolnej podróży przez zrujnowane miasta i mgliste doliny. Twórcy świadomie postawili na minimalizm w prowadzeniu fabuły, co może frustrować, ale jednocześnie nagradza wytrwałość poczuciem autentycznej satysfakcji z odkrycia kolejnego elementu układanki.

Obok tego mamy jeszcze pokonywanie przeciwników, zbieranie surowców i wykonywanie różnych questów i dodatkowych misji nazwanych w grze dobrymi uczynkami.
Równie ważne, co walka i eksploracja, są zagadki oraz zadania poboczne. Ich struktura nie przypomina klasycznych questów z listą celów. To raczej fragmenty opowieści, które trzeba zrozumieć i ułożyć w całość. Rozmowy z postaciami niezależnymi bywają enigmatyczne, a wskazówki subtelne, przez co gracz często musi zastanowić się nad tym, jakie działania podjąć. Wymaga to cierpliwości, ale jednocześnie wprowadza unikalne napięcie – rozwiązanie zagadki czy odnalezienie ukrytej ścieżki daje poczucie rzeczywistego osiągnięcia.
Jak dla mnie te zagadki i odkrywanie wszystkiego we własnym tempie i główkując samemu to najmocniejsze elementy Hell is Us. Granie w ten tytuł przypomina mi starsze produkcje, gdzie nie byliśmy trzymani za rączkę i prowadzeni do celu. Odpaliła mi się nostalgia i miałem sporo frajdy właśnie z tego. Tytuł tez przypomniał mi trochę pierwsze Dark Souls i atmosferę tajemnicy, jaka towarzyszyła grze przed eksplozją jej popularności. Jeśli ktoś szuka tytułu, gdzie trzeba myśleć, kombinować i wyciągnąć notes, by zapisywać informacje, to Hell is Us dostarcza tutaj pod każdym względem.
System walki leży
Jedną z największych bolączek Hell is Us jest system walki. Szkoda, że położono całkiem spory nacisk na ten aspekt produkcji i mamy dużo siekania. Całość opiera się na kilku broniach skillach i standardowym ataku plus specjalnym silniejszym ciosie. Do tego mamy jeszcze staminę, która uszczupla się przy atakowaniu, unikaniu czy blokowaniu. Obok tego mamy jeszcze całkiem oryginalny system przywracania zdrowia oparty na naciśnięciu odpowiedniego przycisku po atakowaniu wroga. Jeśli zrobimy to w porę, to procent zadanych obrażeń zostanie nam zwrócony do paska zdrowia.

Całość chyba była inspirowana przez soulsborne, chociaż daleko jej do standardów soulslike. Niestety walki wypadają słabo i są raczej kiepskie. Nierówny balans, niekiedy zbyt powtarzalne starcia i pewne ograniczenia w projektach bossów mogą powodować poczucie zmarnowanego potencjału. W pewnym momencie starałem się po prostu unikać potyczek, bo szkoda mi było na nie czas i nie czułem z nich żadnej frajdy. Zwłaszcza że mamy jedynie garstkę przeciwników, którzy wizualne są nieźli i często opierają się na niezłym patencie, gdzie trzeba pokonać jednego specjalnego wroga, nim można siekać głównego brzydala. Niestety dynamika potyczek, brak poczucia mocy broni i lipne animacje szybko zniechęciły mnie do walki. To kiedy musiałem siepać wrogów było raczej niezbyt ciekawą odskocznią od lepszych elementów Hell is Us.
Stonowany tytuł
Hell is Us nie epatuje kolorami ani efektami specjalnymi. Zamiast tego stawia na stonowaną, szarą paletę barw, która oddaje atmosferę kraju rozdartego wojną. Mgły, deszcze, ruiny – wszystko to nie tylko kreuje klimat, ale pełni rolę narracyjną, symbolizując destrukcję, pustkę i cierpienie. Muzyka również nie jest nachalna. Subtelne, czasem niepokojące dźwięki budują atmosferę i dopełniają uczucie zagubienia, jakie towarzyszy graczowi podczas eksploracji. Miejsca, które zwiedzamy mają klimacik, a muzyka dobrze do niego pasuje. Do tego całość przypomina starsze i mniejsze produkcje, bo grafika sama w sobie nie powala i ponownie miałem skojarzenia z eurojank, gdzie ambicje przewyższają możliwości wynikające z budżetu produkcji.
Muszę wspomnieć jeszcze o problemach technicznych, których jest trochę. Przenikanie się tekstur, AI wrogów, które siada i inne podobne rzeczy pojawiają się tutaj od czasu do czasu. Moim największym problemem była jednak słaba praca kamery. Dawno nie musiałem tyle grzebać w ustawieniach gry, żeby móc grać w spokoju. Kamera jest mega luźna i momentami przeszkadza przy eksploracji i walce. Normalnie trzeba z nią walczyć niczym w starych produkcjach z PS2 lub początku ery Xbox 360.
Koktajl
Hell is Us to jeden z tych tytułów, które robią sporo ciekawych rzeczy, ale wywalają się w wielu miejscach. Nasz odbiór zależy w znacznym stopniu od tolerancji i tego, czego oczekujemy od danej produkcji. Jeśli ktoś szuka dobrego systemu walki i fajnej akcji to lepiej sobie odpuścić ten tytuł. Za to jeśli zależy nam na atmosferze i zagadkach, to może być tutaj coś dla nas. Jako całość Hell is Us wypada raczej przeciętnie. Przynajmniej ja tak się czułem, grając w ten tytuł. Każdemu wzlotowi towarzyszył upadek wynikający głównie z systemu walki, który nie byłby taki zły gdyby nie błądzenie po lokacjach w poszukiwaniu kolejnych wskazówek i elementów puzzli potrzebnych do progresji w przygodzie. Siekanie zabierało mi zdecydowanie za dużo czasu, a nie dawało żadnej frajdy, przez co gra robiła się momentami bardzo frustrująca.

Przyszłość
Mam wrażenie, że Hell is Us to taka dosyć niszowa produkcja AA, która nie podbije świata. Jednak za kilka lat gra pojawi się na różnych listach zapomnianych perełek i będzie miała grono oddanych fanów. W tej produkcji jest coś fajnego i całkiem świeżego. Jednak obok tego jest masa kiepskich elementów, które zatrzymują Hell is Us przed prawdziwą świetnością.
Ja bawiłem się przy tym tytule średnio i bardziej podoba mi się on w teorii niż w praktyce. Jednak doceniam sporo pomysłów, które są tutaj zaprezentowane i widzę olbrzymi potencjał tej gry. Nie chcę przesadzać, bo to nie ta sama liga, ale jak dla mnie Hell is Us ma trochę magii z takich gier jak Pathologic czy E.Y.E.: Divine Cybermancy. Intrygujący świat, ciekawe pomysły na rozgrywkę i bardzo solidny klimat. Wszystko to sprawia, że chciałbym bardzo polubić ten tytuł, ale coś mnie jednak powstrzymuje. Wydaje mi się, że nie będę jedyny i tytuł skończy jako średniaczek, który docenią nieliczni.

Jazda
Moja przygoda z Hell is Us utwierdza mnie w przekonaniu, że na rynku potrzeba więcej produkcji AA i mniejszych, ambitnych tytułów, które chcą eksperymentować. To naprawdę ciekawa produkcja z solidnymi patentami i dosyć unikatową rozgrywką. Co prawda tytuł do końca mnie nie kupił, ale to kawał solidnej roboty i ciekawe doświadczenie. Jestem ciekaw co ekipa z Rogue Factor stworzy w przyszłości, bo Hell is Us udowadnia, że studio ma spory talent i potrafi dostarczyć grę wyróżniająca się z gąszczu innych tytułów.
Grę do recenzji dostarczył polski wydawca – Dzięki!


