W ostatnich latach coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że znaczna część gier i deweloperów straciła dusze. Większe projekty są ryzykowne finansowo i robione pod tabelki w Excelu, żeby zmaksymalizować zyski. Coraz trudniej o ciekawe eksperymenty i nieortodoksyjne pomysły. Coraz mniej jest też unikatowych głosów i osobowości. Tego trzeba szukać w mniejszych produkcjach i niszach. Suda 51 i Swery 65 to legendarni twórcy, którzy całkiem dobrze odnaleźli się w nowej przestrzeni i są nadal w stanie tworzyć nietuzinkowe projekty. Dlatego byłem bardzo ciekaw gry Hotel Barcelona. To tytuł zapowiedziany lata temu i jest on owocem współpracy dwóch growych ekscentryków. Czy nowa gra spełni oczekiwania fanów obu twórców?

Hotel Barcelona to nowy projekt ekipy White Owl. Pomysł na tytuł powstał w 2019 roku w wyniku popijawy, w której brał udział cały szereg legendarnych japońskich twórców gier wideo. Trochę zajęło, zanim ta wizja się urzeczywistniła, ale ten dosyć oryginalny rogalik w końcu trafił na komputery i konsole. Ja miałem okazję katować w Hotel Barcelona zarówno na kopie jak i moim niezawodnym Steam Decku. Już na wstępie mogę napisać, ze gierka sprawdza się dobrze jako tytuł na zabicie czasu w poczekalni przed gabinetem lekarskim.

Mroczny hotel

Fabuła Hotel Barcelona jest stosunkowo prosta, ale jednocześnie bardzo zakręcona i dziwna. Czego innego można spodziewać się po wyniku współpracy Sudy i Swerego? Wcielamy się w rządową agentkę, która w wyniku niefortunnych zdarzeń bierze na własne barki misję eksterminacji grupki seryjnych morderców. Niedoświadczona agentka musi sprostać niezwykle trudnemu zadaniu. Zwłaszcza, ze szybko okazuje się, że coś jest nie tak z rzeczywistością i kobieta zostaje uwięziona w niekończącym się cyklu powiązanym z tytułowym hotelem.

Wszystko to przedstawione jest w grindhouseowym klimacie z masą odwołań do horroru z lat 80. Animowane otwarcie gry jest zakręcone, bo dowiadujemy się, że nasza bohaterka przewoziła eksterminatora, który miał zając się sprawą. Jednak zamieszanie z autostopowiczką doprowadziło do tragedii i spec do zadań specjalnych pozostał bez głowy. Dodatkowo szybko okazuje się, że agentka jest opętana przez ducha potwornego mordercy dr. Carnivala, który pozwala jej przeistoczyć się w byt jeszcze bardziej niebezpieczny od grupki seryjnych morderców, których tropi.

Pod względem postaci i fabuły Hotel Barcelona nie należy do przeciętnych gier. Czuć tutaj posmak twórczości i inspiracji obu autorów, którzy maczali swoje palce przy projekcie. Jako fan ich twórczości jestem zadowolony i wydaje mi się, że to i klimat to najmocniejsze aspekty tytułu.

Kolejny rogalik

No bo jeśli chodzi o rozgrywkę, to jest ona taka, jaką jest. Hotel Barcelona wpisuje się w nurt roguelite 2,5 D łączących akcję w stylus slasherów i elementy platformowe. Każda sesja to przejście przez szereg pokoi hotelowych, które mogą prowadzić do różnorodnych nagród lub niebezpieczeństw. Na końcu piętra zawsze czeka boss, a każda śmierć nie oznacza końca przygody, lecz jej nowy początek. Jest to dosyć standardowe rozwiązanie znane z wielu innych produkcji. Do tego każda porażka przybliża nas do ostatecznego sukcesu, bo zdobywamy surowce pozwalające na ulepszanie postaci i zakupy nowego sprzętu do walki z potworami. Na system walki składa się połączenie szybkiej akcji w czasie rzeczywistym i elementów taktycznych. Justine dysponuje zarówno bronią białą, jak i dystansową, a także specjalnymi umiejętnościami, które pozwalają na efektowne kombinacje. Dr. Carnival, będący alter ego, zyskuje moc wraz ze wzrostem brutalności i agresji w walce.

Patenty

Obok tego Hotel Barcelona ma jednak także kilka innych ciekawych patentów, które urozmaicają rozgrywkę. Na pierwszym miejscu jest tutaj Phantom Slasher, czyli duchy z poprzednich runów, które powracają, by wspierać twoją kolejną próbę. Przez to do walki nie stajemy do końca sami, a mamy namiastkę gry w co-opie z samym sobą. Duchy wcześniejszych wcieleń bohaterki mogą pomagać, ale i przeszkadzać, a ich obecność jest swoistym komentarzem do typowej konstrukcji roguelike’ów, gdzie kolejne próby są zwykle odseparowane od siebie. Tutaj wszystko zostaje zapamiętane, a każda porażka jest częścią większej układanki. To naprawdę spoko patent i byłem miło zaskoczony tym, jak fajnie on działa.

System Blood Is Power to kolejny element – im bardziej zanurzymy się w szaleństwo, im więcej krwi zdobędziesz, tym silniejszy staje się Dr. Carnival, alter ego Justine. To zachęta, by być agresywnym, by eksplorować, by podejmować ryzyko, bo nagroda może być znacząca. W każdej chwili możesz dostać bonus za krwisty atak, za zadawanie obrażeń, co wprowadza dynamikę: nie tylko unikanie, przebijanie się przez fale wrogów, ale także świadomość, że liczy się styl, prędkość, odwaga.

Tryby eksploracji poziomów mają warianty: trasy boczne, drzwi z bonusami, różne modyfikatory pogodowe, warunki początkowe, które zmieniają sposób, w jaki przechodzi się przez poziomy. To powinno zapewniać powtarzalność i różnorodność runów, bo nawet jeśli idziesz przez te same pokoje, modyfikatory mogą znacząco zmienić doświadczenie. Pomagają one z walką z monotonią, tak by runy nie wyglądały do siebie mega podobnie.

Udane rzeczy

Najmocniejszym aspektem Hotel Barcelona jest pomysł. Świat, klimat, mordercy-tematyki, motyw alter ego i czasowej pętli to coś, co przyciąga uwagę. Połączenie Swery65 i Suda51 daje mieszankę stylu: dziwnego, surrealistycznego, momentami groteskowego. Klimat dostarcza i jest tym, na co fani obu panów czekali. Pod tym względem było naprawdę super. Do tego trochę rozwiązań związanych z rozgrywką jest bardzo spoko.

Phantomy z poprzednich prób naprawdę dodają coś unikalnego — dają poczucie, że wcześniejsze porażki nie zostały zapomniane, że stają się częścią naszej historii. System Blood Is Power, modyfikatory pogodowe i bonusy za trasy drzwi dodają głębi nawet prostym fragmentom rozgrywki. Gdy trudno, ale nagroda jest adekwatna, to daje satysfakcję. Ulepszanie między runami – broń, skille, statystyki – sprawia, że nawet nieudane próby mają wartość.

Pochwalę też oprawę graficzną i scenki przerywnikowe. Nie jest to coś z wielkim budżetem, ale ma fajny klimat uderzający w grindhouse i wypada mocno na plus. Zwłaszcza że coś podobnego nie pojawia się zbyt często w grach.

Nie ma róży

Mimo wielu mocnych stron i fajnych patentów Hotel Barcelona nie jest pozbawione problemów. Niestety w główne uderzają one w gameplay i sprawiają, że gra nie jest tak przyjemna, jakbyśmy tego chcieli. Na pierwszym miejscu jest tu kontrola i responsywność walki. Często zdarza się, że nasza agentka reaguje z opóźnieniem, że atak ciężki ma długi „rozruch”, dzięki czemu wróg może nas przerwać lub ominąć atak. Ciężar animacji potrafi być w konflikcie z oczekiwaniami gracza — gdy chciałby działać szybko, unikać, ripostować, gra nie zawsze na to pozwala. Wczesne stadia potrafią być powolne, momentami frustrujące, bo musisz sporo przetrwać, dopiero później, po ulepszeniach, gra staje się bardziej grywalna.

Kolejna kwestia to powtarzalność tras i struktury poziomów — mimo wielu ścieżek, bonusów i modyfikatorów, gra bardzo często każe — poprzez sposób działania mechaniki phantomów — iść tą samą ścieżką, by zachować pomoc przeszłych runów. To ogranicza poczucie wolności, bo jeśli wybierzesz inną trasę, tracisz częściowo korzyści mechaniki phantomów. W pewnym sensie gra zmusza do powtarzania tych samych struktur, co może się szybko zmęczyć. Z jednej strony kapuje ten patent, ale trochę szkoda, że nie da się jakoś przy tym pokombinować.

Technicznie gra również cierpi na problemy. Input lag, przycięcia, opóźnienia animacji — te błędy potrafią złamać flow, szczególnie w akcjach wymagających refleksu. O ile styl wizualny jest oryginalny i ma charakter, to powtarzalność assetów środowiska również trafia się — niektóre pokoje hotelu wyglądają bardzo podobnie, brak większej różnorodności tła, dekoracji lub detali w pewnych piętrach.

Prawie się udało

Hotel Barcelona to jedna z tych gier, które chciałbym pokochać. Jest tutaj tyle fajnych elementów i klimat, że aż głowa boli. Jednak najsłabszą częścią całości jest gameplay. Jest on poprawny, ale nic ponadto. Mnie to wystarczy i jestem w miarę usatysfakcjonowany z tej pozycji. Jednak jeśli ktoś nie lubi zakręconego horrorowego klimatu i unikatowego stylu twórców, to ciężko będzie mu się przebić przez całą resztę gry. Nie chodzi o to, że jest ona zła, ale na rynku jest wiele tytułów w podobnym gatunku, które oferują lepszą rozgrywkę. Ktoś powie, że w gry tego typu nie katuje się dla gameplayu. Ja do jakiegoś tam stopnia się zgodzę, ale przez to produkcje takie jak Hotel Barcelona pozostają w niszy i nie mogą odnieść gigantycznego sukcesu. Ja trzymam kciuki za ten tytuł, bo naprawdę chciałbym zobaczyć więcej gier takich jak Hotel Barcelona.