Mam sentyment do produkcji w starym stylu. Wychowałem się na archaicznych z dzisiejszej perspektywy grach i dobrze wspominam czas z nimi spędzony. Do tego fajnie stylizowane produkcje mają swój urok. Zauważyłem, że inspiracje przenośną konsolą GameBoy działają na mnie bardzo dobrze. Może to przez to, że ten kieszonkowy system nie razu uratował mnie podczas nudnych wyjazdów i wakacyjnych wypadów? W każdym razie gry stylizowane na produkcje z tej konsolki Nintendo często wpadają mi w oko. Tak wpadłem na The Edge of Allegoria. Na dokładkę jest to turowa gra role playing, czyli lepiej trafić nie mogłem. Czy ten tytuł to tylko nostalgia do dawnych czasów, czy może wypada nieźle nawet bez tego elementu?

The Edge of Allegoria to mniejsza produkcja studia Button Factory Games, która w zeszłym roku trafiła na komputery na Steam. Gra wsparta była na trochę zapomnianej już platformie Kickstarter, co zawsze jest dla mnie ciekawe. W końcu kiedyś co chwilę słyszeliśmy o produkcjach wspieranych w ten sposób. Obecnie już chyba nikt o tym nie mówi. W każdym razie The Edge of Allegoria zostało pozytywnie przyjęte na Steam, chociaż nie wykręciło kosmicznych wyników sprzedaży. Teraz tytuł trafia na konsole Nintendo Switch i ja miałem okazję trochę pograć.

Allegoria

Świat Allegorii od pierwszych chwil jawi się jako miejsce nieoczywiste, pełne sprzeczności i zaskoczeń. Z jednej strony mamy tu barwny, klasycznie zaprojektowany świat, który przywodzi na myśl nostalgiczne wspomnienia z dawnych lat, a z drugiej strony narracja i dialogi przypominają, że to nie jest bajka dla dzieci. Twórcy stawiają na język dosadny, humor czarny i satyrę, które niejednokrotnie uderzają w utarte schematy znane z tradycyjnych RPG. Bohater, którego prowadzimy przez Allegorię, nie jest typowym wybrańcem losu, lecz osobą stojącą w obliczu kryzysu życiowego, która próbuje odnaleźć sens w wędrówce po świecie przepełnionym potworami, bossami i dziwacznymi postaciami. To odświeżające podejście, które nie tylko nadaje grze oryginalności, ale też pozwala odbiorcy spojrzeć na RPG z zupełnie innej perspektywy.

Turówka

Rozgrywka opiera się na mechanice turowej walki, która stanowi trzon całego doświadczenia. Na pierwszy rzut oka nie różni się ona drastycznie od klasycznych systemów znanych z lat dziewięćdziesiątych, ale szybko okazuje się, że została wzbogacona o wiele ciekawych niuansów. Statusy, efekty uboczne, rozmaite rodzaje uzbrojenia i umiejętności, a także system mistrzostwa pozwalający rozwijać broń i zdolności sprawiają, że walka wymaga nie tylko refleksu, ale przede wszystkim planowania. Gracz nie może liczyć na to, że wystarczy spamować podstawowym atakiem, by wygrać każdą potyczkę. Każdy przeciwnik ma swoje mocne i słabe strony, a każdy dungeon stawia przed nami nowe wyzwania taktyczne. Szczególnie bossowie wymagają przemyślanych działań, eksperymentowania z wyposażeniem i wykorzystywania synergii między różnymi atakami.

Zwiedzanie

Eksploracja jest drugim filarem The Edge of Allegoria. Świat gry, choć utrzymany w konwencji dwuwymiarowej grafiki pixel art, potrafi wciągnąć i nagrodzić dociekliwość. Lokacje pełne są sekretów, skrótów, ukrytych przejść i przedmiotów, które potrafią zmienić sposób, w jaki podchodzimy do kolejnych walk. Gra zachęca do tego, by wracać do wcześniej odwiedzonych miejsc, bo często dopiero zdobycie nowej umiejętności czy broni pozwala odblokować dodatkowe ścieżki i skarby. Widać, że twórcy postawili na interaktywność mapy i dali graczowi poczucie, że jego ciekawość jest nagradzana.

Retro

Ważnym elementem budującym atmosferę jest oprawa audiowizualna. Styl pixel art wydaje się prosty, ale kryje w sobie wiele drobnych detali, które sprawiają, że świat żyje. Kolorystyka, animacje przeciwników, wygląd postaci i efektowne projekty bossów są na tyle charakterystyczne, że gra wyróżnia się na tle innych produkcji niezależnych. Szczególną uwagę warto zwrócić na efekty związane z magią i atakami, które, mimo retro stylistyki, mają swój ciężar i potrafią robić wrażenie. Muzyka i dźwięki pełnią rolę uzupełniającą – nie są przesadnie nachalne, ale dobrze podkreślają klimat zarówno podczas eksploracji, jak i w momentach kulminacyjnych walk.

Żarciki

Jednym z bardziej kontrowersyjnych elementów gry jest jej humor. Twórcy nie unikają mocnych słów, nie boją się tematów absurdalnych, a nawet groteskowych. To podejście sprawia, że The Edge of Allegoria ma własny charakter i potrafi zaskakiwać, ale jednocześnie może zniechęcać graczy, którzy szukają w RPG czegoś poważniejszego. To produkcja, która bawi się konwencją i świadomie przekracza granice, jakie w wielu klasycznych grach były nieprzekraczalne. Jeśli jednak potrafimy zaakceptować taki styl, otrzymujemy opowieść, która bawi się schematami i daje nowe spojrzenie na RPG.

Trochę słabo

Nie wszystko w tej produkcji działa jednak idealnie. Projekt lochów bywa momentami zbyt chaotyczny, a układ ścieżek mało intuicyjny. Zdarza się, że musimy kilkukrotnie wracać do tych samych miejsc, by znaleźć odpowiednią drogę, co może frustrować, zwłaszcza jeśli przeciwnicy w danej lokacji respawnują się zbyt często. Balans trudności również nie jest do końca równy. Zdarzają się fragmenty gry, które przechodzimy bez większego wysiłku, by po chwili natrafić na bossa, którego pokonanie wymaga wielu prób i eksperymentów. To sprawia, że tempo zabawy bywa nierówne, a niektórzy gracze mogą poczuć się zaskoczeni nagłymi skokami poziomu trudności.

Mimo tych niedociągnięć The Edge of Allegoria to gra, która oferuje dużo treści i wciąga na długie godziny. Rozwój postaci i system mistrzostwa sprawiają, że nawet powtarzanie walk nie jest monotonne, bo zawsze możemy testować nowe kombinacje i strategie. Eksploracja daje satysfakcję, a humorystyczne podejście do fabuły sprawia, że kolejne spotkania z NPC-ami i odkrywanie historii świata są nie tylko dodatkiem, ale też jednym z głównych powodów, by iść dalej. To produkcja, która najlepiej sprawdza się w rękach graczy lubiących eksperymentować i ceniących sobie tytuły, które nie boją się odbiegać od utartych schematów.

Oki mały tytuł

Podsumowując, The Edge of Allegoria to przykład gry, która łączy w sobie nostalgię i świeżość. Z jednej strony czerpie garściami z klasycznych RPG turowych i stylistyki retro, z drugiej zaś oferuje nowatorskie rozwiązania, mocny humor i fabułę, która nie boi się podejmować niecodziennych tematów. Nie jest to tytuł idealny, bo zdarzają się w nim problemy z balansem i projektem map, ale ma w sobie wystarczająco dużo uroku i pomysłów, by przyciągnąć uwagę. Mnie całość całkiem urzekała i fajnie było przypomnieć sobie dawne czasy i tytuły, w które kiedyś katowałem. Nie jest to raczej pozycja dla wszystkich, ale gierka ma cos w sobie.