Fani gier FPP w klimacie retro mają w czym wybierać. Ciągle pojawiają się fajne projekty i tytuły, które potrafią nieźle zaskoczyć. Tak jest właśnie w przypadku gry Agent 64: Spies Never Die. To projekt jednej osoby, który nawiązuje do klasyków z Nintendo 64 takich jak GoldenEye i Perfect Dark, a także wyśmienitego Time Splitters. Czy ta produkcja sanie się kolejną retro perełką?

Agent 64: Spies Never Die to gra niezależna stworzona przez francuskiego solo dewelopera znanego jako Replicant D6. Tytuł powstawał ładnych parę lat i pierwotnie miał się ukazać już w 2022 roku. Jednak zawiłości życia sprawiły, że gra wylądowała na Steam dopiero teraz. Ja miałem okazję katować w ten tytuł głównie na SteamDecku i przyznam, że poczułem solidną nostalgię do dawnych konsolowych FPS.

Agent nie umiera

Fabuła jest dokładnie taka, jakiej można oczekiwać od stylizowanego na lata 90. szpiegowskiego FPS-a. Wcielamy się w tajnego agenta Johna Waltera, który musi powstrzymać swojego arcywroga Dominica Pulpa i uratować świat przed konsekwencjami jego planu. Już samo nazwisko głównego przeciwnika sugeruje, że nie należy tutaj oczekiwać poważnego thrillera szpiegowskiego. Agent 64 zdecydowanie bardziej przypomina interaktywny film szpiegowski klasy B, w którym powaga miesza się z przerysowaniem, a ratowanie świata jest przede wszystkim pretekstem do przemierzania kolejnych lokacji i strzelania do uzbrojonych przeciwników. Mamy więc klasyczną konwencję tajnych agentów, spiski, złoczyńcę, tajemnicze organizacje i atmosferę fikcyjnego thrillera z końca XX wieku.

Całość od razu przywołuje na myśl tytuły, o których wspominałem we wstępie. Zwłaszcza jakoś klimat pierwszych misji uderzał do mnie Perfect Dark, ale ogólnie mamy ten styl i feeling z kultowych pozycji Rare i Free Radical. Dlatego fabuła nie jest mega ważna i jest raczej takim fajnym dodatkiem budującym atmosferę gry. Nie mam z tym najmniejszego problemu, bo tak właśnie było w staroszkolnych strzelankach sprzed epoki Half Life, Halo i wszystkiego, co nastąpiło później.

Seria misji

Kampania została podzielona na 14 samodzielnych misji. Podzielone są przez menu z celami i podobne rzeczy, co po raz kolejny przypomina stare czasy. Do tego taki zabieg ułatwia zapodanie róznordonych miejscówek. No bo skoro fabuła jest kwiatkiem dokożucha, to można robić co sie twórcy podoba. Odwiedzamy między innymi wieżowce, nocne kluby, muzea, katakumby oraz śnieżne bazy. Dzięki temu twórcy mogą regularnie zmieniać scenerię i nie pozwalają, aby całość stała się monotonna. Co ważne, zadaniem gracza nie jest wyłącznie eliminowanie wszystkich przeciwników. Musimy hakować terminale, kraść tajne plany, uwalniać zakładników i wykonywać inne cele, jednocześnie radząc sobie z ochroną pilnującą poszczególnych obiektów.

To właśnie konstrukcja misji jest jednym z największych atutów Agent 64. Współczesne FPS-y często prowadzą nas od punktu A do B, oznaczając wszystkie najważniejsze miejsca na mapie. Tutaj otrzymujemy znacznie bardziej klasyczne podejście. Wchodzimy do lokacji, poznajemy główny cel, a następnie musimy znaleźć sposób na jego wykonanie. Nie oznacza to pełnej swobody charakterystycznej dla immersive simów, ale poszczególne poziomy mają więcej przestrzeni do eksplorowania, niż można byłoby oczekiwać po grze inspirowanej N64. Szczególnie interesujące jest zwiększanie zakresu misji wraz z poziomem trudności.

Wyzwania

Gra oferuje trzy poziomy: Agent, Special Agent oraz 64 Agent. Nie są to jednak zwykłe ustawienia zmieniające wyłącznie wytrzymałość przeciwników i zadawane przez nich obrażenia. Na wyższych poziomach trudności pojawiają się dodatkowe cele oraz bardziej otwarte fragmenty lokacji. W efekcie przejście tej samej misji na wyższym poziomie może oznaczać konieczność dokładniejszego poznania mapy i wykonania dodatkowych zadań. To bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ zachęca do powrotu do ukończonych wcześniej etapów. Jeśli mnie pamieć nie myli Time Spillter skorzystało z podobnego patentu i dopiero zaliczenie poziomu na najwyższym poziomie pozawala zobaczyć wszytko co stało przygotowane przez twórców. To fajne rozwiązanie.

Nestalgia

Sam model strzelania jest jednym z najbardziej nostalgicznych elementów całej produkcji. Agent 64 nie próbuje naśladować współczesnych shooterów, w których celowanie przez przyrządy optyczne, płynne animacje i realistyczny odrzut broni są podstawą doświadczenia. Tutaj wszystko jest znacznie bardziej bezpośrednie. Sterowanie ma przypominać klasyczne FPS-y z N64, a automatyczne wspomaganie celowania przywołuje skojarzenia przede wszystkim z GoldenEye 007 i Perfect Dark. Tego rodzaju rozwiązanie może początkowo wydawać się archaiczne, ale po chwili zaczyna mieć swój urok.

Ważne jest jednak, że Agent 64 nie ogranicza się do jednego modelu sterowania. Współczesne usprawnienia sprawiają, że gracz może cieszyć się charakterystycznym systemem celowania bez konieczności dosłownego odtwarzania wszystkich niedogodności sprzętu sprzed kilkudziesięciu lat. Dzięki temu produkcja przypomina klasyczny FPS, ale nie zachowuje się jak muzealny eksponat. To subtelna różnica, lecz właśnie ona decyduje o tym, że po pierwszych kilkunastu minutach można przestać traktować grę jako ciekawostkę i zacząć zwyczajnie dobrze się bawić.

Broń również została podporządkowana klasycznej formule. Nie znajdziemy tutaj setek modeli uzbrojenia ani skomplikowanego systemu modyfikowania wyposażenia. Najważniejsza jest odpowiednia znajomość arsenału i umiejętność dopasowania broni do sytuacji. Strzelanie ma być szybkie, brutalne i bezpośrednie, ale jednocześnie gra wymaga pewnej ostrożności. Wrogowie potrafią pojawiać się z kilku stron, dlatego bezmyślne wbiegnięcie w sam środek pomieszczenia często kończy się koniecznością powtarzania fragmentu misji.

Dodatki

Jedną z ciekawszych funkcji jest Paradox Mode. Po ukończeniu misji w określonych czasach i zaliczeniu dodatkowych wyzwań odblokowujemy ponad 70 modyfikatorów i cheatów. Możemy między innymi powiększyć głowy przeciwników, pozbawić ich broni poprzez ataki wręcz, spowolnić pociski albo całkowicie wyłączyć konieczność przeładowywania. To świetny ukłon w stronę epoki, w której sekrety i kody były częścią doświadczenia. Jednocześnie Paradox Mode daje produkcji dodatkową warstwę powtarzalności.

Jeszcze ciekawsze są Contracts, czyli zmodyfikowane wersje misji z innymi celami i zestawami modyfikatorów. Dzięki nim dobrze znane poziomy mogą otrzymać nowe życie. To właśnie takie rozwiązania sprawiają, że 14 misji nie musi oznaczać krótkiej przygody, którą ukończymy raz i odłożymy na półkę.

Grafa i dżwięk

Oprawa graficzna jest oczywiście jednym z najważniejszych elementów Agent 64. Twórcy bardzo świadomie wykorzystują estetykę N64, ale jednocześnie nie ograniczają się do prostego kopiowania dawnych modeli. Mamy charakterystycznie kanciaste postacie, niską szczegółowość otoczenia, tekstury przywołujące końcówkę lat 90. i efekty wizualne stylizowane na tamtą epokę. Całość może wyglądać wręcz zabawnie dla osoby przyzwyczajonej do współczesnych gier, ale po kilku minutach zaczyna działać magia nostalgii.

Ważnym elementem są również efekty przypominające obraz z telewizora CRT oraz estetykę kaset VHS. To drobne rozwiązania, ale bardzo dobrze uzupełniają całą koncepcję. Agent 64 nie próbuje udawać, że jest współczesną realistyczną produkcją. Wręcz przeciwnie, pokazuje swoje inspiracje z dumą.

Oprawa dźwiękowa również została podporządkowana szpiegowskiemu charakterowi gry. Muzyka i efekty dźwiękowe mają przywoływać atmosferę filmów sensacyjnych oraz konsolowych shooterów z lat 90. Nie ma tutaj próby stworzenia wielkiej, filmowej ścieżki dźwiękowej rodem z wysokobudżetowych produkcji. Zamiast tego otrzymujemy stylistyczną konsekwencję, która bardzo dobrze współgra z resztą gry.

Jest spoko

Agent 64: Spies Never Die nie próbuje być nowym Call of Duty i całe szczęście. To produkcja skierowana do osób, które tęsknią za czasami, gdy FPS był przede wszystkim grą o przechodzeniu świetnie zaprojektowanych poziomów, wykonywaniu celów i strzelaniu do przeciwników. Replicant D6 bardzo dobrze rozumie tę filozofię i stara sie nam zapodać dawkę nostalgii. Może nie wszystko wyszło tutaj idealnie, ale Agent 64 ma klimat i i serwuje nam staroszkolny konsolowy FPS sprzed epoki Halo.. I właśnie dlatego Agent 64: Spies Never Die jest jedną z ciekawszych propozycji dla miłośników retro-FPS-ów, jakie pojawiły się w ostatnim czasie.