Naprawdę ciężko być fanem Call of Duty. Ciężko, ponieważ każda kolejna odsłona, od kilku lat, niezmiennie, coraz to bardziej podnosi poprzeczkę fabularnej durnoty przy akompaniamencie moich branżowych kolegów, którzy widzą w tym „najlepszego COD od lat”. Tylko tym razem faktycznie MOŻE, ale to MOŻE będzie lepiej niż ostatnio. Nadal nie tak dobrze jak w 2019 roku, ale zdecydowanie lepiej niż w ciągu poprzednich kilku lat.

Kampania wygląda… spoko? Nawet bez soju jest całkiem ładniutka

Muszę przyznać na starcie, że kampanii MW4 daję nieco fory, bo byłem z żoną w Seulu i mam sentyment zarówno do tego miasta, jak i całej Korei Południowej. Dwutygodniowa wycieczka utwierdziła mnie w przekonaniu, że Polska jest naprawdę świetnym miejscem do życia i w życiu bym nie chciał zamieszkać w Azji, ale jako cel podróży? Why not. Gotuję bradzo dużo koreańskich dań, względnie propsuję ich motoryzację i niektóre filmy, ale od k-dram i k-popu trzymam się z dala. Ogólnie każdy po trzydziestce powinien trzymać się od nich z dala.

Absolutnie nie mogę promować spożywania, ale te zielone buteleczki w Korei kosztują tyle, co woda. Wchodzą tożsamo.

Przeszedłem jedną misję dodaną do zamkniętej bety i mogę powiedzieć, że jest nieźle. Plansza typu zimowość wyglądała naprawdę przyzwoicie, a sama struktura misji była dość zróżnicowana – od walk w okopach, przez krótki przejazd LAV i close combat z mechanikami zręcznościowymi, po wyreżyserowane sceny, w których to w ostatniej chwili (jak to w COD), uchodzisz z życiem. I tak ze 3 razy w ciągu pięciu minut. Klasa, o to chodzi w COD. Nie o quasi-otwartą mapkę, tylko eksplozje i patos.

Cieszę się, że do zamkniętej bety autorzy postanowili dodać tę jedną misję, ponieważ gołego multiplayera na 100% bym odpuścił. Po odrażającym BO7, fatalnym BO6 i żenującym MW3 mam tę serię w dużym poważaniu, ale być może to się zmieni wraz z MW4. ZOBACZYMY.

Mam jeden jedyny zarzut, który prawdopodobnie nigdy się nie zmieni, bo jest już z serią ładnych kilka lat. Być może takie są oczekiwania modern audience, może to designerzy usilnie starają się zrobić z tej gry kolejnego Quake, ale nie podobają mi się płyty pancerza. To mi się po prostu nie klei z fabularną kampanią i ogólnym klimatem strzelanki choć trochę, minimalnie, nawiązującej do realnego teatru wojny. Tyczy się to też wielkich jednostek, megaprzeciwników, którzy mają ogromny pancerz i są jak gąbka na pociski rodem z The Division. Zupełnie niepotrzebna rzecz z niezwykle irytującym dźwiękiem trafiania w pancerz, przypominającym kończącą się w magazynku amunicję.

Multiplayer jest taki, jak każdy poprzedni i każdy następny COD

Jestem na to za stary. Nie mam czasu. Nie mam ochoty. Nie ma omnimovement, ale dalej każda plansza jest lodowa, bo postacie robią kilkumetrowe wślizgi. Nadal można skakać jak małpka, nadal można się upocić. O jakimkolwiek spowolnieniu rozgrywki nie ma tutaj mowy i już wiem, że z czystej grzeczności, nie będę oceniał multi. Czy mogę polecić dla relaksu? Absolutnie nie – dla relaksu kup sobie odświeżone Black Ops 2 i ciesz się nieprzyzwoicie prostą, miłą i przystępną rozgrywką. Do grania w multi MW4 musisz zaopatrzyć się w antyperspirant w kulce, bo inaczej będzie mokro pod skrzydłem, gdy SBMM wejdzie na grubo.

Tutaj jeszcze wrzucało mnie na lobby low-level, gdzie można było coś tam ugrać, ale później… no nie no. Jedynie widzę jakąś drobną zmianę w tym, że częściej trafiałem na rodaków i ludzi z naszego regionu, więc być może gałka odpowiedzialna w SBMM za dobór graczy po IP została przekręcona do 11.

W E R D Y K T

Na kampanię czekam.

Na multiplayera nie.