Nintendo Switch żegna się powoli ze sceną — Switch 2 już zadomowił się na półkach, a pierwsza generacja hybrydy przechodzi do historii jako jedna z najlepiej sprzedających się konsol wszech czasów. To idealny moment, żeby zapytać: które exclusive’y Switcha faktycznie warto znać — a które sam Big N wolałby wymazać z pamięci?
Na naszym kanale jakiś czas temu wylądował 50-minutowy przegląd skonstruowany jak klasyczny iceberg: zaczynamy od tytułów, które kojarzy każdy posiadacz Switcha, a potem schodzimy coraz głębiej — przez gry imprezowe i logiczne, aż po kurioza, przy których Superman 64 nerwowo poprawia pelerynę.
Poniżej skrócona mapa iceberga — z linkami do naszych pełnych recenzji.
Poziom 1: Wierzchołek — te tytuły zna (prawie) każdy
Xenoblade Chronicles 2 – jedna z pierwszych gier autora na Switchu i… bolesne
odbicie. Powolny rozkręt fabuły i handheldowa rozdzielczość potrafiąca zjechać do poziomu, przy którym oczy proszą o litość. Na Switchu 2 gra dostaje drugie życie.

Astral Chain – Moim zdaniem jedna z najbardziej przereklamowanych gier na ten system. Oryginalny system walki dwoma postaciami? Tak. Prześliczna oprawa? Tak. Niestety, powtarzalność misji i 30 klatek robią swoje.
Bayonetta 3 – widać, że Switch tej gry nie udźwignął; na otwartych przestrzeniach potrafi wyglądać jak tytuł z PS2. Gdyby Platinum poczekało z premierą na Switcha 2, rozmawialibyśmy o najlepszym zwieńczeniu trylogii.
Bayonetta Origins: Cereza and the Lost Demon – pastelowa metroidvania, która okazała się bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Często na przecenach – grzech nie spróbować.
Metroid Dread – legenda, która powstawała latami i zebrała branżowe nagrody. Poczucie zaszczucia + powolny rozwój postaci = esencja gatunku.
Metroid Prime 4: Beyond – gra… za bardzo hejtowana. No po prostu żaden Hicior. Taka zwykła „okeja”. Za to system skanowania to relikt, który powinien
odejść razem z GameCube’em.
Poziom 2: Fabryka HAL Laboratory
Kirby and the Forgotten Land – nawet jeśli różowa kulka Was odrzuca, ten post-apo platformer 3D to kunszt. Mamy na blogu recenzje wersji na Switcha i edycji na Switcha 2 – obie entuzjastyczne.

Reszta różowego katalogu to loteria: Kirby Star Allies (bezpieczny, poprawny),
Kirby’s Dream Buffet (mini-Fall Guys o krótkiej żywotności), Kirby Fighters 2
(„Smash dla biednych”) i darmowe Super Kirby Clash (mobilka w przebraniu).
Za to dwa logiczne strzały HAL-u bronią się do dziś: BoxBoy! + BoxGirl! oraz
Part Time UFO – urocza zręcznościówka o foczce… znaczy UFO na pół etatu, z klimatem rodem z WarioWare.
Poziom 3: Pora ruszyć cztery litery
Ring Fit Adventure – fenomen sprzedażowy i wciąż najlepszy sposób, żeby konsola zmusiła Was do przysiadów. Nintendo Switch Sports — bezpieczny sequel Wii Sports. Fitness Boxing – cóż, autor użył słowa „abominacja” i podtrzymuje je z całego serca.
Poziom 4: Imprezówki i co-op
Clubhouse Games: 51 Worldwide Classics — brzmi niepozornie, a to jeden z najlepiejzrealizowanych multiplayerów kanapowych na systemie.
Snipperclips — wycinankividealne dla par.
WarioWare: Get It Together! i Move It! – szaleństwo w mikrodawkach.
Everybody 1-2-Switch! – zhejtowane mocniej, niż zasłużyło; za 50–60 zł na imprezie robi robotę.
Do tego dwa nieoczywiste diamenty:
Good Job! (demolowanie biura w majestacie fizyki) i The Stretchers od twórców Little Nightmares – chaotyczny co-op ratowników medycznych, someone który z każdą godziną przekonuje do siebie coraz bardziej. No i zagadka dekady: Marvel Ultimate Alliance 3, które do dziś pozostaje exclusive’em Switcha – kanapowy must-have.
Osobny akapit należy się Nintendo Labo — kartonowym zestawom, które wyprzedziły swoje czasy i umarły w ciszy. Fortepian, wędka, robot — pomysły były kochane; świat okazał się za mało kreatywny.

Poziom 5: Pobudzacze szarych komórek
Big Brain Academy: Brain vs. Brain – cichy król imprez z możliwością wyrównywania szans między dzieckiem a dorosłym.
Brain Age / Nintendo Switch Academy — w erze smartfonów robi mniejsze wrażenie, chyba że marzy Wam się sudoku bez reklam.
Poziom 6: Dno iceberga — kącik dla masochistów
Tu mieszkają legendy złego gamedevu: Vroom in the Night Sky (czarownica na
motocyklu próbująca odebrać Supermanowi 64 koronę najgorszej gry), Flip Wars
(reskin Bombermana, o którym zapomniał nawet Bomberman) i – co najsmutniejsze – Endless Ocean Luminous, gra wydana przez samo Nintendo, w której z chillowego nurkowania został głównie kiepski interfejs. Kolekcjonerzy, notujcie: niski nakład dziś to absurdalne ceny jutro.
Werdykt
Switch zostawia po sobie katalog, w którym perełki sąsiadują z kuriozami -dokładnie o tym jest nasz iceberg. Obejrzyjcie pełny materiał na kanale (50 minut konkretów, rankingów i jednej czarownicy na motorze), a potem dajcie znać w komentarzach: która gra z dna iceberga zaskoczyła Was najbardziej – i czego w zestawieniu brakuje? Oczywiście, poza Rhythm Heaven Groove, które zaliczyło ostatnio cichą premierę 😉
Przypominam o poprzednim filmie z cyklu oraz o tym, że czeka nas jeszcze zwieńczenie trylogii 😉

