Z natury jestem sceptykiem i cechuję się bardzo ograniczonym zaufaniem do innych ludzi, a pesymizm jest mi znacznie bliższy niż huraoptymizm. Dlatego, jeśli słyszę o czymś, co wydaje się zbyt dobre, by było prawdziwe, od razu odpala mi się tryb nieufności. Dlatego, gdyby odkryto coś w rodzaju teleportacji, na pewno bym nie chciał skorzystać z takiego urządzenia w obawie przed skutkami ubocznymi i całą masą potencjalnych problemów. Chyba właśnie z powodu mojego podejścia do ludzi i świata książka Kant Sp. z o.o. zrobiła na mnie takie wielkie wrażenie.

Kant Sp. z o.o. to powieść mistrza science fiction Philipa K. Dicka, która jest rozbudowaną wersją wcześniejszego tytułu autora z 1964 roku. Teraz opowieść o podróży na odległą planetę została wydana przez Rebis i jest kolejnym bardzo fajne wydanym tytułem autorstwa jednego z moich ulubionych pisarzy. Jeśli ktoś lubi zakręcone science fiction, gdzie znajdziemy i wielkie konspiracje, tripy po narkotykach i nakładające się na siebie rzeczywistości, to naprawdę warto sięgnąć po Kant Sp. z o.o.

Wielka wyprawa

Głównym bohaterem książki jest przedsiębiorca Rachmael ben Applebaum. Mężczyzna jest właścicielem firmy zajmującej się transportem ludzi w przestrzeni kosmicznej. Niestety jego biznes jest w strasznym stanie i praktycznie upadł, a on ma na głowie spłaty do wierzycieli. Wszystko przez to, że korporacji Szlaki Hoffmana udało się wynaleźć i wprowadzić w życie teleportację. Przez to podróż odbywająca się normalnie przez lata teraz zajmuje jedynie minuty. Docelowym punktem wypraw jest nowa kolonia znana jako Paszcza Wieloryba. Miejsce to jest podobno nowym rajem i wszyscy, którzy się tam udają się niezwykle szczęśliwi i nie chcą opuścić tego miejsca. A przynajmniej taka jest oficjalna wersja, która karmi się ludzi na Ziemi. Nikt bowiem nie powrócił z Paszczy, bo podobno teleportacja w drugą stronę nie działa i dla wszystkich chętnych jest to podróż w jedną stronę.

Rachmael wpada na pomysł wyruszenia swoim ostatnim statkiem w 18 letnią porodź do Paszczy Wieloryba, by zobaczyć to miejsce na własne oczy i zabrać lub jak kto wili uratować osoby niezadowolone z tego miejsca. Jest to pomysł na nowy biznes firmy, a także okazja, by sprawić kłopoty korporacji, która zrujnowała jego firmę. Szybko okazuje się, że ten plan ma bardzo wielu przeciwników i zdaje się, że nikt nie chce, by ludzie poznali prawdę na temat kolonii. Jaki sekret może skrywać to miejsce i czy Rachmael dojdzie do prawdy?

Narkotyki

Kant Sp. z o.o. to kolejny świetny pomysł na fabułę, który w stylu Dicka zostaje obrócony do góry nogami i doprawiony jakimiś mocnymi narkotykami. Całość zaczyna się dosyć dziwna informacjami o przekazach szczurów do głowy głównego bohatera, lecz w miarę szybko wchodzi w klimat thrillera science fiction, gdzie istnieje podejrzenie zmasowanej akcji kolonizacji odległej planety, która w rzeczywistości jest eksterminacją populacji przeludnionej Ziemi. Za wszystkim stoją Niemcy, które wykorzystały zjednoczenie i dostęp do nowych technologii do dominacji na świecie i są jedynym supermocarstwem, a na dokładkę ręcznie sterują działaniami ONZ. Rachmael ben Applebaum i wspierający go agenci Kosmicznej Agencji Nasłuchu Transgalaktycznego, próbują rozgryźć sprawę i udowodnić fałsz promowany przez niemiecką propagandę. Mamy sceny rodem z filmów szpiegowskich, gdzie dochodzi do potajemnych wymian, akcji różnych wywiadów i tak dalej. W kulminującym momencie wszystko się wysypuje. Główny bohater zostaje trafiony strzałką z LSD i zaczyna mieć halucynacje.

Pojawiają się para rzeczywistości i wszystko po prostu sypie się bohaterowi w rękach. Jakby tego było mało jako czytelnik też będziemy zagubieni i niby pod wpływem jakiejś mocnej substancji, bo całość nie ma ładu i składu. A przynajmniej tak może się wydawać podczas czytania kolejnych rozdziałów książki, aż do samego finału. Tam czeka na nas potencjalne wyjaśnienie kilku kwestii, ale dużo pytań i niejasności pozostaje jak to u Dicka.

Nie dla nowicjuszy

Muszę przyznać, że Kant Sp. z o.o. nie jest jakimś absolutnym klasykiem Philipa K. Dicka. To raczej pomniejszy tytuł, który dla wielu może być bardzo trudny w odbiorze i po prostu dziwny. Wynika to z tego, że nowe elementy tej wersji historii, powiązane z narkotykowym tripem, który nie bardzo pasuje do reszty powieści. Mamy sytuacje, gdzie do jakiejś nowelki wrzucono w sam środek trochę zakręconych rozdziałów i potem nagle wrócono do oryginału. Dla wielu osób to będzie spora przeszkoda w czytaniu. Zwłaszcza że sama fabuła była intrygująca do momentu, gdy staje się praktycznie niezrozumiała. Przez to osoby niezbyt przyzwyczajone do stylu Dicka mogą odejść do tej pozycji mocno zniechęcone, gdzieś w okolicy połowy książki.

Przyznam jednak, że moje doświadczenia były trochę inne, bo lubię te dziwne momenty w twórczości Dicka, które są chyba efektem jego niecodziennych doświadczeń i substancji, z jakimi miał kontakt. W końcu mowa o pisarzu, który myślał, że przeniósł się w czasie do Starożytnego Rzymu. Trudno, aby jego pomysły były do końca normalne. Ja jednak jestem w stanie doszukać się w powieści Kant Sp. z o.o. szczypty sensu i ułożyć całość mniej więcej w głowie. Na ile jest to ogóle możliwe. Miałem sporo frajdy z czytania tej pozycji i uważam, że jest tutaj wiele ciekawych wątków i motywy, które są aktualne do dzisiaj i można, by je śmiało eksplorować. To spora zaleta tytułu, bo podczas czytania miałem trochę rozmyśleń na temat otaczającej nas rzeczywistości, korporacji, władz, organizacji międzynarodowych i tego czym karmią nas media.

Klasyk?

Kant Sp. z o.o. to naprawdę ciekawy, ale bardzo zakręcony i trudny tytuł. Sekcja z LSD jest po prostu zbyt odklejona dla większości czytelników i nie ma większego związku z resztą powieści, a na dokładkę wprowadza większe komplikacje w fabule, które są potencjalnie wyjaśnione dopiero na ostatnich stronach książki. Dlatego jest to raczej tytuł dla osób, które mają za pasem już kilka innych powieści Dicka i czują głód na więcej jego unikatowego stylu i pomysłów. Nowicjusze lepiej zrobią, jeśli wybiorą jakiś inny tytuł na początek przygody z tym mistrzem science fiction. Jednak jeśli ktoś jest już wkręcony w światy pisarza, to Kant Sp. z o.o. jest solidną opcją, chociaż tytułowi brakuje sporo do geniuszu najlepszych powieści PKD.