Extraction shootery i wszelkie gry tego typu to nie do końca moja para kaloszy. Sama idea jest ciekawa i spędziłem trochę czasu przy produkcjach tego typu. Jednak na dłuższą metę nie potrafi się zbytnio w nie wciągnąć. Chociaż przyznam, że Elden Ring Nightreign miało w sobie to coś co mnie zaintrygowało i wykazało potencjał połączenia elementów Extraction z Action RPG. Z tego powodu w oko wpadło mi Mistfall Hunter, które zdaje się stawiać właśnie na rozwiniecie tego typu patentów i stara się oferować mocne doświadczenie. Czy ten tytuł może spowodować powstanie nowego trendu na podobne produkcje?
Mistfall Hunter to debiutancka produkcja studia Bellring Games wydana przez Skystone Games, które ma w sowim katalogu dosyć ciekawe tytuły. Nowa produkcja trafiła na kompy i konsole. Jest także dostępna w ramach usługi Game Pass, co było całkiem sprytnym posunięciem, bo produkcje tego typu potrzebują sporo graczy by utrzymać się na powierzchni dłużej.
Walka!!
Historia Mistfall Hunter przenosi nas do mrocznej krainy, w której bogowie upadli, a tajemnicza Gyldenmist zaczęła pochłaniać świat. Mgła nie jest jedynie elementem dekoracyjnym. To śmiertelne zagrożenie, które ogranicza czas każdej wyprawy i zmusza gracza do podejmowania szybkich decyzji. Nasz bohater zostaje przywrócony do życia przez tajemniczą dziewczynę imieniem Dew i otrzymuje zadanie zdobywania Gyldenblood oraz naprawienia zniszczonej Sieci Losu. Fabuła pełni jednak przede wszystkim funkcję tła dla właściwej rozgrywki. Gra nie próbuje konkurować z dużymi RPG-ami pod względem rozbudowanej narracji, a większość uwagi skupia na samej wyprawie, walce, zdobywaniu przedmiotów i powrocie do bezpiecznej bazy. To świadoma decyzja, ponieważ w tego typu produkcji najważniejsze są emocje towarzyszące ryzykowaniu całego zebranego wyposażenia.

W kółko
Podstawowa pętla rozgrywki jest bardzo prosta. Przygotowujemy postać, wybieramy wyposażenie, wyruszamy na jedną z dostępnych map, zabijamy potwory, szukamy skrzyń i cennych przedmiotów, walczymy z innymi graczami, a następnie próbujemy znaleźć drogę ucieczki. Problem polega na tym, że im dłużej pozostajemy na mapie, tym więcej wartościowych rzeczy możemy znaleźć, ale jednocześnie zwiększamy ryzyko utraty całego łupu. Gyldenmist stopniowo ogranicza dostępny obszar, a na mapie pojawiają się kolejne zagrożenia. Najbardziej interesujące sytuacje wynikają właśnie z tego ryzyka. Możemy mieć już świetny zestaw przedmiotów i być o krok od ekstrakcji, ale jeden nieprzemyślany pojedynek może zakończyć całą wyprawę. Wtedy wszystkie zdobyte rzeczy przepadają, a frustracja bardzo szybko zmienia się w chęć kolejnej próby.
Soulslike
Tym, co najmocniej wyróżnia Mistfall Hunter, jest system walki. Produkcja korzysta z rozwiązań kojarzonych z Soulslike’ami, ale nie kopiuje ich bezpośrednio. Akcja obserwowana jest z perspektywy trzeciej osoby, a gracz ma dużą kontrolę nad ruchem bohatera. Uniki, odpowiednie ustawienie względem przeciwnika, zarządzanie wytrzymałością i wyprowadzanie kombinacji mają tutaj ogromne znaczenie. Walka jest wolniejsza niż w typowych grach akcji, ale jednocześnie nie jest ociężała. Każde starcie wymaga pewnego wyczucia, szczególnie gdy mierzymy się z większą grupą przeciwników lub innym graczem. Co ważne, produkcja nie posiada klasycznego systemu blokowania celu charakterystycznego dla wielu Soulslike’ów, przez co trzeba znacznie uważniej kontrolować kamerę i pozycję bohatera. Z jednej strony daje to większą swobodę, z drugiej może prowadzić do irytujących sytuacji, kiedy atakujemy przestrzeń obok przeciwnika. Jest to jeden z elementów, który wymaga przyzwyczajenia.

Dużą zaletą jest możliwość dopasowania postaci do własnego stylu gry. Mistfall Hunter oferuje kilka klas, między innymi wojownika, maga, łucznika oraz bardziej wyspecjalizowane archetypy. Każda z nich posiada własne umiejętności i sposób prowadzenia walki, ale twórcy nie zamknęli rozwoju w sztywnych ramach. Rozbudowane drzewka talentów pozwalają modyfikować bohatera, a wyposażenie można dodatkowo ulepszać za pomocą klejnotów posiadających różne właściwości. Dzięki temu dwie postacie należące do tej samej klasy mogą funkcjonować zupełnie inaczej. Jeden wojownik może być nastawiony na bezpośrednią walkę i dużą wytrzymałość, podczas gdy drugi może skupić się na mobilności oraz zadawaniu obrażeń w odpowiednim momencie.
Ciekawym rozwiązaniem jest również możliwość zmiany stylu walki w trakcie starcia. Gra nie zmusza nas do pozostawania przez całą wyprawę przy jednym schemacie działania. Odpowiednie wykorzystanie aktywnych umiejętności i wyposażenia pozwala reagować na sytuację na polu bitwy. Ma to szczególne znaczenie podczas potyczek PvP, gdzie przeciwnik nie zachowuje się według zaprogramowanego schematu. Walka z innym graczem wymaga obserwowania jego ruchów, przewidywania zamiarów oraz wykorzystywania momentów, w których odsłania się na kontratak. Właśnie tutaj Mistfall Hunter pokazuje swoje najbardziej interesujące oblicze, ponieważ mechaniki Soulslike zaczynają współpracować z charakterystycznym dla extraction games napięciem.
Multi i solo
PvPvE jest zresztą jednym z fundamentów całej produkcji. Na mapach znajdują się zarówno potwory, jak i inni łowcy. Nie zawsze opłaca się walczyć z każdym napotkanym przeciwnikiem. Czasami znacznie rozsądniejszym rozwiązaniem jest ominięcie grupy wrogów, pozostanie w cieniu i poczekanie na odpowiedni moment. Innym razem możemy wykorzystać walkę dwóch innych drużyn, aby zaatakować zwycięzców, kiedy będą osłabieni. Tego rodzaju sytuacje tworzą naturalne historie, których nie da się zaplanować z góry. Każda wyprawa może wyglądać zupełnie inaczej, nawet jeśli odwiedzamy tę samą mapę.

Jednocześnie gra pozwala wyruszać samotnie albo w trzyosobowej drużynie. Kooperacja zmienia charakter rozgrywki. Wspólne pokonywanie potężnych potworów jest znacznie łatwiejsze, ale jednocześnie pojawia się konieczność dzielenia się łupami i odpowiedniego reagowania na ataki innych drużyn. Solo otrzymujemy natomiast bardziej bezpośrednie doświadczenie, w którym każda decyzja ma większą wagę. Właśnie dlatego możliwość gry w różnych konfiguracjach jest jednym z mocniejszych elementów produkcji.
Dark fantasy
Projekt świata jest przyjemnie mroczny. Mistfall Hunter wykorzystuje klasyczne motywy dark fantasy – opuszczone osady, zniszczone fortyfikacje, skażone lasy, ruiny dawnych cywilizacji i potwory, które wyglądają tak, jakby zostały wyjęte z koszmarnego świata po apokalipsie. Gyldenmist nadaje wszystkim lokacjom charakterystyczny wygląd, a ograniczona widoczność dodatkowo wzmacnia poczucie zagrożenia. Nie jest to jednak produkcja nastawiona na spokojną eksplorację w stylu Elden Ring. Mapy są przede wszystkim arenami, na których odbywają się polowania, potyczki i poszukiwanie łupów. To ważne rozróżnienie, ponieważ Mistfall Hunter znacznie bardziej przypomina rozbudowaną arenę extraction niż klasycznego otwartego RPG.
Na pochwałę zasługuje również oprawa dźwiękowa. Odgłosy walki są odpowiednio ciężkie, a uderzenia broni posiadają wyraźny impakt. Muzyka nie próbuje dominować nad akcją, lecz buduje atmosferę ponurego świata. Szczególnie dobrze wypadają momenty, w których przez dłuższy czas nie spotykamy innych graczy. Cisza zostaje wtedy przerwana pojedynczymi odgłosami otoczenia, przez co zaczynamy zastanawiać się, czy gdzieś w pobliżu nie znajduje się przeciwnik. W extraction game takie budowanie napięcia jest niezwykle ważne.

Mogło być lepiej
Nie wszystko jednak działa równie dobrze. Jednym z największych problemów jest interfejs. Liczba systemów, przedmiotów, talentów i modyfikatorów sprawia, że pierwsze godziny mogą być niepotrzebnie chaotyczne. Zamiast szybko zrozumieć podstawowe zasady, gracz musi przebrnąć przez dużą liczbę informacji. Krytyka dotyczy również niektórych animacji i hitboxów. W bezpośrednim starciu z przeciwnikiem nawet niewielka niedokładność może mieć ogromne znaczenie, dlatego mechanika walki nie zawsze dorównuje najlepszym produkcjom FromSoftware. Recenzenci zwracali również uwagę na ograniczoną różnorodność map oraz fakt, że gra potrzebuje większej liczby pomysłów, aby na dłuższą metę utrzymać zainteresowanie.

Pewnym problemem pozostaje także charakter samego gatunku. Utrata całego zdobytego wyposażenia po śmierci potrafi być bardzo bolesna, szczególnie kiedy przegrywamy nie z powodu własnego błędu, lecz w wyniku nieudanego spotkania z inną drużyną. Z jednej strony właśnie takie sytuacje tworzą emocje, dla których ludzie grają w extraction games, z drugiej mogą skutecznie zniechęcić osoby, które nie lubią ryzyka. Mistfall Hunter nie próbuje tego problemu całkowicie rozwiązać. To gra, w której sukces smakuje dobrze przede wszystkim dlatego, że porażka naprawdę boli.
Sezony i przyszłość
Warto również wspomnieć o modelu rozwoju gry. Bellring Games zapowiedziało sezonową strukturę, w ramach której świat ma być rozszerzany o nowe klasy, lokacje, przedmioty i aktywności. Po premierze zapowiedziano między innymi nowe wyzwania endgame, tryb solo dla części aktywności, wydarzenia oraz kolejne elementy rozgrywki. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ podstawowy model zabawy jest bardzo mocny, ale potrzebuje stałego dopływu nowej zawartości. Gra już niedługo po premierze przekroczyła milion graczy, a twórcy przedstawili dalszy plan rozwoju, co sugeruje, że Mistfall Hunter ma być projektem rozwijanym długoterminowo.

Jest potencjał
Mistfall Hunter jest więc interesującym eksperymentem, który nie zawsze osiąga poziom swoich inspiracji, ale zdecydowanie ma własny charakter. Największą siłą produkcji jest połączenie wymagającej walki Soulslike z emocjami wynikającymi z extraction PvPvE. Rozgrywka jest tutaj solidna i tytuł ma potencjał. Zwłaszcza jeśli będzie odpowiednio rozwijany przez twórców i szybko będą aktualizować i rozbudowywać swoją ofertę. Wtedy może wyjść z tego coś naprawdę przyjemnego. Nie jest to może jakiś megahit, ale bardzo przyzwoita cena sprawia, że może warto dać tej produkcji szansę? jeśli przypadnie nam do gustu to możemy przepaść na długie godziny.

