Przyjęło się, ze wakacje są swego rodzaju sezonem ogórkowym, jeśli chodzi o gry wideo. Wszystkie większe tytuły wychodzą na jesieni a lipiec, sierpień i często nawet też czerwiec to pustka, bo ludzie jadą na urlopy. Ten rok zdecydowanie przeczy tej tezie, bo wakacje są niezłym wysypem ciekawych pozycji. Niektóre z nich mają nawet potencjał do walki o miano jednej z najlepszych gier tego roku. Tak jest w przypadku Mortal Shell II, które mnie oczarowało i powaliło swoją jakością i rozmachem. Już na samym wstępie mogę napisać, że to tytuł, który warto sprawdzić, jeśli siedzi się w klimacie soulslike. Co takiego wyróżnia Mortal Shell II na tle konkurencji?

Mortal Shell II to sequel całkiem ciekawego soulslike z 2020 roku. Za grę odpowiada studio Cold Symmetry i jest to ich drugi tytuł,a zarazem produkcja, która utwierdza mnie w przekonaniu, ze warto mieć oko na tę ekipę. Gra jest dostępna na konsolach i PC. Ja grałem na Steam i mega wciągnąłem się w świat tej produkcji.

Jajonosz

Akcja Mortal Shell II rozgrywa się w świecie dark fantasy, który zdaje się być w stanie rozpadu i najelpsze czasy ma już dawno za sobą. Mamy tajemniczość i dziwne nazwy, które niewiele nam mówią i na samym początku możemy być nieźle zagubieni niczym w w pewnym innym cyklu w tym samym gatunku. Wcielamy się w Herolda, którego zadaniem jest odzyskanie skradzionych jaj Podmatki. Nasza postać przechodzi jakiś rytuał w klimacie Midsommar dla żywych trupów, w wyniku którego giną wszyscy mieszkańcy wioski, a my zdobywamy skorupę, czyli ciało jakiegoś bohatera, który miał zanieść tajemnicze jajo Podmatce. Od tego momentu jesteśmy jej specjalnym człowiekiem i mamy na swoje usługi jej kult. Po drodze do zebrania jaj i oczyszczenia siata zbieramy skorupy czy jak to lepiej brzmi powłoki innych martwych herosów i siepiemy sporo potworów.

Nie jest to fantasy, w którym mamy piękne zamki, rycerzy w lśniących zbrojach i sympatycznych mieszkańców, którzy chętnie opowiedzą nam o problemach królestwa. Świat jest brudny, ponury i pełen groteskowych stworzeń. Świątynie dawnych bóstw, zakazane lasy, lodowe grobowce oraz kościane cytadele tworzą rzeczywistość, która wygląda tak, jakby ktoś wrzucił kilka koszmarów do jednego garnka, dokładnie wymieszał i nam zapodał. Mi pasuje ten klimat zwłaszcza, że grając czuć tę mieszankę wspomnianego dark fantasty, horroru i nawet komedii. Całość jest groteskowa i bardzo klimatyczna. Mnie taki typu świata i historii urzeka, więc w tej kwestii Mortal Shell II mnie bardzo zadowoliło. Mam trochę skojarzenia z rzeczami takimi jak E.Y.E.: Divine Cybermancy i Pathologic. Po części przez klimat i po części przez to takie lekkie uczucie eurojanku.

Elden Ringuś??

Mortal Shell II to gra typu soulslike. Podobnie jak w przypadku części pierwszej mamy do czynienia z tytułem mocno zainspirowanym tym, co udało się wykreować From Software. Gier tego typu jest na rynku sporo. Zwłaszcza mniejszych produkcji ocierających się o status indyka albo AA. Tutaj jednak mamy wyraźny postęp względem tego, czym była oryginalna gra. Najważniejszą zmianą względem pierwszej części jest skala. Mortal Shell II nie jest już małą grą próbującą wykorzystać popularność Soulsów. Twórcy przygotowali kompaktowy otwarty świat, który składa się z połączonych ze sobą obszarów. I słowo kompaktowy jest tutaj bardzo istotne, ponieważ Cold Symmetry nie poszło drogą ogromnej mapy wypełnionej przypadkowymi aktywnościami. Świat jest znacznie bardziej skoncentrowany. Mamy sporo odnóg, ukrytych przejść i miejsc, które warto odwiedzić, ale nie czujemy, że ktoś postanowił rozciągnąć mapę tylko po to, aby na minimapie było więcej pustego miejsca. To ważne, bo osobiście mam dosyć nudnych gier z wielkim, ale bezużytecznym otwartym światem. Od kilku miesięcy przebijam się przez Assain’s Creed: Shadows i tamta gra mnie męczy przez to właśnie, że mamy olbrzymią mapę, która jest barierą w normalnej grze i wszystko jest zrobione pod sztuczne wydłużanie czasu gry i rozmiar.

Nowe Mortal Shell robi coś sprytnego. Zamiast gigantycznej mapy dostajemy świat bardziej zwarty, nastawiony na eksplorację i nagradzający ciekawość. Zboczenie z głównej drogi często prowadzi do nowej broni, ulepszenia, sekretu albo jednego z Shells. To bardzo przyjemny model projektowania poziomów, ponieważ właściwie cały czas mamy wrażenie, że za kolejnym zakrętem może znajdować się coś interesującego. Sprawdza się to dobrze bo z jednej strony mamy większą mapę, ale nie przytłacza ani nie nudzi graczy.

Skorupy

Skorupy, powłoki czy tam Shells to mega ważny i unikatowy aspekt tej produkcji. W grze nie mamy bowiem typowego systemu klas czy specjalizacji wybieranych na początku zabawy. Nie decydujemy się na jedną opcję z ograniczoną ilością możliwości. Zamiast tego wszystko kręci się wokół tytułowych skorup. Shell nie jest zwykłą klasą postaci wybraną podczas tworzenia bohatera. Jego znalezienie samo w sobie staje się częścią eksploracji. Możemy więc wyruszyć w świat z określonym stylem walki, a po kilku godzinach znaleźć ciało, które całkowicie zmieni nasze podejście do przeciwników. Do tego dochodzi możliwość poznawania historii poszczególnych wojowników poprzez odkrywanie ich utraconych wspomnień. W Mortal Shell II znajdziemy osiem ciał poległych wojowników. Każde z nich oferuje inny zestaw możliwości i pozwala stworzyć zupełnie inny styl gry. Jedna postać będzie lepiej sprawdzała się w bezpośrednim starciu, inna będzie nastawiona na szybkość, jeszcze inna pozwoli korzystać z bardziej specyficznych umiejętności. Częścią zabawy jest odnajdywanie ciał, przez co rozbudowujemy nasze opcje, jeśli chodzi o styl gry i specjalne umiejętności. Wychodzi to fajnie i zachęca nie tylko do ekslporacji mapy, ale i eksperymentowania z Shellami.

Rewolucje

Największa rewolucja dotyczy jednak walki. Cold Symmetry zdecydowało się na bardzo kontrowersyjny ruch i usunęło pasek staminy. Dla osób przyzwyczajonych do Soulsów brzmi to niemal jak herezja. Przecież zarządzanie wytrzymałością jest jednym z fundamentów tego gatunku. Tymczasem tutaj można atakować, unikać i wykonywać kolejne akcje bez ciągłego zerkania na pasek staminy. Ten praktycznie nierozłączny element soulslike zostaje wywalony i nie zstępuje go jakiś inny system ograniczający ten element gameplayu. I ku mojemu zaskoczeniu działa to bardzo dobrze.

Walka staje się bardziej dynamiczna. Nie musimy po każdym ciosie odskakiwać i czekać, aż pasek odzyska kilka punktów. Możemy znacznie swobodniej łączyć ataki, uniki, kontrataki oraz umiejętności. . Jednocześnie przeciwnicy nadal potrafią bardzo szybko ukarać nas za głupią decyzję. To ważne, bo brak staminy nie oznacza, że Mortal Shell II nagle stało się banalne. Podobnie było z trybem ninja w Nioh 3, gdzie formuła souslike przesuwa się odrobinę w strone slashera,ale daje to ciekawy efekt i jak dla mnie nie wpływa negatywne na rozgrywkę. Bo nie jest tak, że walka nagle staje się banalna a cała przygoda to bułka z masłem i jakiś samograj.

Wręcz przeciwnie. Gra nadal wymaga obserwowania przeciwników i poznawania ich zachowania. Dużo satysfakcji daje przełamanie postawy przeciwnika i wykonanie egzekucji. System został rozbudowany w stosunku do pierwszej części i daje znacznie większe poczucie kontroli nad starciem. Trzeba się pilnować i bycie zbyt chciwym jest tutaj mocno karane. Starcia nadal są bardzo emocjonujące i wymagają skupienia i dobrego opanowania arsenału. Daje to naprawdę super efekt.

Do tego dochodzą bronie dystansowe. To kolejny element, który odróżnia sequel od pierwszej części. Mortal Shell II pozwala rozwijać zarówno uzbrojenie do walki wręcz, jak i broń dystansową, dzięki czemu możemy tworzyć bardziej zróżnicowane konfiguracje. W świecie gry znajdziemy łącznie szesnaście broni i broni pomocniczych, co daje sporo możliwości eksperymentowania.

I właśnie eksperymentowanie jest jednym z największych atutów całej produkcji. Możemy zmienić Shell, wypróbować inną broń, inaczej rozwijać wyposażenie i nagle okazuje się, że przeciwnik, który wcześniej był problemem, przestaje nim być. Oczywiście działa to także w drugą stronę. Czasami nowa konfiguracja wygląda świetnie na papierze, ale podczas walki okazuje się kompletnie niepasująca do naszego sposobu grania. A jest przy czym grzebać, bo mamy różne bronie przedmioty modyfikujące różne statystyki, specjalne skille, aktywne i pasywne przedmioty czy wspomniane już Shells. Przez to wszystko Mortal Shell II to taka mała rewolucja i ciekawy kierunek dla gier inspirowanych przez dorobek From Software.

Czarny koń

Muszę przyznać, że Mortal Shell II jest dla mnie mega zaskoczeniem. Nie spodziewałem się zbyt wiele po tym tytule i miała to być raczej porcja soulslike na zabicie apetytu na tego typu produkcje. Jednak wciągnąłem się mega w ten tytuł i w tym roku chyba tylko Nioh 3 trzymało mnie równie mocno. Wiem, że nie jest to gra dla każdego i zdaje sobie sprawę, że tej produkcji brakuje sporo do ideału. Jednak Mortal Shell II mnie po prostu urzekło i miałem tonę frajdy z eksploracji, odkrywania różnych sekretów gry, walki z potworami i po prostu łażenie po pokręconej krainie fantasy. Nie chcę na ten moment nic stwierdzać ze 100% pewnością, bo do końca roku zostało jeszcze trochę czasu i na rynku pojawią się ciekawe tytuły. Jednak na ten moment nowe Mortal Shell jest dla mnie jedna z najlepszych gier, w jakie grałem w tym roku i tytuł pewnie znajdzie się w mojej topce.To po prostu piekielnie dobry tytuł i must have dla wszystkich miłośników soulslike.