Są takie gry, które odpalasz i po kilku sekundach czujesz znajome ukłucie nostalgii, jakby ktoś otworzył stare pudełko z kasetami VHS i włączył zapomnianą bajkę z dzieciństwa. Scrollujące się ekrany, przeciwnicy wpadający z lewej i prawej strony, prosty cel: iść naprzód i lać wszystko, co się rusza. Kiedyś to był chleb powszedni salonów arcade i domowych konsol, dziś to raczej nisza, którą od czasu do czasu ktoś próbuje wskrzesić. Jedni robią to z sercem, inni z kalkulatorem w ręku, licząc na szybki zastrzyk nostalgii sprzedanej w ładnym opakowaniu. Gatunek beat ’em up przeżył już swoje wzloty i upadki, od złotej ery po niemal całkowite zapomnienie, aż w końcu wrócił w odświeżonej formie, często zmieszany z roguelite’ami, progresją i współczesnym podejściem do projektowania. I właśnie w tym miejscu na scenę wchodzi Absolum – gra, która próbuje udowodnić, że stare pomysły wciąż mogą działać, o ile ktoś naprawdę wie, co z nimi zrobić.

Za produkcję odpowiadają Dotemu, Guard Crush Games oraz Supamonks – trio, które już wcześniej pokazało, że potrafi przywracać życie klasycznym gatunkom. Widać to od pierwszych minut. Absolum nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. To gra, która świadomie stoi jedną nogą w przeszłości, a drugą w teraźniejszości, i robi to zaskakująco pewnie.
Akcja przenosi nas do świata Talamh, który – jak to zwykle bywa – jest w ruinie. Magiczna katastrofa wywróciła wszystko do góry nogami, a władzę przejął tyran znany jako Sun King Azra. Zakaz używania magii, prześladowania, opresyjny reżim – klasyczny zestaw fantasy, który jednak działa, bo stanowi tylko tło dla tego, co najważniejsze. A najważniejsze w Absolum jest to, co dzieje się, gdy zaczynamy naciskać przyciski.
Rozgrywka to miks klasycznego beat ’em upa z roguelite’owym loopem. Idziemy w prawo, bijemy przeciwników, zbieramy ulepszenia, umieramy, zaczynamy od nowa – i tak w kółko. Brzmi prosto, ale właśnie w tej prostocie tkwi siła gry. System walki jest niezwykle responsywny. Każde uderzenie ma wagę, każdy unik znaczenie, a dobrze wyczuty parry potrafi uratować skórę w sytuacji, która wydawała się beznadziejna.

To nie jest gra, która wybacza wszystko. Owszem, na początku pozwala się wdrożyć, ale z czasem zaczyna wymagać. Trzeba nauczyć się zachowań przeciwników, zrozumieć mechaniki i przestać wciskać przyciski na oślep. W przeciwnym razie bardzo szybko zobaczymy ekran porażki.
Każda postać oferuje inny styl gry. Jedni są wolniejsi, ale potężniejsi, inni stawiają na mobilność i szybkie kombinacje. Różnice są wyraźne i faktycznie wpływają na to, jak podchodzimy do kolejnych starć. To ważne, bo dzięki temu gra nie nudzi się po kilku podejściach.
Roguelite’owy aspekt działa tu wyjątkowo dobrze. Każdy run jest inny, bo zmieniają się ulepszenia, przeciwnicy i dostępne ścieżki. Jednocześnie gra daje poczucie progresji – nawet po porażce coś odblokowujemy, czegoś się uczymy. To klasyczny mechanizm „jeszcze jednej próby”, który działa tu bez zarzutu.
Ciekawym rozwiązaniem jest konstrukcja mapy. Nie mamy tu całkowicie losowego chaosu, tylko bardziej kontrolowaną strukturę, gdzie możemy wybierać kierunek dalszej drogi. To drobna rzecz, ale sprawia, że gra wydaje się bardziej przemyślana i mniej przypadkowa.
Na PlayStation 5 Absolum działa bardzo dobrze. Płynność animacji, szybkie ładowanie i brak technicznych problemów sprawiają, że nic nie wybija z rytmu. Do tego dochodzi wykorzystanie możliwości pada – uderzenia „czujemy” w dłoniach, co tylko zwiększa satysfakcję z walki.
Jednym z największych atutów gry jest jej oprawa graficzna. Styl przypomina ręcznie rysowaną animację i wygląda fenomenalnie. Postacie są pełne charakteru, przeciwnicy różnorodni, a lokacje mają swój klimat. To jedna z tych gier, na które po prostu dobrze się patrzy.
Ścieżka dźwiękowa również daje radę. Muzyka dobrze podkreśla tempo rozgrywki, a efekty dźwiękowe wzmacniają wrażenie „mięsistości” walki. To nie jest soundtrack, który będziemy nucić po tygodniu, ale w trakcie gry spełnia swoją rolę bardzo dobrze.

Nie wszystko jednak działa idealnie. Początek gry może sprawiać wrażenie nieco powolnego. Dopiero po kilku godzinach Absolum zaczyna pokazywać pełnię swoich możliwości. To może zniechęcić część graczy, którzy oczekują natychmiastowego efektu wow.
Pojawia się też problem powtarzalności. Mimo losowości i różnych buildów, pewne schematy zaczynają się powtarzać. To nie jest poziom nudy, który zabija grę, ale momentami można poczuć lekkie zmęczenie materiału.
Balans trudności również bywa nierówny. Niektóre fragmenty są wyraźnie trudniejsze od innych, co może frustrować. Na szczęście gra oferuje opcje ułatwień, więc można dostosować doświadczenie do własnych potrzeb.
Mimo tych niedociągnięć Absolum ma w sobie coś, co sprawia, że chce się do niej wracać. To gra, która rozumie, czym był beat ’em up, i wie, jak przenieść go do współczesności bez utraty tożsamości. Nie próbuje być czymś więcej, niż jest – i właśnie dlatego działa.
Kooperacja to kolejny element, który zasługuje na uwagę. Gra z drugą osobą zmienia wszystko. Chaos walki nabiera nowego wymiaru, a wspólne pokonywanie przeciwników daje masę satysfakcji. To jeden z tych tytułów, które najlepiej smakują w duecie.
Pod względem zawartości gra oferuje solidne kilkanaście godzin zabawy, ale jej prawdziwa siła tkwi w regrywalności. To nie jest tytuł na jedno przejście, tylko na wiele krótszych sesji, które składają się w większą całość.

Podsumowując, Absolum to bardzo udana próba połączenia klasyki z nowoczesnością. Nie jest to gra idealna – ma swoje problemy z tempem i powtarzalnością – ale nadrabia je świetnym systemem walki, piękną oprawą i dobrze zaprojektowaną strukturą rozgrywki.
To tytuł, który pokazuje, że beat ’em upy wciąż mają sens. Trzeba tylko podejść do nich z głową, zamiast traktować je jak relikt przeszłości. Absolum robi to dobrze – i dlatego warto dać mu szansę.

