Żyjemy w ciekawej epoce gier, które albo są prawie wiecznie żywe, albo umierają w ciągu tygodnia od swojej premiery. Przynajmniej takie można mieć wrażenie, patrząc na listy najpopularniejszych tytułów i zerkając na wtopy i informacje o zamykaniu różnych tytułów live service. Diablo IV zdaje się należeć do tej pierwszej kategorii, bo produkcja stworzona jako coś pomiędzy klasycznym hack and slash dla pojedynczego gracza a tytułem usługą wciąż jest żywa i dostaje nowe sezony. Jakby tego było mało, gra w trzy lata po swojej premierze dostaje drugie, obszerne rozszerzenie. Lord of Hatred  to finał przygody rozpoczętej wraz z pokonaniem Lilith i zakończeniem głównej kampanii gry. Czy naszemu bohaterowi uda się pokonać Mephisto?

Diablo IV: Lord of Hatred  to drugie rozszerzenie do czwartej odsłony cyklu o siepaniu demonów.  Nowa produkcja Blizzard  wprowadza do rozgrywki dodatkowe klasy postaci, nowy rejon do zwiedzenia i sporo bossów do ubicia przed konfrontacją z jednym z wielkiej trójcy zła. Tytuł dostępny jest na PC i konsole i wymaga podstawki do tego, by grać. Ja miałem okazję katować na Xbox Series X, bo właśnie na tym systemie grałem też w  Diablo IV i poprzednie DLC Vessel of Hatred.

Ostateczne starcie

Lord of Hatred podobnie jak wcześniejsze rozszerzenie Vessel of Hatred kontynuuje historię z końcówki czwartego Diablo. Udało się pokonać Lilith, ale cena tego sukcesu była olbrzymia. Jedna z naszych sojuszniczek – dziewczyna o imieniu Neyrelle, zdobyła kamień z duszą potężnego Mephisto. Próba uwięzienia  pana nienawiści się nie udaje i kończy on w ciele  proroka Akarata, który dawno temu był założył całe wyznanie i był ważną postacią w walce z siłami zła. Teraz Mepshisto wykorzystuje  ciało świętej postaci, by manipulować ludzkość i doprowadzić swój plan zagłady do finału. Neyrelle poległa w próbie powstrzymania demona, ale przed śmiercią udało się jej trafić na ślad proroctwa mogącego pokonać Mephisto. Dlatego nasza postać wraz ze swoim kompanem mędrcem o imieniu Lorath wyrusza na wyspy Skovos, by powstrzymać wroga raz na zawsze.

Fabuła Lord of Hatred jest bardzo solidna i ma mocny klimat. Nasza przygoda zaczyna się od mocnego momentu śmierci jednej z  głównych postaci w Diablo IV. Później ruszamy w pogoń za Mephisto, ale wykorzystuje on ciało proroka, by omamiać ludzi i uczynić z naszych postaci złoczyńców.  To sprawia, ze nasza misja jest utrudniona i w ciekawy sposób odchodzi od schematu znanego z tego cyklu.  Całość to fajne domknięcie Diablo IV, ale pozostaje miejsce na więcej historii z Sanktuarium.

Przypominajka

Tak na wypadek gdyby, ktoś nie miał pojęcia o Diablo IV, to napiszę kilka słów wporwadzenia, zanim przejdę do kwestii samego rozszerzenia gry.  Diablo IV to gra typu hack and slash, gdzie pokonujemy nieprzebrane ilości potworów i piekielnych armii. W trakcie naszej przygody zdobywamy punkty doświadczenia pozwalające na zdobywanie i ulepszanie umiejętności w drzewku zdolności postaci. Zbieramy także masę złomu, czyli borni, pancerzy i innych gadżetów, które oczywiście występują w różnych wariantach rzadkości. Zabawa polega wiec na ubijaniu wrogów, by być coraz silniejszym i mieć jeszcze lepszy ekwipunek.

Diablo od zawsze było tytułem, który świetnie sprawdzał się jako gra online. Dlatego chyba  nikt nie był specjalnie zaskoczony informacją, że  Diablo IV wpisze się w schemat gier jako usług. W związku z tym do tytułu trafiło trochę naleciałości podobnych gier i elementów przypominających MMO.

Po pierwsze akcja gry toczy się na gigantycznej mapie i możemy poruszać się po praktycznie całym świecie gry już od samego początku. Nieźle mnie zaskoczyło, to, że uzyskałem jednoczesny dostęp do questów z pierwszych trzech aktów gry zaraz po zakończeniu początkowej sekcji gry.

Duża mapa wiąże się z wprowadzeniem wierzchowców do zabawy. W czwartym akcie przygody dostajemy rumaka, który pozwala znacznie szybciej poruszać się po mapie świata. To ułatwia podróżowanie i wykonywanie zadań pobocznych, których jest tutaj cała masa. Od prostych questów, po dodatkowe lochy odblokowujące nowe umiejętności dla naszej klasy. W Diablo IV jest co robić.  Do tego jesteśmy nagradzani za praktycznie wszystko, więc mamy motywacje do odkrywania świata gry.

Ostatnią rzeczą jest masa losowych eventów stworzonych pod to, by pokonywać je z innymi graczami. Wszystko to powoduje, że łatwo się zatracić i zapomnieć o wykonywaniu głównego wątku fabularnego i ratowaniu Sanktuarium.

Tyle przypominajki na temat D4 chyba wystarczy do ogarnięcia co to za gra. Lord of Hatred  nie zmienia tego szkieletu, ale dodaje do rozgrywki więcej opcji, plus buduje  na różnych usprawnieniach i mechanizmach wprowadzanych wraz z kolejnymi sezonami gry. Diablo kręci się bowiem wokół tego, ze co sezon tworzymy nową postać i możemy katować w end game z różnymi nowymi mechanikami rozgrywki i systemami aktywnymi w danym okresie.  Ma to sprawić, że tytuł jest wiecznie żywym live service i trzeba przyznać, że wychodzi to całkiem dobrze i ostatnie aktualizacje i bajery zostały całkiem dobrze przyjęte przez ludzi.

Co tam mamy?

Pierwsze, na co warto zwrócić uwagę to dwie nowe klasy postaci, jakie pojawiają się w Lord of Hatred. Do walki o przyszłość Sanktuarium wkraczają  Paladyn oraz Warlock. Paladyn to oczywiście   powrót do korzeni serii, wyraźnie inspirowany jego inkarnacjami z dwójki. Klasa ta opiera się na świętej energii, defensywie i kontroli pola walki. W praktyce oznacza to styl gry skoncentrowany na balansie między atakiem a ochroną, z dużym naciskiem na aurę, wsparcie i stabilność. Paladyn jest klasą bardzo przystępną dla nowych graczy, ale jednocześnie oferuje głębię w budowaniu postaci.  Ja zdecydowałem się na sprawdzenie go w pierwszej kolejności, bo przeważnie lubię klasy tego typu. Mamy spory arsenał ataków,ale także rozbudowane zdolności obrony w tym możliwość leczenia się. Oczywiście spore drzewko daje masę kombinacji skilli.

Z kolei Warlock to zupełnie inna filozofia projektowa. Jest to klasa bardziej eksperymentalna, skupiona na mrocznych rytuałach, manipulacji energią i przywoływaniu istot. Warlock wprowadza bardziej taktyczny styl rozgrywki, który wymaga planowania i zarządzania zasobami. W przeciwieństwie do Paladyna, który jest stabilny i przewidywalny, Warlock jest dynamiczny i potencjalnie ryzykowny. Dodatkowo jego skille sa bardzo widowiskowe. Mamy fajne połączenie jakby blasku i jasności Paladyna i Morku związanego z Warlockiem.  To właśnie ta różnorodność sprawia, że dodatek znacząco poszerza spektrum stylów gry.

Obie klasy korzystają z nowego systemu rozwoju umiejętności, który stanowi jedną z najbardziej kontrowersyjnych, ale i najważniejszych zmian w dodatku. Drzewka umiejętności zostały całkowicie przebudowane. Zrezygnowano z wielu pasywnych bonusów na rzecz bardziej aktywnych i modyfikowalnych zdolności. skill tree stało się bardziej rozbudowane i oferuje większą elastyczność w budowaniu postaci. Zamiast prostych zwiększeń obrażeń, gracze mogą teraz zmieniać sposób działania umiejętności, często przekształcając je w zupełnie nowe zdolności. Wychodzi to fajnie w praniu, bo mamy znacznie więcej opcji i do tego więcej poziomów umiejętności. Aż jestem ciekaw, na jakie buildy wpadną eksperci od gry.

Buildy

 Wcześniej wiele buildów opierało się na optymalizacji statystyk i pasywów, teraz natomiast kluczowe staje się zrozumienie interakcji między umiejętnościami.

Zmiany te nie dotyczą wyłącznie nowych klas. Wszystkie istniejące postacie zostały dostosowane do nowego systemu, co oznacza, że cała gra została przebudowana pod kątem progresji. Wprowadzenie nowych wariantów umiejętności sprawia, że nawet dobrze znane klasy, jak barbarzyńca czy czarodziej, zyskują nowe możliwości.

Zmiany

Kolejnym kluczowym elementem dodatku jest przebudowa systemu łupów i craftingu. Wprowadzenie narzędzi takich jak Horadric Cube znacząco zmienia sposób zdobywania i ulepszania przedmiotów. Gracze zyskują większą kontrolę nad ekwipunkiem, co zmniejsza frustrację związaną z losowością. Jednocześnie pojawia się większa złożoność, która może być przytłaczająca dla mniej doświadczonych użytkowników.

Nowy system filtrów łupów dodatkowo usprawnia zarządzanie przedmiotami, co było jednym z najczęściej zgłaszanych problemów w podstawowej wersji gry. Dzięki temu gracze mogą skupić się na rozgrywce, zamiast tracić czas na przeglądanie setek niepotrzebnych itemów.

Endgame, czyli zawartość po ukończeniu kampanii, również przeszedł znaczącą transformację. Wprowadzono system War Plans, który nadaje strukturę dalszej rozgrywce i pozwala graczom wybierać ścieżki progresji. To rozwiązanie odpowiada na jeden z największych problemów Diablo IV – brak jasno określonych celów po osiągnięciu maksymalnego poziomu.

Dodatkowo zwiększono limit poziomów oraz rozszerzono poziomy trudności, co daje więcej miejsca na rozwój postaci i eksperymentowanie z buildami. Wprowadzenie aż 12 poziomów Torment sprawia, że gra staje się bardziej wymagająca i oferuje większe wyzwanie dla zaawansowanych graczy.

Wyspa marzeń

Nowy region, Skovos, to nie tylko kolejna mapa, ale pełnoprawna przestrzeń eksploracyjna z własną tożsamością. Lokacja ta wprowadza nowe typy przeciwników, bossów oraz wydarzeń, które wzbogacają świat gry. Co ważne, region ten jest integralną częścią fabuły, która domyka wątek Mephisto i nadaje całości bardziej epicki charakter. Miejscówki wyglądają naprawdę spoko i są też ciekawe ze względu na lore serii. W końcu wyspa, która odwiedzamy, jest kolebką cywilizacji w tym uniwersum i to tam Lilith i Inarius zapoczątkowali swój zaskakujący plan.  Dlatego ciekawe było zobaczyć różne lokacje powiązane z tym wszystkim.

Zabijaj demony i łów ryby

Jednym z ciekawszych dodatków jest także eksperymentalna mechanika łowienia ryb, która, choć nie jest centralnym elementem gry, pokazuje chęć rozszerzania doświadczenia poza standardowy schemat walki i lootowania. To drobny, ale znaczący sygnał, że gra zaczyna eksplorować nowe kierunki. No i Diablo IV dołącza do niekończącej się listy gier role playing z mechanika łowienia ryb.  Ciekawe który następny tytuł dołączy do tego sporego grona?

Udało się

Diablo IV: Lord of Hatred  to bardzo udane rozszerzenie na zasadzie więcej i lepiej. Mamy dwie nowe klasy, fajną nową lokację i sporo solidnego gameplayu. Do tego dorzucono sporo mniejszych i większych zmian, które sprawiają, że może być warto wrócić do tej produkcji. Ja bawiłem się naprawdę przednio i cieszy mnie, że Diablo ciągle się rozwija  i rozrasta.  Chętnie zobaczę jeszcze więcej Diablo IV lub może nawet jakiś sequel, bo seria nadal dowozi.

Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy wydawcy

Diablo IV: Lord of Hatred,

8.3

Fabuła

8.1/10

Gameplay

8.5/10

Klimat

8.4/10

Zalety

  • Dwie klasy i sporo zmian
  • Wciąga jak diabli
  • Bardzo fajna fabuła