Nigdy nie należałem do fanów musicali. To jeden z tych gatunków, który kompletnie do mnie nie trafia – zarówno w filmach, jak i w innych formach rozrywki. Wyśpiewywanie dialogów, przerywanie akcji piosenkami i teatralna forma narracji zwyczajnie nie są czymś, co mnie angażuje. Trudno mi też zrozumieć popularność tego typu produkcji, zwłaszcza w kontekście gier, gdzie tempo i interaktywność wydają się ważniejsze niż forma sceniczna. Mimo tego sceptycyzmu informacja o musicalowym RPG od Nippon Ichi wzbudziła moją ciekawość. Studio to ma na koncie wiele charakterystycznych i często bardzo udanych produkcji, szczególnie w gatunku SRPG. Ich gry często były dziwne, przerysowane i eksperymentalne, ale jednocześnie potrafiły zaoferować solidny gameplay i zapadający w pamięć klimat. Dlatego postanowiłem dać Etrange Overlord szansę. Liczyłem, że być może będzie to jeden z tych przypadków, gdzie nietypowy pomysł spotyka się z dobrą realizacją. Z drugiej strony istniało ryzyko, że będzie to kolejna niszowa produkcja, która ginie w tłumie i nie zostawia po sobie większego śladu. No i na koniec wyszło coś pomiędzy.

Absurdalny podbój piekła

Główną bohaterką gry jest Étrange von Rosenburg – arystokratka niesłusznie oskarżona o spisek i zamordowanie króla. Zostaje skazana na śmierć i stracona na gilotynie. Jak to często bywa w tego typu historiach, prawda jest zupełnie inna – za wszystkim stoi zazdrosna kuzynka, która manipuluje wydarzeniami. Po śmierci Étrange trafia do piekła, gdzie teoretycznie powinna spędzić resztę swojej egzystencji w cierpieniu. Jednak zamiast pogodzić się z losem, bohaterka podejmuje decyzję, która doskonale definiuje ton całej gry – postanawia podbić piekło i zostać jego władczynią.

To bardzo ciekawy punkt wyjścia, który wyróżnia grę na tle innych RPG-ów. Zamiast ratowania świata czy walki dobra ze złem dostajemy historię napędzaną ambicją, egoizmem i chęcią dominacji. Co więcej, bohaterka szybko przechodzi transformację – z ofiary niesprawiedliwości staje się bezwzględną liderką piekielnej armii.

Fabuła rozwija się w sposób dość chaotyczny i często absurdalny. Gra nie próbuje być poważna ani realistyczna. Zamiast tego stawia na humor, groteskę i przerysowanie. Wiele sytuacji wydaje się wręcz parodią klasycznych motywów fantasy.

Dodatkowym elementem jest sposób narracji – część historii przedstawiana jest w formie musicalu. W kluczowych momentach bohaterowie zaczynają śpiewać, a sceny przybierają formę teatralnych występów. To rozwiązanie nadaje grze unikalny charakter, ale jednocześnie może być trudne do zaakceptowania dla osób, które – tak jak ja – nie przepadają za tym stylem.

Schematy i klepanie

O ile fabuła jest ekstrawagancka i wyróżniająca się, o tyle gameplay stoi na zupełnie przeciwnym biegunie. Etrange Overlord oferuje bardzo prostą strukturę rozgrywki, która szybko ujawnia swoje ograniczenia. Niestety pomysłowosci twórców nie wystarczyło na całą grę.

Gra opiera się na systemie misji. Trafiamy na niewielkie, zamknięte areny, gdzie naszym zadaniem jest pokonanie przeciwników. Cele misji różnią się tylko powierzchownie – czasem eliminujemy fale wrogów, innym razem walczymy z bossem, chronimy sojuszników lub wykonujemy zadania poboczne, takie jak zbieranie przedmiotów czy kontrolowanie punktów.

W praktyce jednak większość zadań sprowadza się do jednego: walki z dużą liczbą przeciwników na ograniczonej przestrzeni. To sprawia, że gameplay bardzo szybko staje się monotonny.

System walki próbuje wprowadzić pewne urozmaicenia poprzez elementy takie jak poruszające się obiekty czy dynamiczne zmiany na polu bitwy, ale nie są one na tyle rozwinięte, by znacząco wpłynąć na głębię rozgrywki. W efekcie gra sprawia wrażenie niedopracowanej pod względem mechanik.

Z czasem pojawia się poczucie powtarzalności. Brakuje nowych pomysłów, które rozwijałyby system walki i zmuszały gracza do zmiany strategii. To jeden z głównych problemów gry. Początkowo jest ona angażująca, ale dość szybko traci impet.

System drużyny i rozwój postaci

W trakcie gry rekrutujemy różne postacie, które dołączają do naszej armii. To element, który mógłby znacząco wzbogacić rozgrywkę, ale niestety nie został w pełni wykorzystany.Choć bohaterowie różnią się między sobą, system rozwoju jest stosunkowo płytki. Możliwości personalizacji są ograniczone, a decyzje gracza nie mają dużego wpływu na styl gry. Mamy proste ulepszenia ataku na bazie surowców zebranych pdoszas zaliczania plansz lub wysyłania toważyszy do podobitych regionó. I to by było na tyle.

Chibi i nostalgia

Jednym z najmocniejszych punktów gry jest jej oprawa wizualna. Etrange Overlord wykorzystuje styl chibi, który nadaje postaciom charakterystyczny, lekko karykaturalny wygląd.Świat piekła przedstawiony jest w sposób kolorowy i niemal bajkowy. Zamiast mrocznych krajobrazów dostajemy feerię barw i humorystyczne projekty przeciwników. To podejście dobrze współgra z musicalową formą i ogólnym tonem gry.Całość przypomina stylistycznie nowsze odsłony serii Disgaea, ale jednocześnie ma w sobie coś z produkcji starszej generacji. Gra sprawia wrażenie tytułu, który mógłby powstać na PlayStation Vita lub nawet wcześniej.

Retro feeling działa na korzyść gry, szczególnie dla osób, które mają sentyment do starszych japońskich produkcji. Jednocześnie jednak podkreśla ograniczenia techniczne i budżetowe.

Muzyka

Warstwa audio to zdecydowanie jeden z najważniejszych elementów Etrange Overlord. Muzyka odgrywa tu kluczową rolę i jest integralną częścią doświadczenia.Sceny musicalowe tworzą wrażenie interaktywnego spektaklu. Piosenki pojawiają się w kluczowych momentach fabularnych i nadają im wyjątkowy charakter.Nie wszystkie utwory są równie udane, ale całość buduje spójny klimat. Nawet jeśli ktoś nie jest fanem musicali, trudno nie docenić konsekwencji i odwagi twórców. Przynajmniej tak mi siew dyaje. Nadal nie lubie musicali, ale jestem w stanie docenić to jak oryginalna dzięki nim stała się ta gra

Gra z innej epoki

Etrange Overlord to produkcja, która sprawia wrażenie reliktu z innej epoki. Grając w nią, można odnieść wrażenie powrotu do czasów PlayStation 2 lub PlayStation Vita czyli okresu, w którym powstawało wiele dziwnych, eksperymentalnych japońskich gier.

To tytuł, który nie próbuje konkurować z największymi produkcjami. Zamiast tego oferuje coś bardzo specyficznego i skierowanego do wąskiego grona odbiorców. Problem polega na tym, że współczesny rynek jest znacznie bardziej konkurencyjny. Gry indie często oferują podobny poziom eksperymentu, ale z lepszym wykonaniem. W takim kontekście Etrange Overlord ma trudności z wybiciem się.

Takie se

Największym problemem gry jest brak balansu między pomysłem a realizacją. Koncepcja jest bardzo ciekawa i wyróżniająca się, ale wykonanie nie zawsze dorównuje ambicjom. Gameplay jest zbyt prosty i szybko się nudzi. Fabuła, choć oryginalna, nie zawsze angażuje na dłużej. Jedynie oprawa audiowizualna utrzymuje wysoki poziom przez całą grę.

Może dla wybranych?

Etrange Overlord to gra, która ma wyraźną tożsamość i odwagę, by robić rzeczy inaczej. Niestety, nie zawsze idzie za tym odpowiednia jakość wykonania. To produkcja pełna kontrastów – kreatywna, ale niedopracowana w pewnych aspektach. Zdecydowanie oryginalna, ale powtarzalna gra, która miesza ciekawe i momentami nużące rzeczy. Ostatecznie jest to tytuł, który znajdzie swoich fanów, ale raczej nie zdobędzie szerokiego uznania. To jedna z tych pozycji, która za kilka lat pojawi się na listach oryginalnych perełek, które się przegapiło podczas tej generacji konsol. Szkoda troche bo wydaje mi się, że tytuł ociera się o jeszcze lepszy status, ale trochę zabrakło. Mimo to cieszę się, że miałem okazję zapoznać się z tak nietuzinkową produkcją.