Project Zero 2 to jeden z moich ulubionych survival horrorów. Lata temu tytuł naprawdę mnie oczarował i stawiam go naprawdę wysoko jeśli chodzi o straszaki. Przygoda dwóch sióstr w opuszczonej i zapomnianej wiosce miała magię i niezwykły klimat. To jedna z tych produkcji, które naprawdę mocno zapadają w pamięć i wywierają wrażenie na długie lata. Dlatego informacja o tym, że tytuł doczeka się nowej wersji na systemy obecnej generacji była dla mnie bardzo ciekawa. Czy nowy tytuł powali mnie na kolana i rozbudzi jeszcze bardziej moją miłość do serii o egzorcyzmach za pomocą aparatów fotograficznych? Może jak w przypadku Silent Hill 2 pojawi się naprawdę fajny tytuł i solidna gra, która jednak jest tylko średnią kalką genialnego oryginału? Jedno jest pewne. Nie mogłem przejść obok Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake obojętnie.

Już tytuł wskazuje na to, że Fabuła Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake to remake starszej produkcji. W typ wypadku mowa o grze debiutującej na PS2, która doczekała się Director’s Cut na Xboksa i remake na Wii. Mamy więc kolejną wersję kultowego tytułu uwielbianego przez wielu fanów horroru. Ja jak już wspomniałem, jestem fanem tej gry i ma ona naprawdę specjalne miejsce w moim sercu i uwielbiam atmosferę oryginału. Remake z Wii też bardzo przypadł mi do gustu i to jedna z moich ulubioncyh gier na ten system. Grałem na PlayStation 5, bo na tej konsoli mam większość straszaków, w tym nową wersję czwartej i piątej odsłony Fatal Frame/Project Zero.

Nawiedzona wioska

Fabuła Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake jest dosyć tajemnicza i może kojarzyć się z dziwnym snem. Nasza przygoda rozpoczyna się, obserwując główne bohaterki nad stawem. Gra jest historią sióstr Mio i Mayu. Dziewczyny są ze sobą niezwykle zżyte, jak przystało na bliźniaczki. Dlatego, gdy Mayu niczym w transie idzie tropem tajemniczego karmazynowego motyla, Mio podąża za nią bez zastanowienia. Dziewczyny gubią się w lesie i trafiają d tajemniczej wioski. Miejsce wydaje się opuszczone i zapomniane, do momentu, gdy zaczynają się pojawiać duchy. Szybko okazuje się, że wioska Minakami nie jest normalnym miejscem i dziewczyny nie trafiły tam przez przypadek.

Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake przedstawia tragiczne losy miejsca zawieszonego pomiędzy światem żywych a otchłanią i to dlaczego siostry trafiły do swego rodzaju koszmaru. Fabuła rozwija się powoli, niemal leniwie, ale to celowy zabieg. Gracz stopniowo odkrywa historię wioski poprzez znajdowane dokumenty, wspomnienia i interakcje z duchami. Przygoda prowadzi nas do jednego z kilku zakończeń, które zadecydują o losie sióstr, wioski Minakami i nie tylko.

Rodzina

Najciekawsze w tej historii jest to, jak bardzo skupia się ona na relacji między siostrami. Mio jest bardziej odpowiedzialna, silniejsza psychicznie, to ona pełni rolę opiekunki. Mayu z kolei jest delikatniejsza, bardziej podatna na wpływy i… to właśnie ona staje się kluczowym elementem całej opowieści. Już od pierwszych chwil w wiosce widać, że coś zaczyna się z nią dziać. Zaczyna słyszeć głosy, reagować na rzeczy, których Mio nie dostrzega, a jej zachowanie staje się coraz bardziej niepokojące. Mamy siostry, które są jak dwie krople wody i zawsze były ze sobą bardzo blisko. Nagle dzieje się coś dziwnego i poza koszmarem naokoło, relacja pomiędzy nimi się sypie. To sprawia, że całość jest bardziej przerażająca. W końcu nie ma chyba nic straszniejszego od tego, że ktoś nam bliski nagle staje się bardzo dziwny i zachowuje się w przerażający sposób.

Nie mamy do czynienia tylko z walką o przetrwanie, ale z historią, w której bohaterki są częścią czegoś znacznie większego. Duchy, które spotykamy, nie są przypadkowe – każdy z nich ma swoją historię, swoją tragedię i swój związek z rytuałem. Wiele z nich próbuje wpłynąć na Mayu, przekonać ją, że powinna wypełnić swoje przeznaczenie.

Remake podbija to wszystko jeszcze mocniej niż oryginał. Dodano nowe sceny, dodatkowe wątki i bardziej rozbudowane interakcje między bohaterkami. Mechanika trzymania się za ręce nie jest tylko ciekawostką – to narzędzie narracyjne. Gdy Mio prowadzi Mayu, czuć ciężar odpowiedzialności. Gdy Mayu znika, pojawia się autentyczny niepokój. Wychodzi to naprawdę dobrze.

Warto też zwrócić uwagę na to, jak remake rozbudowuje wątki poboczne. Dodano nowe historie, które pozwalają lepiej zrozumieć świat gry i jego mieszkańców. Mamy side questy i tego typu sprawy pozwalające lepiej poznać pewne drugoplanowe postacie. To fajny dodatek i coś, co mnie bardzo cieszy.

Z kamerą wśród duchów

Pod względem rozgrywki gra pozostaje wierna oryginałowi, ale wprowadza szereg usprawnień. Gra jest horrorem z perspektywy trzeciej osoby z elementami charakterystycznymi dla survival horrorów jak zagadki, Rozgrywka kreci się wokół eksploracji opuszczonej wioski, ucieczki przed najsilniejszymi upiorami i walki ze słabszymi duchami.

Powoli przemierzamy pomieszczenia siąknąć atmosferę. Mamy świadomość, że za rogiem coś się kryje, jesteśmy ciągle obserwowalni. Od czasu do czasu duchy dadzą o sobie znać, ale nie oznacza to zawsze ataku Camera Obscura, czyli aparat służący do walki z duchami, nadal jest centralnym elementem. To mechanika, która wyróżnia serię na tle innych horrorów. Zamiast uciekać, gracz musi podejść do zagrożenia i spojrzeć mu prosto w twarz. Dla mnie to jest naprawdę genialny patent i coś, co jest takim pomysłem za milion. Zwłaszcza w połączeniu z systemem Fatal Frame, gdzie największe obrażenia zadajemy duchom, wykonując fotografię w ostatniej chwili. Przez to osoby tak pazerne jak ja czekają, aż bestie dosłownie będą nas dotykać, zanim w ułamku sekundy pstrykną zdjęcie. To sprawia, że starcia potrafią być naprawdę emocjonujące i do tego przerażające.

Remake rozwija ten system, dodając nowe funkcje i możliwości. Walki są bardziej dynamiczne, ale nadal wymagają precyzji i wyczucia czasu. Duchy są bardziej agresywne, bardziej nieprzewidywalne i często pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach. Mam nawet trochę wrażenie, że Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake jest trochę przekombinowane i gra jest trudniejsza od oryginału i edycji z Wii. Duchy naprawdę potrafią napsuć krwi i pokonywanie ich nie jest tak łatwe. Twórcy chyba zdali sobie z tego sprawę, bo z tego co widziałem, już pojawiły się łatki zmieniające ten element gry.

Eskploracja

Eksploracja również została usprawniona. Kamera zza pleców bohaterki sprawia, że poruszanie się jest bardziej intuicyjne, ale jednocześnie gra nie traci swojego klaustrofobicznego charakteru. Wąskie korytarze, ciemne pomieszczenia i ograniczona widoczność nadal budują napięcie. Nasza postać porusza się stosunkowo wolno, jest niepewna siebie i przerażona. Dzięki temu klimat jest tutaj zupełnie inny niż w takim Resident Evil czy innych straszakach. Tutaj rzeczywiście gramy kimś, kto trafił do świata rodem z koszmarów i najchętniej by zabrał nogi za pas i nawiał. Jedyne co nas przed tym powstrzymuje to świadomość tego, że musimy pomóc siostrze. Dzięki temu fabuła bardzo dobrze łączy się z rozgrywką.

Znaczenie ma też tutaj atmosfera, która naprawdę podnosi wrażenia na wyższy poziom. Mamy to poczucie przebywanie w niewłaściwym miejscu niczym we śnie, co trzecia część cyklu świetnie wykorzystała w swojej fabule. Ciężki klimat gry i to, że jest to na wskroś japońska produkcja sprawiają, że Fatal Frame II robi wrażenie i zapada w pamięć na długo.

Moc klimatu

Oprawa audiowizualna to jeden z największych atutów remake’u. Wioska Minakami została odtworzona z ogromną dbałością o detale. Światło, cienie, tekstury – wszystko to tworzy niezwykle sugestywną atmosferę. W większości przypadków wszystko wyszło naprawdę dobrze. Chociaż przyznam się, że potrzebowałem chwili na przyzwyczajenie się do nowych twarzy bohaterek gry. Wiem też, że efekt grain był trochę kontrowersyjną kwestią i nie każdemu pasowała taka ziarnistość ekranu. Tutaj twórcy wybrali opcję łatki, która pozwala zmienić ten efekt w grze.

Dźwięk odgrywa równie ważną rolę. Każdy krok, każdy szept, każdy oddech buduje napięcie i sprawia, że gracz cały czas czuje się obserwowany. Muzyka i ambient są super. Voice acting też jest na poziomie i mamy angielskie lub japońskie głosy. Ja poeksperymentowałem z tym i z tym, ale na koniec wybrałem japoński dubbing.

Nie dla każdego

Mimo wielu zalet gra nie jest pozbawiona wad. Tempo może być dla niektórych zbyt wolne, a brak dynamicznych momentów akcji może zniechęcić osoby przyzwyczajone do bardziej intensywnych doświadczeń. To horror, który wymaga cierpliwości i skupienia. Może być trudno przestawić się na to, jeśli przywykło się do bardziej dynamicznych straszaków i takich nastawionych bardziej na akcję.

Nie każdemu przypadnie też do gustu sposób prowadzenia narracji. To historia, którą trzeba odkrywać samodzielnie. Do tego mamy klimat japońskich horrorów a one są dosyć specyficzne i często od fabuły ważniejsza jest atmosfera. Gra nie podaje wszystkiego na tacy, co dla jednych będzie zaletą, a dla innych wadą.

Jednak właśnie w tej surowości tkwi jej siła. FATAL FRAME II: Crimson Butterfly to gra, która nie próbuje być wszystkim dla wszystkich. To doświadczenie bardzo konkretne, bardzo spójne i bardzo świadome swoich założeń. Pewnie przez to seria nie przebiła się tak jak Resident Evil, Dead Space czy nawet coś takiego jak Silent Hill. Jednak to jest też mocną stroną tytułu, bo gwarantuje on niepowtarzalne doświadczenie.

Poezja

Jeśli ktoś szuka horroru, który straszy atmosferą i ma naprawdę mocny klimat, to Fatal Frame II: Crimson Butterfly Remake zasługuje na polecajkę. To także jeden z tych tytułów, które zostają z graczem na dłużej. Nie przez spektakularne sceny czy efektowne momenty, ale przez atmosferę, emocje i historię, która powoli wgryza się w świadomość. Przyznam, że nie do końca jestem obiektywny, bo jestem fanem tej gry od ponad 20 lat, ale mam wrażenie, że w Crimson Butterfly nadal tkwi olbrzymia moc. Do tego remake Crimson Butterfly to niezły przykład tego, jak powinno się odświeżać klasyki. Twórcy zachowali to, co najważniejsze, i rozwinęli to w sposób, który ma sens. To gra, która nie tylko przypomina o potędze japońskiego horroru, ale też pokazuje, że nawet po latach można opowiedzieć tę samą historię w nowy, świeży sposób. Ja trzymam kciuki za sukces gry i więcej Project Zero/Fatal Frame w najbliższych latach.