Seria Legacy of Kain przez lata uchodziła za jedno z najbardziej ambitnych narracyjnie uniwersów w historii gier wideo. Produkcje takie jak Blood Omen: Legacy of Kain czy Legacy of Kain: Defiance budowały skomplikowaną opowieść o przeznaczeniu, wolnej woli i tragicznych bohaterach uwikłanych w machinacje sił wykraczających poza ich kontrolę. Dlatego też każda nowa odsłona tej serii budzi ogromne emocje i oczekiwania. Niestety, Legacy of Kain: Ascendance to przykład tego, jak łatwo można zniszczyć coś wyjątkowego.
Zamiast odświeżyć legendarną serię, twórcy stworzyli jej karykaturę – coś, co przypomina oryginał tylko z daleka, ale przy bliższym kontakcie okazuje się jego groteskowym zniekształceniem.

Za produkcję odpowiada studio Bit Bot Media, które wcześniej zasłynęło komiksem The Dead Shall Rise. Już sam fakt, że nowa gra opiera się w dużej mierze na tym właśnie materiale, budził obawy fanów. Komiks nie cieszył się bowiem szczególnym uznaniem, a jego próba rozszerzenia kanonu serii była odbierana jako wymuszona i niepotrzebna. Ascendance idzie o krok dalej – nie tylko adaptuje jego elementy, ale czyni je fundamentem całej opowieści.
Akcja gry ponownie przenosi nas do Nosgoth, świata znanego z poprzednich części. Tym razem jednak historia przyjmuje formę dziwnego miksu prequela i alternatywnej interpretacji wydarzeń z całego cyklu. W teorii brzmi to jak interesujący pomysł, który mógłby pogłębić lore serii. W praktyce okazuje się katastrofą narracyjną.
Największym problemem fabuły jest wprowadzenie nowej postaci – Elaleth. To bohaterka, o której wcześniej nie było najmniejszej wzmianki, a która nagle okazuje się kluczowa dla całej historii. Jest siostrą Raziela, postaci niezwykle ważnej dla serii, i to właśnie jej losy mają rzekomo wpływać na wszystkie najważniejsze wydarzenia w uniwersum. Problem polega na tym, że wszystko to brzmi jak fanfiction napisane bez zrozumienia oryginału.

Elaleth została przedstawiona jako postać idealna – najpotężniejsza, najważniejsza i najbardziej wpływowa. Jej motywacje są proste, a charakter jednowymiarowy. Co gorsza, jej obecność wymusza zmiany w dotychczasowym kanonie, które podważają sens wielu wydarzeń znanych z wcześniejszych gier. To klasyczny przykład retconu, który zamiast wzbogacać historię, niszczy jej fundamenty.
Seria Legacy of Kain była znana z mistrzowskiego prowadzenia narracji, pełnej filozoficznych rozważań i moralnych dylematów. Ascendance sprowadza to wszystko do banalnej opowieści o zemście, pozbawionej subtelności i głębi. W efekcie zamiast epickiej sagi otrzymujemy chaotyczny zbiór wydarzeń, które nie mają większego sensu.
Jeszcze gorzej wypada sposób, w jaki gra próbuje wpleść nową historię w istniejące wydarzenia. Podróże w czasie, które wcześniej były jednym z najciekawszych elementów serii, tutaj stają się narzędziem do łatania dziur fabularnych. Wszystko sprowadza się do prostego zabiegu: „to Elaleth była za to odpowiedzialna”. Taka konstrukcja odbiera sens wcześniejszym historiom i sprawia, że cały cykl traci swoją spójność.
Niestety problemy fabularne to tylko jedna strona medalu. Równie rozczarowująco wypada sama rozgrywka. Ascendance to dwuwymiarowa platformówka akcji, wyraźnie inspirowana klasykami pokroju Castlevania. Problem w tym, że inspiracja zatrzymała się na poziomie powierzchownym.
Rozgrywka sprowadza się do schematu: idź w prawo, pokonuj przeciwników i od czasu do czasu wykonaj prosty skok. System walki jest skrajnie uproszczony – gracz ma do dyspozycji jeden podstawowy atak i możliwość parowania. Brakuje jakichkolwiek kombinacji, różnorodnych stylów walki czy głębszych mechanik. W efekcie starcia szybko stają się monotonne i pozbawione emocji.
Twórcy próbowali wprowadzić różnorodność poprzez możliwość grania różnymi postaciami, takimi jak Kain, Raziel czy Elaleth. Każda z nich posiada unikalne zdolności – Kain może zamieniać się w mgłę lub nietoperze, Elaleth potrafi szybować dzięki skrzydłom, a Raziel dysponuje swoimi charakterystycznymi formami. Niestety różnice te są czysto kosmetyczne i mają minimalny wpływ na rozgrywkę.
Eksploracja również nie oferuje niczego szczególnego. Poziomy są liniowe i pozbawione większych sekretów. Owszem, można znaleźć ukryte przedmioty czy skrzynie, ale nie zmienia to faktu, że całość sprawia wrażenie archaicznej i niedopracowanej. Gra przypomina produkcję sprzed kilku dekad, która przypadkowo trafiła na współczesne platformy.

Największym problemem jest jednak tempo i powtarzalność. Cała gra trwa zaledwie kilka godzin, ale już po pierwszych trzydziestu minutach zaczyna nużyć. Brakuje nowych pomysłów, mechanik czy wyzwań, które mogłyby utrzymać zainteresowanie gracza. W efekcie kolejne poziomy zlewają się w jedno, a jedyną motywacją do dalszej gry pozostaje chęć zobaczenia przerywników fabularnych.
Na tle tych wszystkich niedociągnięć pozytywnie wyróżnia się oprawa audiowizualna. Stylizowana na 8-bitową grafika prezentuje się naprawdę dobrze i oddaje klimat Nosgoth w zupełnie nowej formie. Lokacje są różnorodne, a animacje płynne i czytelne. To jeden z nielicznych elementów, który można uznać za udany.
Równie dobrze wypada warstwa dźwiękowa. Muzyka buduje odpowiedni nastrój, a dubbing stoi na wysokim poziomie. Szczególnie cieszy powrót aktorów znanych z poprzednich części, którzy ponownie wcielają się w swoje role. Choć słychać upływ czasu w ich głosach, nadal potrafią nadać postaciom charakteru i głębi.
Niestety nawet te elementy nie są w stanie uratować całości. Gra sprawia wrażenie projektu, który powstał bez zrozumienia tego, co uczyniło serię wyjątkową. Zamiast rozwijać jej dziedzictwo, próbuje je zastąpić czymś nowym – i robi to w sposób niezwykle nieudolny.

Legacy of Kain: Ascendance to także przykład szerszego problemu współczesnej branży. Coraz częściej kultowe marki trafiają w ręce twórców, którzy nie potrafią lub nie chcą zrozumieć ich istoty. Zamiast tworzyć coś nowego w ramach istniejącego uniwersum, próbują je przekształcić na własną modłę, często ignorując to, co było jego największą siłą.
Efekt jest zazwyczaj ten sam – rozczarowanie fanów i utrata tożsamości marki. Ascendance idealnie wpisuje się w ten schemat. To gra, która wykorzystuje znane IP, ale nie oferuje nic, co uzasadniałoby jej istnienie.
Najbardziej frustrujące jest jednak to, że potencjał był ogromny. Uniwersum Legacy of Kain wciąż ma wiele do zaoferowania, a odpowiednio poprowadzona historia mogłaby przyciągnąć zarówno starych fanów, jak i nowych graczy. Niestety zamiast tego otrzymaliśmy produkt, który bardziej szkodzi niż pomaga całej serii.
Podsumowując, Legacy of Kain: Ascendance to jedna z najbardziej rozczarowujących prób wskrzeszenia kultowej marki w ostatnich latach. Gra zawodzi niemal na każdym poziomie – od fabuły, przez rozgrywkę, aż po ogólną koncepcję. Jedynymi jasnymi punktami są oprawa audiowizualna i dubbing, ale to zdecydowanie za mało, by zrekompensować liczne wady.

To produkcja, która zamiast oddać hołd legendzie, staje się jej parodią. Jeśli ktoś szuka powrotu do świata Nosgoth, znacznie lepiej sięgnąć po starsze części serii. Ascendance natomiast najlepiej potraktować jako ciekawostkę – i możliwie szybko o niej zapomnieć.

