Czasem tak zwany timing to wszystko. Spotkanie danej osoby w odpowiednim momencie prowadzi do związku i wielkiej miłości. Pomoc w pracy i wykonanie czyjejś roboty w trudnej chwili czyni kogoś wołem i sprawia, że zawsze musi robić wszystko za innych. Odpowiedni lub nieodpowiedni moment może zadecydować o bardzo wielu rzeczach. Pierwszoosobowa strzelanka SiN to właśnie przykład takiej produkcji. Ambitny i pomysłowy tytuł w fajnym futurystycznym klimacie przepadł jak kamień w wodę. Produkcja miała pecha i pojawiła się na rynku kilkanaście dni przed premierą tytułu, który na zawsze zmienił produkcje FPS, czyli Half Life. Teraz atmosferyczna strzelanka dostaje szansę na drugie życie za sprawą nowej wersji, czyli SiN: Reloaded. Czy produkcja w końcu zostanie doceniona przez większą liczbę graczy?
SiN: Reloaded to remaster produkcji z 1998 roku z garstką bajerów i usprawnień. Jest to produkcja od Nightdive Studios, które w chwili obecnej można już spokojnie nazwać mistrzami tego typu odświeżeń. Dzięki nim tytuł z epoki dynamicznego rozwoju oprawy graficznej i silników ląduje na PC i konsolach w podrasowanej wersji. Ja grałem już wcześniej w oryginał w okolicach jego premiery i teraz fajnie było wrócić do przygody Blade’a na SteamDecku.

Korpo to zło!
Akcja gry rozgrywa się w futurystycznej wersji świata, gdzie korporacje okazują się nie być takie dobre i robią sporo złego, a ich właściciele to badguye. Normalnie prorocza wizja naszej rzeczywistości. Wcielamy się w pułkownika Johna R. Blade’a, pracującego jako konsultant do spraw bezpieczeństwa. Jego przeciwniczką jest Elexis Sinclaire, właścicielka korporacji SinTEK, która wykorzystuje zmieniający DNA narkotyk do realizacji swoich planów. Brzmi poważnie, ale SiN nigdy nie był produkcją, która traktowała swój scenariusz śmiertelnie serio. Mamy tutaj dystopijną przyszłość, mutanty, korporacyjne eksperymenty, przestępców, najemników i Elexis, która z premedytacją została wykreowana na jedną z najbardziej charakterystycznych femme fatale swojej epoki. Pamiętam, że za dzieciaka Elexis była właśnie swego rodzaju symbolem seksownych pań z gier i stawianą ją w jednym szeregu wraz z Larą. Dużo się w gierkach od tego czasu zmieniło, więc ciekawie jest zobaczyć powrót postaci tego typu.

Nasz heros to też postać trochę w starym stylu i dobrze oddaje ducha tamtych czasów, gdy Duke był wzorcem do naśladowania. Blade nie jest bohaterem, który przez pół kampanii zastanawia się nad sensem przemocy. Wchodzi, strzela, rzuca komentarzem i idzie dalej. Dialogi potrafią być przesadzone, fabuła często skręca w stronę komiksowego science fiction, a przeciwnicy wyglądają jak efekt spotkania laboratorium genetycznego z wyobraźnią twórców kina klasy B. Tyle że dzięki temu SiN Reloaded ma charakter. Nie próbuje być kolejnym ponurym wojennym FPSem ani udawać, że jego historia jest wielką tragedią ludzkości.
Strzelanka
Największe znaczenie ma oczywiście strzelanie i pod tym względem gra nadal potrafi dać sporo satysfakcji. Arsenał jest konkretny, różnorodny i dobrze wpisuje się w klasyczną filozofię strzelanin z tamtego okresu. Broń nie jest wyłącznie kolejnym numerem na pasku ekwipunku, ponieważ poszczególne narzędzia zagłady mają własne zastosowania. Możemy korzystać z pistoletów, karabinów, broni energetycznej czy bardziej efektownych zabawek, a przeciwnicy reagują na ostrzał w sposób, który nawet dzisiaj potrafi być przyjemny. Oryginalny SiN należał do produkcji wykorzystujących trafienia w konkretne części ciała oraz możliwość wytrącania przeciwnikom broni. Reloaded zachowuje te rozwiązania, przypominając, że pod względem mechaniki stara gra wcale nie była tak prymitywna, jak mogłoby się wydawać.
Największą różnicą w stosunku do wielu współczesnych boomer shooterów jest jednak konstrukcja poziomów. SiN nie chce być wyłącznie strzelnicą, w której idziemy przed siebie i eliminujemy kolejne fale przeciwników. W trakcie kampanii mamy możliwość korzystania z komputerów, kamer bezpieczeństwa, wind czy pojazdów. Możemy przejąć między innymi wózek widłowy, łódź patrolową czy helikopter. Takie fragmenty nie są może dzisiaj czymś niespotykanym, ale w 1998 roku pokazywały, że twórcy chcieli zbudować coś więcej niż serię zamkniętych aren.
Co ciekawe, gra pozwala również na pewną swobodę działania. Poszczególne decyzje mogą wpływać na przebieg wydarzeń, a konstrukcja poziomów daje możliwość wybierania różnych dróg. Nie jest to oczywiście rozbudowane RPG z dziesiątkami konsekwencji, ale sama świadomość, że nie wszystko musi wydarzyć się dokładnie tak samo, sprawia, że eksplorowanie lokacji nabiera większego znaczenia. SiN był pod tym względem produkcją ambitniejszą, niż sugerowała jego powierzchowność.

Upgrade
Nightdive nie ograniczyło się przy tym do wrzucenia starej gry do nowego silnika. SiN Reloaded otrzymał nowe tekstury i modele, poprawione mapy, współczesny interfejs oraz przebudowane sterowanie. Możemy grać w rozdzielczości sięgającej 4K przy 144 klatkach na sekundę, a oprawa została wzbogacona również o antyaliasing i ulepszone elementy ekranów oraz menu. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest możliwość przełączania się pomiędzy odświeżoną wersją a oryginalną oprawą SiN Gold. Dzięki temu można dokładnie zobaczyć, jak daleko poszły zmiany.
I tutaj trzeba pochwalić twórców za rozsądek. Remaster nie próbuje wymazać charakterystycznej stylistyki oryginału. Tekstury są wyraźniejsze, modele poprawione, obraz znacznie bardziej czytelny, ale nadal mamy wrażenie, że patrzymy na SiN, a nie na współczesną produkcję stylizowaną na klasyka. To bardzo ważne, bo przy remasterach łatwo przesadzić z poprawianiem rzeczy, które pierwotnie tworzyły charakter gry.
Pachnie kostnicą
Nie wszystko jednak zestarzało się równie dobrze. SiN Reloaded może momentami boleśnie przypominać, że mamy do czynienia z produkcją mającą niemal trzy dekady. Niektóre starcia są znacznie mniej efektowne niż współczesne odpowiedniki, przeciwnicy potrafią zachowywać się schematycznie, a konstrukcja poziomów nie zawsze prowadzi gracza za rękę. Dla mnie jest to jednak część uroku. W czasach, gdy wiele FPS-ów dokładnie pokazuje, gdzie mamy iść, co podnieść i kogo zastrzelić, pewna dawka staroszkolnej nieprzewidywalności działa wręcz odświeżająco.

Jest coś więcej
Dużym plusem jest również zawartość dodatkowa. W zestawie znalazło się Wages of SiN, czyli dodatkowa kampania, w której Blade mierzy się z kolejnym zagrożeniem i nowymi mutantami. Oznacza to, że nie dostajemy wyłącznie odświeżonej podstawowej gry, ale również rozszerzenie, które pozwala dłużej pobawić się mechaniką. Dodatek do gry był już dostępny w edycji Gold, ale i tak fajnie, zę go nie pominięto i potraktowano jako jakieś DLC na którym można dodatkowo zarobić. W tej kwestii Nightdive jest zawsze bardzo fair.
Spoczko
SiN Reloaded jest więc remasterem, który robi dokładnie to, czego oczekiwałbym od Nightdive. Nie próbuje na siłę modernizować klasyka do tego stopnia, żeby przestał nim być. Zamiast tego poprawia rzeczy, które rzeczywiście tego potrzebowały, zachowując przy tym staroszkolną konstrukcję, charakterystyczny humor, absurdalną fabułę i dynamiczne strzelanie. Oczywiście osoby wychowane na współczesnych FPS-ach mogą początkowo odbić się od archaicznych rozwiązań, ale właśnie one są częścią tego doświadczenia. SiN nie chce być drugim DOOMem, nie chce być Half-Life’em i nie potrzebuje udowadniać, że jest czymś więcej. To kawał historii gatunku, który po latach dostał drugą szansę. Dla mnie fajnie było wrócić do tego tytułu po latach i powspominać te trochę bardziej zakurzone pozycje FPP, których było na rynku sporo. Naszła mnie też ochota na jeszcze więcej odświeżeń od Nightdive bo dobrze im idzie i dobierają spoczko pozycje. Może takie Soldier of Fortune powinno być następne?

Dobry powrót
Najbardziej cieszy fakt, że po tylu latach nadal można zobaczyć, dlaczego SiN był interesującym przedstawicielem swojej epoki. Pod efektowną przemocą i kiczowatą otoczką kryje się FPS z ciekawą interaktywnością, nietypowymi rozwiązaniami, całkiem swobodnymi poziomami i dużą dawką osobowości. SiN Reloaded nie zmienia tej gry w arcydzieło współczesnego strzelania, ale nie o to chodziło. Mamy bardzo spoko staroszkolny shooter, który jest mięsisty i daje sporo frajdy ze strzelania i biegania po poziomach. Reloaded to bardzo udany projekt. Fajnie było powrócić do tej gry, ale mam wrażenie, że i młodsi gracze szukający czegoś retro będą się tutaj dobrze bawić. Zwłaszcza Ci, którym spodobały się wszelkiej maści boomershootery. No bo SiN to jedna z produkcji, do których te gry nawiązują.

