Przyznaję się bez bicia, że z wiekiem staję się coraz większym narzegraczem. Więcej rzeczy mnie drażni i wkurza i często skupiam się na negatywnych aspektach tego co się dzieje w branży gier wideo. Oczywiście jest sporo powodów takiego stanu rzeczy. W końcu w wielu kwestiach giereczkowo idzie w złą stronę. Jest jednak również cała masa pozytywnych informacji, świetnych gier i fajnych inicjatyw. Jedną z takich pozytywnych rzeczy jest ponowne życie dla mniejszych tytułów i to, że nieznane produkcje z Japonii w końcu docierają na Zachód. Przykładem tego naprawdę fajnego zjawiska jest kolekcja Tristia: Chronicles. Ciekawe tytuły, które przez wiele lat dostępne były po japoński teraz trafiają po angielsku na Nintendo Switch. Pora otwierać szampana!

Historia

Tristia to dosyć ciekawy przypadek raczej niszowej marki. Pierwsza odsłona tej serii, wydana w 2002 roku jako Tristia of the Deep-blue Sea, była dość nietypowym połączeniem symulatora rozwoju miasta, systemu tworzenia przedmiotów oraz visual novelowej opowieści. Fajny patent był znany w pewnych kręgach, ale większość osób mogła co najwyżej kojarzyć markę poprzez anime. Jeśli ktoś 20 lat temu interesował sie tematem to był to jeden z tytułów, które można było nawet kupić u nas w kraju na DVD. O grach niestety można było tylko pomarzyć, by nie miały nawet fanowskiego tłumaczenie.


Ponad dwie dekady później KOGADO STUDIO i wydawca Aksys Games przypomina o zapomnianej marce graczom z Zachodu za sprawą Tristia: Chronicles. Jest to zestaw zawierający dwie produkcje z serii, czyli Tristia: Legacy oraz Tristia: Restore. To zestawienie jest o tyle interesujące, że obie gry opowiadają właściwie o tym samym świecie i tej samej bohaterce, ale podchodzą do tematu odbudowy miasta z zupełnie innej strony.

Magiczne miasto

Tristia jest miastem, które niegdyś było prawdziwym klejnotem nadmorskiego handlu. Problemy zaczęły się wraz z atakami smoków, które doprowadziły do jego upadku. Dawne centrum gospodarcze podupadło, mieszkańcy stracili nadzieję, a kolejne budynki zaczęły przypominać raczej pozostałości po dawnej świetności niż elementy dobrze prosperującego miasta. W tym momencie do akcji wkracza Nanoca Flanka, młoda wynalazczyni i rzemieślniczka, której powierzono zadanie przywrócenia Tristii dawnego blasku. Nie dostajemy więc kolejnej historii o bohaterce, która ma uratować świat przed apokalipsą. Tym razem stawką jest coś znacznie bardziej przyziemnego, choć wcale nie mniej interesującego – odbudowa miasta poprzez wynalazki, handel i rozwój gospodarczy.

Legacy

I tutaj zaczyna się największa zaleta Legacy. Zamiast klasycznego RPG-a otrzymujemy produkcję, która momentami przypomina połączenie Atelier z symulatorem zarządzania miastem. Nanoca otrzymuje warsztat i musi wykorzystać swoje umiejętności, aby projektować nowe przedmioty. Następnie wynalazki trafiają do lokalnych sklepów, gdzie mogą być sprzedawane mieszkańcom. Jeżeli handel zaczyna działać, miasto rozwija się, pojawiają się kolejne sklepy, a Tristia stopniowo odzyskuje swoją pozycję.

Nie jest to jednak system, który pozwala nam dowolnie postawić miasto na nogi według własnej wizji. Właśnie tutaj widać wiek produkcji. Tristia: Legacy jest remasterem gry z 2002 roku i choć grafika została odświeżona, jej projekt rozgrywki pozostał mocno zakorzeniony w epoce, z której pochodzi. Mamy określony czas na wykonanie zadania, konkretne cele i kolejne etapy rozwoju, ale swoboda w podejmowaniu decyzji nie jest tak duża, jak można by oczekiwać po współczesnym city builderze. To bardziej zarządzanie procesem odbudowy niż rzeczywiste projektowanie miasta.

Najwięcej czasu spędzamy oczywiście w warsztacie Nanoki. To właśnie tutaj powstają kolejne wynalazki. Musimy zdobywać materiały, opracowywać receptury i eksperymentować z nowymi przedmiotami. Produkcja potrafi przy tym zaskoczyć elementem losowym, ponieważ niektóre procesy tworzenia mają określoną szansę powodzenia. Im bardziej skomplikowany przedmiot, tym większe ryzyko, że Nanoca zmarnuje materiały i czas. Każda kolejna próba zwiększa jednak prawdopodobieństwo sukcesu, więc system nie jest całkowicie bezlitosny.

Dla mnie jest to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów całej produkcji. Z jednej strony daje satysfakcję, gdy wreszcie uda się stworzyć trudny wynalazek. Z drugiej potrafi irytować, kiedy gra zabiera nam cenne materiały tylko dlatego, że kości postanowiły tym razem zrobić nam na złość. Jest to mechanika zdecydowanie bardziej typowa dla starszych japońskich symulatorów niż współczesnych produkcji, które coraz częściej próbują ograniczać przypadkowość i dawać graczowi większą kontrolę nad rozwojem.

Do tego dochodzi warstwa fabularna. Nanoca nie jest bezosobowym awatarem, a Tristia nie służy wyłącznie jako plansza dla systemów ekonomicznych. Poznajemy mieszkańców miasta, obserwujemy ich reakcje na zmiany i jesteśmy świadkami historii, która rozwija się wraz z naszymi postępami. Bohaterka ma własny charakter, a jej relacje z innymi postaciami nadają całemu przedsięwzięciu bardziej osobisty wymiar. W praktyce Legacy jest więc hybrydą symulatora i visual novel, gdzie kolejne wydarzenia fabularne przeplatają się z okresami intensywnej pracy nad wynalazkami.

Styl anime

I tutaj Tristia pokazuje swoje najbardziej japońskie oblicze. Mamy charakterystyczne projekty postaci autorstwa E-ji Komatsu, dużą liczbę dialogów oraz obsadę złożoną z bohaterów, których łatwo zapamiętać. Nanoca nie jest samotną geniuszką zamkniętą w warsztacie. Towarzyszą jej między innymi Stuka, Faury, Nene czy Reygurett, a każda z tych postaci wnosi do opowieści własną energię. Gra nie spieszy się z przedstawieniem ich charakterów, dlatego osoby oczekujące natychmiastowej akcji mogą początkowo uznać tempo za zbyt wolne. Jeżeli jednak lubimy japońskie gry nastawione na bohaterów, szybko można się do tego rytmu przyzwyczaić.

Restore

Tristia: Restore jest natomiast zupełnie inną propozycją. Nadal wcielamy się w Nanocę i nadal zajmujemy się tworzeniem przedmiotów potrzebnych do odbudowy miasta, ale całość została przekształcona w znacznie bardziej zręcznościową produkcję. Zamiast spokojnie zarządzać kolejnymi etapami rozwoju otrzymujemy serię zleceń, które trzeba realizować pod presją czasu. Musimy zdobywać materiały, dobierać odpowiednie wyposażenie i szybko przygotowywać zamówienia.

To interesujący eksperyment, ponieważ Restore pokazuje tę samą bohaterkę z zupełnie innej strony. Jeżeli Legacy jest strategicznym i narracyjnym sercem zestawu, Restore działa jak zręcznościowy spin-off. W warsztacie robi się znacznie bardziej nerwowo, a kolejne zamówienia wpadają jedno po drugim. Gra wykorzystuje minigry podczas zbierania materiałów i realizacji zadań, przez co trzeba nie tylko myśleć, ale również sprawnie reagować.

Nie każdemu przypadnie to do gustu, bo oba tytuły potrafią być momentami toporne. Szczególnie Legacy wyraźnie pokazuje, że mamy do czynienia z produkcją opartą na projekcie sprzed ponad dwudziestu lat. Interfejs i tempo rozgrywki nie zawsze są tak wygodne, jak przyzwyczaiły nas współczesne gry. Z drugiej strony właśnie ta archaiczność jest częścią uroku Tristii. To nie jest kolejny bezpieczny, współczesny farming sim, który bierze wszystkie popularne mechaniki i miesza je w jeden produkt. KOGADO stworzyło coś zdecydowanie bardziej specyficznego.

Odświeżona oprawa graficzna pomaga natomiast wejść w ten świat bez poczucia obcowania z muzealnym eksponatem. Remaster Legacy otrzymał nowe, bardziej szczegółowe grafiki oraz wyższą rozdzielczość, zachowując jednocześnie charakterystyczny styl projektów E-ji Komatsu. Dzięki temu postacie prezentują się bardzo dobrze, a samo miasto może stopniowo zmieniać swój wygląd wraz z naszymi postępami. Szczególnie przyjemne jest obserwowanie, jak miejsce początkowo niemal martwe zaczyna ponownie żyć.

Dwa w jednym

Tristia: Chronicles jest więc bardzo specyficznym zestawem. Nie jest to produkcja dla każdego i nawet osoby lubiące symulatory mogą potrzebować chwili, aby zaakceptować jej stare rozwiązania. Jednocześnie trudno odmówić jej charakteru. Legacy oferuje ciekawą mieszankę zarządzania, craftingu, ekonomii i japońskiej opowieści, natomiast Restore próbuje przełożyć ten sam pomysł na bardziej dynamiczną formę. Razem tworzą interesujący obraz tego, jak japońscy twórcy ponad dwie dekady temu podchodzili do gatunku symulatorów.

Najbardziej podoba mi się w tym wszystkim fakt, że Tristia nie próbuje naśladować Stardew Valley, Atelier czy współczesnych city builderów. Ona ma własną tożsamość i nawet jeśli niektóre rozwiązania są dzisiaj zwyczajnie niewygodne, trudno pomylić tę produkcję z czymkolwiek innym. Nanoca nie ratuje świata wielkim mieczem ani potężną magią. Próbuje naprawić miasto za pomocą pomysłów, warsztatu i odrobiny uporu. A odbudowywanie Tristii krok po kroku, obserwowanie pojawiających się sklepów i mieszkańców oraz odkrywanie kolejnych wynalazków daje satysfakcję zupełnie innego rodzaju niż typowa przygoda RPG. Tristia: Chronicles to powrót do bardzo konkretnej szkoły japońskiego projektowania gier, gdzie symulator, visual novel i mechaniki tworzenia przedmiotów mogły spokojnie funkcjonować obok siebie. Dla miłośników takich nietypowych japońskich produkcji jest to zdecydowanie ciekawa podróż w przeszłość, tym bardziej że zestaw pozwala poznać zarówno klasyczne Legacy, jak i znacznie bardziej eksperymentalne Restore.