Gry FPS mają zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę to, że większość producentów porzuciła ten gatunek i mamy tak naprawdę coroczne odcinanie kuponów od serii Call of Duty i raz na jakiś czas rzucony jakiś inny, większy tytuł. Gatunek ma się bardzo dobrze dzięki produkcją indie, które przywracają ducha starszych tytułów. Jedną z takich produkcji jest Twisted Tower, które jest inspirowane przez Bioshock, który z kolei był potomkiem System Shock. Czy za jakiś czas będziemy mówić o produkcjach inspirowanych przez Twisted Tower?
Twisted Tower to dzieło Atmos Games wydane przez legendarne 3D Realms, które wydało wiele klasycznych i kultowych gier pierwszoosobowych. Ten tytuł jakoś przypadł mi do gustu po samych screenach na Steam i zaintrygowałem się kolejną retro pozycją. Ostatnio napotykam się na same fajne opcje, więc chciałem sprawdzić i Twisted Tower. Zwłaszcza że widziałem wzmianki o inspiracji wspomnianym już dziełem Irrational Games. Grałem na PC, bo na Steam Decku za nic nie mogłem zainstalować tej produkcji.
Do wesołego miasteczka
Twisted Tower serwuje nam dosyć ciekawa historie. Całość zaczyna się od sekwencji koszmaru, po której dowiadujemy się, ze miłość, życia bohatera została uprowadzona. Mamy ja odnaleźć na szczycie tytułowej wieży w pewnym wesołym miasteczku. Bohater trafia do tego dziwacznego miejsca z bardzo konkretnym celem: chce dotrzeć na szczyt wieży i uratować ukochaną. Po drodze odkrywa jednak mroczne sekrety związane ze swoją przeszłością. Pojawiają się schizy, dziwne wydarzenia i postacie, które z telewizora porozumiewają się z nami, tak jakby wiedziały coś więcej na temat naszej postaci. To klasyczny punkt wyjścia dla pierwszoosobowego horroru narracyjnego, ale jego wykonanie może być tutaj szczególnie interesujące ze względu na samą konstrukcję świata. Twórcy nie chcą opowiadać wyłącznie historii o opuszczonym parku rozrywki. Tajemnica miejsca ma być powiązana z osobistą historią protagonisty, dzięki czemu kolejne lokacje powinny mieć znaczenie nie tylko jako przeszkody na drodze do finału

Mocny klimat
Już pierwsze minuty po odpaleniu gry pokazują, że największą siłą Twisted Tower jest jego atmosfera. Opuszczone wesołe miasteczko samo w sobie jest bardzo wdzięcznym miejscem dla horroru, ponieważ łączy dwa pozornie sprzeczne elementy. Z jednej strony mamy kolorowe dekoracje, maskotki, karuzele i zabawki kojarzące się z dzieciństwem, z drugiej natomiast pustkę, zniszczenie, krew i poczucie, że coś bardzo złego wydarzyło się tutaj przed naszym przybyciem. Atmos Games doskonale wykorzystuje ten kontrast. Wesołe miasteczko nie jest po prostu ciemnym miejscem pełnym potworów. Ono nadal próbuje wyglądać atrakcyjnie. Kolorowe elementy wystroju stają się przez to jeszcze bardziej niepokojące, ponieważ pod powierzchnią zabawy kryje się coś zdecydowanie bardziej ponurego. To fajnie buduje lekką atmosferę grozy, która jest rozwijana w tym tytule przez surrealistyczne momenty i to, że większość przeciwników wygląda jak jakieś maskotki i klauny. Sprawdza się to naprawdę super i fajnie wrażnia są podbijane przez ten efekt opuszczonego miejscsa niczym we wspomnianym już Bioshocku. Mamy wrażenie, zę niedawno doszło do jakiejs tragedii i dlatego walaja się różne baloniki, rozsypany popcorn i tak dalej. Uwielbiam tego typu niepokojacy klimat i tutaj Twisted Tower mega dostarcza.

Boomer shooter
Jeżeli jednak ktoś spodziewa się drugiego BioShocka pod względem konstrukcji rozgrywki, może się trochę zdziwić. Twisted Tower bardzo mocno czerpie z tej serii w kwestii klimatu, wyglądu przeciwników, charakteru broni i sposobu prowadzenia gracza, ale pod względem mechaniki jest znacznie bardziej bezpośrednim FPSem. Demo pokazało, że mamy tutaj do czynienia z dość liniowym przemierzaniem kolejnych lokacji, walką, poszukiwaniem przedmiotów, rozwiązywaniem prostych zagadek oraz okazjonalnymi fragmentami platformowymi. Jeden z większych problemów, na który zwracano uwagę w materiałach poświęconych wersji demonstracyjnej, dotyczył właśnie prostoty walki oraz sztucznej inteligencji przeciwników.

Arsenał godny klauna
Nie oznacza to jednak, że strzelanie jest złe. Wręcz przeciwnie. Jest szybkie, brutalne i bardzo dobrze pasuje do charakteru świata. Największą frajdę sprawia oczywiście arsenał, który trudno nazwać konwencjonalnym. W klasycznym horrorze pierwszoosobowym czy po prostu strzelance spodziewalibyśmy się pistoletu, strzelby, karabinu czy ewentualnie improwizowanej broni w stylu mołotowów. Tutaj arsenał został podporządkowany tematyce parku rozrywki i dziecięcych zabawek. Mamy między innymi jakiś młotek jak z tych zabaw w nawalane w wystające z otworów rzeczy, pistolet na gumki, karabin na rzutki, strzelbę wykorzystującą absurdalny motyw, działko na gumy balonowe, procę snajperską oraz czaszkowy pistolet laserowy. Brzmi to groteskowo i głupkowato, ale właśnie dzięki temu strzelanie posiada własny charakter.
Co ważne, broń nie jest wyłącznie żartem wizualnym. Z dostępnych materiałów wynika, że strzelaniny mają być szybkie i krwawe. Przeciwnikami są wypaczone maskotki oraz inne potworne stworzenia, dlatego groteskowy arsenał pasuje do ich charakteru znacznie lepiej niż realistyczna broń palna. W czasie rozgrywki możemy także ulepszać swoje wyposażenie, dzięki czemu system walki nie sprowadza się do znalezienia kolejnej zabawki i używania jej aż do końca poziomu.

Wspinaczka
Bardzo ważną rolę odgrywa również mobilność. Twisted Tower nie chce być wyłącznie grą, w której przemieszczamy się od jednej areny do drugiej. Otrzymujemy dodatkowe przedmioty umożliwiające skakanie, wykonywanie uników oraz korzystanie z haka. Ten ostatni element jest szczególnie interesujący, ponieważ pozwala przyciągać się do specjalnych punktów rozmieszczonych w otoczeniu i docierać w miejsca, które normalnie byłyby niedostępne. To rozwiązanie bardzo dobrze pasuje do konstrukcji wieży. Skoro naszym celem jest wspinanie się coraz wyżej, naturalne jest, że sama architektura zaczyna być częścią rozgrywki.

I właśnie tutaj Twisted Tower ma szansę najbardziej odróżnić się od swoich inspiracji. Gry pokroju BioShocka kojarzą się przede wszystkim z eksploracją, walką i możliwością zaglądania w zakamarki świata. Tutaj dochodzi do tego pionowość. Nie poruszamy się wyłącznie w poziomie. Wspinamy się, skaczemy, wykorzystujemy hak i szukamy alternatywnych dróg. Twórcy zapowiadają również różne ścieżki podczas kolejnych przejść gry, co ma zwiększać replayability. Widziałem osiagniecia za wykrecanie niezłych czasów przechodzenia gry, wiec moze być tutaj coś dla speedrunnerów.
Wesołe miasteczko grozy
Oprawa graficzna jest natomiast jednym z tych elementów, które sprawiają, że Twisted Tower zapada w pamięć. To nie jest technologiczny pokaz możliwości najnowszych kart graficznych, ale też absolutnie nie musi nim być. Atmos Games stawia przede wszystkim na styl. Mamy mieszankę surrealizmu z elementami horrorou. Przynajmniej ja bym to tak najdokładniej określił. Nie chodzi jednak o typową estetykę grozy. Twórcy nie próbują wszystkiego przyciemniać i ukrywać w mroku. Część lokacji jest wręcz bardzo jasna, kolorowa i pełna dekoracji. Dzięki temu niepokój wynika nie tylko z braku światła. Czasami bardziej przerażające może być to, że doskonale widzimy całe otoczenie, a mimo to nie mamy pojęcia, co za chwilę się wydarzy. Do tego te lokację wzbudzają niepokój i efekt podobny jak wszelkie Backrooms i zjawisko liminal space. To fajny i unikatowy styl grozy.

Ważną rolę odgrywa również dźwięk. Park rozrywki daje ogromne możliwości w zakresie budowania atmosfery. Muzyka, odgłosy starych urządzeń, skrzypienie konstrukcji, mechaniczne dźwięki zabawek czy odgłosy przeciwników mogą stworzyć bardzo charakterystyczną ścieżkę dźwiękową. Twisted Tower ma tutaj przewagę nad bardziej tradycyjnymi horrorami, ponieważ jego świat pozwala mieszać wesołe, niemal cyrkowe motywy z cięższymi i bardziej niepokojącymi brzmieniami.
Aura farming
Twisted Tower to bardzo przyjemna pozycja i pozytywne zaskoczenie. Podoba mi się lekko horrorowy i psychodeliczny klimat tego tytułu. Akcja jest solidna, bronie dosyć oryginalne, a rozwałka niezła. Wyszedł naprawdę fajny FPS, który nawiązuje do uwielbianych pozycji, ale ma też własny styl i duszę. Atmos Games stworzyło świat, do którego naprawdę chce się wejść. Kolorowy, groteskowy, krwawy i pełen dziwacznych pomysłów patenty sprawdzają się super. Jak dla mnie jest to jeden z tych tytułów, którymi warto się zainteresować.


