Blood Alloy: Reborn – recenzja

Żyjemy w czasach gdzie praktycznie każdy może robić gry. Wystarczy odpalić kilka programów i poklikać w nich oglądając instruktażowy film z YouTube. Pobrać darmowe assety ze sklepu Unity i wrzucić nasz pomysł na Kickstartera. Jeśli ta droga nie wypali to jest jeszcze inwestycja 100$ w Steam Greeenlight. Tam obiecamy ludziom darmowe klucze i nasz crap o nacieraniu cycastych blondynek kupą może okazać się hitem. Sytuacja jest tak tragiczna że nawet ktoś taki jak ja kilka razy brał udział w procesie tworzenia gry. Na szczęście wszystko się zawaliło i żadna z produkcji nie wylądowała w jakimkolwiek sklepie. W każdym razie teraz każdy może próbować zarobić na grach wideo. Nie jestem przekonany, że taka sytuacja jest dobra.

Blood Alloy: Reborn to kolejna niedokończona gra indie jaka wylądowała na platformie Steam. Nie mam w tym wypadku na myśli tytułu z Early Access. Chodzi mi o to, że po pierwszej godzinie obcowania z tym tytułem myślałem, że ktoś robi sobie ze mnie jaja. Szkoda bo mogłoby być z tego coś fajnego.

blood355310_screenshots_2016-03-02_00001

Produkcja opowiada chyba o jakiejś walce cybernetycznych ludzi z robotami czy coś w ten deseń. Prawdę mówiąc jest to kolejna z gierek bez fabuły. Całość to współczesna wersja gier arcade opierająca się na systemie combo.

Omawiana produkcja serwuje nam naprawdę fajny model sterowania postacią. To co wyczyniamy przypomina mi Vanquish w 2D. Wślizgi z jetpackiem, podwójne skoki, odbijanie się od ścian i poruszanie się po praktycznie każdej powierzchni sprawiają, że rozgrywka jest niezwykle szybka. Na ekranie ciągle coś się dzieje bo strzelamy, machamy naszym mieczykiem i odstawiamy różne sztuczki. Powietrzne wygibasy i różne akcje służą nam do nabijania i podtrzymywania paska combo. Ten z kolei wpływa na nasz wynik punktowy a także pozwala na aktywowanie zdolności takich jak regeneracja zdrowia i ataki niszczące specjalne pancerze wrogów. Najważniejsze jest jednak to że system ten jest widowiskowy i sprawia człowiekowi masę radochy. Ten element jest genialny i gdyby użyto go w lepszej grze to mielibyśmy hit. Niestety cała „gra” służy jedynie jako pokaz tych bajerów. Rozgrywka sprowadza się do odpierania niekończących się fal potworków. Można by powiedzieć że jest to jeden z tych tytułów gdzie kręcimy jak najlepsze wyniki. Takie staroszkolne arcade pełną gębą.

Niestety całość jest bardzo biedna. W grze występują jedynie trzy malutkie mapy, które nudzą się po kilku minutach. Efekt nudy dobija jeszcze system levelowania, który służy nam do odblokowywanie wszystkiego w grze. Chcemy nową muzykę, bronie, mapy? Musimy w nieskończoność powtarzać jeden level by odblokować resztę. Sprawia to, że gra wydaje się czymś powstałym na kolanie na chwilę przed wydaniem. Napracowano się nad jednym elementem, który miał pierwotnie służyć innej grze. Twórcom zabrakło kasy/czasu/ochoty i postanowili wrzucić na rynek byle co. Inaczej nie jestem w stanie wytłumaczyć sobie dlaczego zawartość gry jest taka uboga.

bloodimages.akamai.steamusercontent.com

Taki a nie inny wstęp do mojego opluwania Blood Alloy: Reborn wynika po części z historii tego projektu. Indyk rozpoczął swój żywot jako naprawdę ambitny przedstawiciel gier typu metroidvania (Metroid, Castlevania Symphony of the Night itd.). Projekt miał powstać dzięki dotacjom ludzi za pomocą platformy Kickstarter. Niestety gierka ta nikogo nie obchodziła i twórcy musieli obejść się z niczym. Dlatego też przemodelowali całość na to co widzimy dzisiaj. Reborn miał być czymś w stylu dowodu na to że potrafią robić gry. Tytuł ten można potraktować trochę jak demko pełnej gry.
Wydaje mi się, że wyszedł z tego całkiem niezły bajerek. Niestety dołożenie do niego metki z ceną może okazać się strzałem w stopę dla dalszego rozwoju projektu.

bllod355310_screenshots_20160308215822_1

Jeśli chodzi o oprawę graficzną i dźwiękowa tego projektu to są one kiepskie. Produkcja ta na obrazkach wygląda zdecydowanie lepiej niż w ruchu. Może to osobiste preferencje ale miałem wrażenie, że całość została stworzona pod jakąś skopaną podróbkę Segi Mega Drive. Wszystko jest prawie takie jak gry na tym systemie ale wygląda trochę gorzej. Nie wiem do końca czemu ale drażniło mnie to niemiłosiernie. Przyznać jednak należy, że Blood Alloy tworzyły tylko dwie osoby, które starały się jak mogły zrobić coś fajnego. Po prostu nie trafili w mój gust.
Moje podejście do tego tytułu jest trochę dziwne. Z jednej strony wnerwiają mnie wszystkie braki takie jak brak rankingów online i skromna ilość map. Z drugiej strony chciałbym zobaczyć kolejny bardziej dopracowany produkt bazujący na gameplayu z tej produkcji.

Blood Alloy: Reborn to kolejny z tytułów cierpiących na chorobę zwaną zmarnowanym potencjałem. Interesujący gameplay to trochę za mało by usprawiedliwić zakup gierki z trzema mapami na krzyż. Niestety 13 euro za coś co można określić jako proof of concept zniechęci większość potencjalnych nabywców.