Przemek szczerze o serii fifa

FIFA – szczerze o serii.

 „Definicją szaleństwa jest robienie czegoś w kółko, za każdym razem spodziewając się innych rezultatów.” Te słowa, które część graczy może kojarzyć za sprawą Vaasa z FC3, w idealny sposób oddają moją przygodę z serią FIFA w ostatnich latach. Przy każdej kolejnej odsłonie miałem nadzieje, że EA wyciągnie wnioski z błędów przeszłości. Mniej lub bardziej się udawało, jednak mimo pewnych typowych dla serii mankamentów zawsze potrafiłem się z kolejnymi częściami nieźle bawić. Aż nastała FIFA 20, która przelała czarę goryczy… (zauważyliście tę kropkę nienawiści w tytule? – przyp. Coati)

Na wstępie dodam, że jestem wielkim fanem wspomnianej serii. Moje początki z cyklem piłkarskim od EA sięgają bodajże FIFY 99 i chociaż nie w każdą odsłonę miałem okazję zagrać, to jednak te pominięte stanowią zdecydowaną mniejszość. Na przestrzeni lat trafiały się odsłony lepsze (jak World Cup 2002 czy FIFA 14) i gorsze (FIFA 16), jednak przeważnie wyglądało to tak, że tuż po premierze przez kilka najbliższych miesięcy cisnąłem w daną odsłonę, by po jakimś czasie (zależnym od tego, jak bardzo mi się konkretna część podobała) odstawić ją dla innych gier, okazjonalnie wracając, by zagrać kilka meczów, tak dla czystego „funu”. Inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku FIFY 20, w którą obecnie kompletnie nie chce mi się grać. Pisząc ten tekst, zdałem sobie również sprawę, że z każdym rokiem coraz bardziej granie w tę serię mnie irytuje. Początkowo więc miałem zamiar opisać, dlaczego według mnie FIFA 20 to najgorsza odsłona od lat, jednak ostatecznie wyszła z tego raczej lista negatywnych w moim odczuciu zmian, z którymi mieliśmy do czynienia na przestrzeni kilku ostatnich lat, a które sprawiły, że seria piłkarska od EA co roku prezentuje się coraz gorzej.

Chaotyczne zmiany w gameplayu i brak koncepcji na rozwój FIFY 

W kwestii gameplayu EA od kilku lat się po prostu miota. Tegoroczna odsłona wiąże się z dosyć dużymi zmianami pod kątem rozgrywki. O ile FIFA 19 ewidentnie stawiała na dynamikę i atak, o tyle w dwudziestce elektronicy postanowili na coś zgoła odmiennego i zdecydowanie spowolnili gameplay oraz przywiązali o wiele większą wagę do obrony. Ta zresztą została kompletnie przebudowana, i teraz de facto musimy kierować każdym zawodnikiem z osobna, bowiem AI zrobi za nas zdecydowanie mniej niż poprzednio. Powyższe zmiany jednym przypadło do gustu bardzo, drugim mniej. Mnie początkowo system nowy system obrony sprawiał dosyć dużo problemów, jednak po jego oponowaniu zacząłem nawet odczuwać satysfakcję z wolniejszego tempa i większego przywiązania do obrony.

Gdzie więc pojawia się problem? Ano w tym, że kompletnie spierdzielono kwestię gry ofensywnej, która była największym plusem kilku poprzednich odsłon FIFY. Niezwykle utrudniono podawanie piłki, celność spadła, a większość znanych z poprzednich części schematów odeszło do lamusa. I umówmy się, może by to nawet nie było takie zły, gdyż w FIFIE 19 zdecydowanie za łatwo strzelało się np. gole z przewrotek, jednak tym razem EA przegięło w drugą stronę. Gol z dośrodkowania? Zapomnij, obrońcy w sobie tylko znany sposób dużym palcem u stopy wybiją piłkę na rzut rożny. Gol z główki? A to istnieje coś takiego? Ewidentnie nie dla panów z Kanady. O strzałach z dystansu nawet nie wspominam.

Generalnie w tej chwili najlepszym rozwiązaniem, aby strzelić bramkę, będzie po prostu poklepać piłkę między pomocnikami i wyczekać aż pojawi się luka, nasz zawodnik wbiegnie i strzeli po ziemi przy słupku. Realistycznie? Może i tak, chociaż jak dla mnie w prawdziwym footballu mamy zdecydowanie większą różnorodność sposobów na zdobycie goli, niż w najnowszej FIFIE. Tym niemniej dla mnie jednym z największych atutów serii FIFA była zawsze mnogość możliwości do strzelania naprawdę widowiskowych bramek. Poprzez wprowadzone zmiany rozgrywka stała się o wiele bardziej monotonna i przewidywalna. Samo EA sprawia wrażenie, jakby nie do końca wiedziało, w którą stronę chce podążać z rozwojem FIFY.

W jednym roku bowiem serwuje nam odsłonę z mega dynamiczną i widowiskową rozgrywką, by rok później pójść bardziej w kierunku realizmu i wolniejszego tempa. W jednej odsłonie strzały z dystansu wchodzą co chwila, w drugiej nie warto strzelać sprzed pola karnego, bo i tak nic nie wejdzie. Mam wrażenie, że w przeszłości najlepiej to funkcjonowało, gdy EA trzymało się jednego kierunku rozwoju, gdzie co kilka lat dostawaliśmy pewną rewolucję czy to przy pojawieniu się nowych konsol, czy też przy zmianie silnika. Po czym w kolejnych 2-3 latach starano się dopracować wypracowaną formułę. Nie zrozumcie mnie źle, rozwój jest ważny i nikt z nas nie chce co roku dostawać dokładnie tego samego, jednak akurat w kwestii gameplayu zmiana strategii o 180 stopni, mogłaby się odbywać bez wywalania tego, co akurat działa bardzo dobrze. 

Tryb kariery FIFY leży i kwiczy 

Umówmy się, EA od kilka lat konsekwentnie skupia się na trybie Ultimate Team, który dla branżowego giganta generuje po prostu ogromne przychody. Jest to w pełni zrozumiałe i nawet nikogo by to nie bolało, gdyby nie fakt, że EA po prostu olewa inne tryby. Taka kariera od bardzo wielu lat nie doczekała się istotnych zmian poza drobnym liftingiem. Osobiście od bardzo długiego czasu mam nadzieję na dodanie nowych opcji, które dodałyby głębi zabawie w wirtualnego managera. Jasne, nikt nie oczekuje, że zaraz tryb kariery będzie rozbudowany jak Football Manager, jednak dodatkowe opcje dostosowania taktyki, możliwość tworzenia własnych schematów rozegrania stałych fragmentów gry, czy też większe możliwości rozwoju szkółki juniorów czy nadzoru nad pierwszą drużyną byłyby mile widziane.

W tej kwestii mamy do czynienia w FIFIE ze stagnacją, a nawet regresem bowiem w pewnym momencie pozbyto się  takich rzeczy jak np. losowe zdarzenia w trybie kariery, modernizacja stadionu czy też wpływ na ceny biletów i koszulek. Mam wrażenie, że obecny tryb kariery jest dosyć biedny w porównaniu z tym z FIFY 07 czy 08. O trybie kariery zawodnikiem nawet nie wspominam, bo w tym przypadku w ostatnich kilku latach nie zaobserwowaliśmy żadnej istotnej zmiany i EA pewnie nawet nie pamięta o jego istnieniu.

Sytuacja w FIFA Ultimate Team 

Flagowy tytuł FIFY cieszy się ogromną popularnością i nic dziwnego, że EA od kilku lat przywiązuje do niego lwią część uwagi poświęconej na rozwój gry. Problem w tym, że rozwój tego trybu idzie coraz bardziej w kierunku pay-to-win, czemu się zresztą specjalnie nie dziwię, biorąc pod uwagę, jak chętnie gracze kupują paczki za realną walutę. Dodatkowo od kilku lat EA po prostu bombarduje ten tryb chorą ilością niewymiennych kart, w większości przyznawanych kompletnie za nic. Doprowadziło to do załamania rynku. Srebrne czy nawet złote karty, które jeszcze kilka lat temu było naprawdę użyteczne i stanowiły lwią część składów, teraz są kompletnie bezużyteczne już w listopadzie/grudniu. Generalnie ten rok to szczyt pod względem ilości kart, z czego użytecznych jest naprawdę niewiele. Ben Yedder, Ter Stegen czy Kent goszczą w co drugim składzie.

Autentycznie są dni, kiedy mam wrażenie, że co chwila gram z tą samą drużyną. O wiele lepiej byłoby, gdyby EA ograniczyło liczbę kart, a zamiast tego, tak zbalansowało grę, aby większość z nich była faktycznie grywalna. Co z tego, że każdy z nas ma w swoich klubie po tysiąc kart z zawodnikami, skoro realnie jest sens korzystać tylko z 20. Dodatkowo mnogość zawodników sprawia, że perspektywy na trafienie czegoś naprawdę fajnego nie są zbyt wesołe. Kto z nas nie przeżył rozczarowania, gdy po wbiciu sensownej rangi w FUT Champions z player picków wypadły mu dwa szroty z oceną ogólną 78, których i tak nigdy nie użyjemy…  Aż chce się grać.

FIFA i Serwery gry…

Ech, chyba najbardziej bolesny temat. Wszystkie wcześniej wymienione rzeczy są oczywiście dosyć irytujące, ale nic, naprawdę nic nie potrafi tak podnieść ciśnienia, jak dziadowsko działające serwery. No po prostu co drugi weekend ta gra jest niegrywana. Lagi czy też wywalanie z serwerów to dla każdego fana FIFY chleb powszedni. Mnie najbardziej irytują opóźnienia. Co z tego, że mamy fajny pomysł na rozegranie akcji czy też nauczyliśmy się sensownie bronić, skoro nasz zawodnik i tak nie wykona ruchu, którego od niego oczekujemy, bądź też zrobi to po 10 sekundach. To jest jakiś dramat. Nie mam problemów z przegrywaniem meczów, w których przeciwnik jest lepszy, bo nigdy nie byłem i nie będę w FIFĘ pro playerem, ale sytuacja, gdzie nie mogę sklecić składnej akcji, bo czas reakcji moich zawodników to kilka sekund, woła o pomstę do nieba.

Sytuacja, gdzie wychodzę sam na sam i naciskam przycisk strzału, a zawodnik przebiegnie jeszcze kilka metrów i wpadnie na bramkarza, zanim zdąży strzelić, to niestety standard. I dotyka to dosłownie każdego. Nieraz zdarzało mi się grać z kimś ewidentnie ode mnie lepszym, co widziałem po znajomości sztuczek, czy też kontroli nad zawodnikami, gdzie wygrywałem po przypadkowym farfoclu z rogu, bo widać było, że przeciwnik ewidentnie zmaga się z opóźnieniem. Serwery to chyba temat, który od wielu lat najbardziej boli wielu użytkowników i smutne, że EA nic w tym temacie nie robi. Skoro nawet nawoływania profesjonalnych piłkarzy nic nie dają…

Handicap 

Temat tabu dla EA i jednocześnie coś kompletnie oczywistego dla każdego gracza FIFY. Po prostu są mecze, gdzie czujemy, że ta gra nie dam nam wygrać. Ostrzeliwanie słupków, poprzeczek, bilans strzałów 22-1 po naszej stronie, po czym przeciwnik wygrywa po bramce, gdy piłka po przypadkowym strzale odbiła się od pleców naszego obrońcy. No to się po prostu zdarza każdemu i nie ma co sytuacji zaprzeczać. W drugą stronę to też działa, miałem wiele meczy, kiedy nie powinienem wygrać, ale piłkarze przeciwnika nie byli w stanie trafić do pustej bramki.

Trudno o bardziej wymowne dowody na istnienie handicapu niż Neymar strzelający farfocle w trybuny, podczas gdy 10 minut wcześniej wchodził nam każdy strzał. Albo mecz, w którym nasz skład złożony z kilku legend i piłkarzy wartych kilkaset tysięcy monet kopie się po czole niczym piłkarze z ekstraklasy, a tymczasem w drużynie przeciwnika złoci Lingard z Matą posyłają podania niczym Xavi czy Pirlo w najlepszych latach.  Piłkarze w jednym meczu biegają, jakby wypili zgrzewkę energetyków, by chwilę później sprawiać wrażenie, jakby biegali po piasku… Trochę to psuje zabawę z gry, nie da się ukryć. EA oczywiście zaprzecza, że takie rozwiązania jak handicap są w grze obecne, jednak dla każdego fana FIFY jest to raczej oczywiste. 

It’s (still) in the game

Troszkę się rozpisałem, więc chyba czas kończyć. To są generalnie rzeczy, które mnie najbardziej irytują w serii FIFA w ostatnich latach. Nie jest też tak, że EA nie wprowadziło żadnych fajnych nowości, bowiem chociażby tryb fabularny z historią Alexa Huntera bardzo przypadł mi do gustu. Tegoroczna zmiana gameplayu w przypadku gry defensywnej też z pewnością znajdzie wielu zwolenników. Problem jednak w tym, że mam wrażenie, iż EA się trochę miota, jeżeli chodzi o rozwój swojej serii piłkarskiej i coś chcą zmienić, ale nie do końca wiedzą, w którą stronę podążać ze zmianami.

Mam nadzieję, że nowa generacja konsol przyniesie nam wreszcie odsłonę FIFY, która wprowadzi jakiś nowe tryby gry oraz znacząco rozbuduje, chociażby tryb kariery, a EA zaprezentuje wreszcie pewną spójność, jeżeli chodzi o rozwój gameplayu, gdzie te rzeczy, które stanowiły o sile danej odsłony, będą nadal obecne rok później. No i przydałyby się jeszcze idealnie działające serwery, a to już chyba życzenie zbyt surrealistyczne ☺ 

Please follow and like us:
The following two tabs change content below.

Przemysław Sztejdur

2 komentarze do “FIFA – szczerze o serii.

  1. Trafne, niestety, podsumowanie obecnej sytuacji. Dorzucę jeszcze głos laika, który niedawno próbował na nowo wkręcić się w tryb kariery w FIFA 19. Choć wcześniej, w dawnych edycjach, potrafiłem spędzić na budowaniu drużyny wiele tygodni, teraz odbiłem się po ledwie dwóch sezonach, czując znudzenie i zniechęcenie. A słysząc o tych bugach, które są ignorowane przez EA, tylko utwierdzam się w przekonaniu, że to już nie jest tytuł dla mnie.

    Co do samego FUT-a – widzę potencjał trybu i nie dziwię się, że gracze tak kochają zbierać karty, ale od zawsze mnie zastanawia kierunek rozwoju obrany przez twórców. Przy takim natłoku kart specjalnych, co zresztą wspominasz, w ogóle nie ma sensu zbieranie tych srebrnych i złotych. A to z kolei prowadzi do sytuacji, gdy otwieranie paczek nie sprawia aż takiej frajdy, bo nawet jak wpadają karty koło 80 OVR, to są traktowane jako zapychacze i śmieci. I cała ta baza w gruncie rzeczy jest na nic, bo i tak wszyscy klecą podobne zespoły.

Dodaj komentarz i podziel się swoją opinią ;) Jest dla nas ważna!