Dochodzę do wniosku, że Polscy devowie upodobali sobie klimaty cyberpunku. Pomijając twórczość CDPR, nie można zapomnieć, że z naprawdę dobrej strony pokazały się takie produkcje jak Ghost Runner czy Ruiner, dlatego też z niekłamaną przyjemnością przytuliłem do testów Danger Scavenger. Grę, która za sprawą małego studia Star Drifters posiadacze pecetów mieli okazję przetestować już w zeszłym roku we wczesnym dostępie. Teraz wraz z oficjalną premierą gra wylądowała na wszystkich popularnych platformach, w tym na naszym ukochanym Switchu. Jest to też dobry moment, aby ocenić pracę osób z Forever Entertainment do konwersji na tę platformę. Także do działa!

To jest dobre: niewygórowania cena i ciekawy gunplay.
To mnie boli: 
spory recykling lokacji, jakość portu na Switcha.

Piguła:

  • Fabuła? Hahahah, dobre sobie. Po co to komu 😉
  • Jak masz skilla, to grę ukończysz w godzinę. Jeżeli jesteś cieniasem, to nigdy.
  • Fajnie gunplay, nudne lokacje.
  • Jest sześciu scavangerów do wyboru i każdy z nich oferuje nieco inny profil zabawy.
  • Port jest paskudny, niezależnie czy gramy w doku, czy też nie. A framerate…

Fabuła? Ale o cochodzi?

Zabójczo skuteczni. Świetnie wyszkoleni. I praktycznie niewidoczni dla obojętnych na to, co się wokół nich dzieje, mieszkańców wielkich metropolii. Stawiają czoła chciwym korporacjom, których kontroli podlegały dotąd całe narody. Ważniaki w garniturach pogardliwie nazwali ich Scavengersami. A jednak to oni jako pierwsi dostrzegli, że sytuacja się zmieniła i teraz kontrola spoczęła w rękach sztucznej inteligencji o nazwie A.I.O.N.E., która zmusiła maszyny do buntu przeciwko swoim twórcom. Nadszedł Twój czas, żeby się ujawnić i stawić czoła temu nowemu wrogowi na otwartym polu. Sztuczna inteligencja już wkrótce się przekona, jak niebezpieczni potrafią być Scavengersi.

Z racji, iż nie miałem pomysłu jak opisywać wam fabułę gry, postanowiłem przekopiować opis z prasówki. Na pierwszy rzut oka jest to nieco bezczelne z mojej strony, ale wynika z dość prostego faktu – w samej grze nie uświadczymy żadnej fabuły. SERIO, nie ściemniam. Audiologi, notatki poszerzające lore – nic. No, chyba że trzy zdania wstępu są dwa Was wystarczające. Jak chcecie, to mogę jeszcze dla was skrócić – są roboty, rozwalcie je wszystkie.

Danger Scavenger? W zasadzie, co to za twór?

Od strony rozgrywki Danger Scavanger jest twin stickowym shooterem z izometrycznym widokiem z domieszką zbierania niemałej ilości lootu. Otrzymujemy 5 budynków ze ścieżkami do wyboru, gdzie na każdym szczycie czai się na nas boss. Po drodze na poszczególnych piętrach poza sianiem pożogi możemy sobie rozgrywkę urozmaicić hakowaniem, wytwarzaniem przedmiotów oraz mutatorami rozgrywki, które poza utrudnienie nam zabawy na jakiś czas, dają w zamian cenny przedmiot.

Crafting oraz ekwipunek

W Danger Scavenger gra się… specyficznie. Podoba mi się różnorodność broni i to jak z czasem stajemy się coraz to potężniejsi, wraz z kolejnym piętrem czy zgonem, za sprawą prostego systemu progresji. Z drugiej strony zabawa jest okraszona kilkoma poważnymi mankamentami, przez które wiele osób może się po prostu odbić od tej gry. Przede wszystkim pod warstwą całkiem sympatycznej strzelanki z niezłym gunplayem, chowa się dość nużąca, monotematyczna rozgrywka. Mapy są generowane losowo, aczkolwiek ich budowa jest dość powtarzalna. Nawet po zmianie budynku jedyne, co się zmienia, to zabudowanie. W zasadzie jedyną dozą różnorodności i świeżości są nasi bohaterowie, którzy różnią się zestawem początkowych umiejętności, uników czy broni, co sprawia, że każdym gra się inaczej.

Poza tym z każdym zgonem rozgrywka zaczyna się od… nowa. W Danger Scavangers gra się głównie dla wykręcania coraz to lepszych wyników i jeżeli nam dobrze idzie, to grę można skończyć w niewiele ponad godzinę.

Nim wejdziemy w tematy techniczne, muszę pochwalić oprawę muzyczną Danger Scavenger. Chociaż wiele utworów nie usłyszymy, tak ten miks elektro, acid i techno potrafi wpaść w ucho, a – przy dobrych wiatrach – nawet zapaść w pamięć. Reszta jest raczej standardowa i mało urzekająca. Poniżej wklejam próbkę talentu Szymona Weissa – autora OST do gry.

Techniczne problemy Danger Scavenger

W tym momencie wchodzimy na pole jakości portu. Głównym argumentem wersji PC jest dynamiczna rozgrywka w stałych 60 klatkach. Niestety na Switchu niewiele z tego pozostało. Pomimo że grafika jest strasznie rozwodniona i wyprana z detali, to na dodatek framerate zakrawa o pomstę do nieba. Jest to o tyle mało zabawne, gdyż ten mizerny stan rzeczy dotyczy zarówno grania w doku, jak i trybie przenośnym.

Serio, byłbym w stanie przeżyć ogólną brzydotę i grafikę, która obok HD nawet nie stała, gdybyśmy chociaż mieliśmy te stałe 30 fps’ów. Szkoda tylko, że takie wartości stanową tutaj luksus. Momentami gra jest wręcz niegrywana. Nic nie widzisz, nie wiesz, co się dzieje. Strzelanie w takich warunkach nie należy do szczególnie komfortowych. Przecież to gwarant dobrej zabawy w grach z tego gatunku!

Poprawna gra, kiepski port na Nintendo Switch

Ogólnie Danger Scavenger to naprawdę kawał niegłupio wycenionionego (bo na około 30, 40 zł w zależności od platformy i promocji) roguelike. Może nie dałbym takowemu znaczka doskonałej jakości, ale też specjalnie bym nie przestrzegał przed jego zakupem. W szczególności, gdy macie dodatkową osobę do kanapowego grania. Problem w tym, że w obecnym stanie pochlebne słowa nie tyczą się wersji na Nintendo Switch. Niestety obecny stan techniczny tego portu nie pozwala mi z czystym sumieniem polecić tej edycji, nawet w tak niewygórowanej cenie.

Chyba tylko ja zdołałem ukończyć grę 😉

Grę do recenzji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości wydawcy Forever Entertainment S.A.

Danger Scavenger (Nintendo Switch)

39,99 zł
4.5

Mechanika

5.5/10

Frajda

5.0/10

Grafika/Dźwięk

3.0/10

Zalety

  • Strzelanie
  • Cena

Wady

  • Powtarzalność
  • Fatalna jakość portu