Gdy wpiszecie w Google „Project Downfall” znajdziecie sporo tekstów i komentarzy o tej grze, zawierających frazy „shooter”, „Hotline Miami” i „John Wick”. Nie mogło ich zabraknąć również w moim tekście, toteż pozwolę sobie dodać je we wstępie, by mieć to z głowy. Ja bym dopisał jeszcze do tego „szaleństwo”, „hardcore” i „restart level”. Taki dokładnie jest Project Downfall. Ale po kolei.

To jest dobre: Dzikość strzelania, mnogość wjazdów z kujawiaka na klatę.
To jest słabe: Drobne bugi i błędy w tłumaczeniu

Piguła:

  • Project Downfall to pierwszoosobowy shooter.
  • Nie jest to typowy boomer shooter. Rozwałka toczy się w niewielkich killroomach i często używasz bullet-time.
  • Bywa naprawdę wymagająco. Twoja postać bardzo szybko ginie, a każdy poziom zaczynasz bez broni. Musisz ją zdobyć.
  • Gra ma kilkanaście zakończeń.
  • Ale to nie dla każdego. Nie dla każdego to.

Sowietskoje Igristoje

Unia Europejska upada, rodzi się zaś nowe supermorcarstwo – Federacja Noworosyjska, która wchłonełą Litwę, Ukrainę i Polskę. Ty wcielasz się w rolę pracownika korporacji. Ciężko pracujesz, potem wracasz brudnymi ulicami do mieszkania. Na miejscu czeka na Ciebie Twoja czika. Ot, proza życia codziennego pod butem niedźwiedzia. No, prawie, bo masz małą zajaweczkę, fazkę, bakcyla, pasję. Hobby takie nietuzinkowe. Jesteś pogromcą osiedlowego elementu. Tak w skrócie, to gra polega na zabijaniu ruskich dresów, czasem też swoją porcję ołowiu dostaną psiarskie.

Z buta wjeżdżam, jednym strzałem wyłamuję zamek

Zaznaczam, jeśli szukasz czegoś w stylu Redneck Rampage, Duke Nukem czy nawet ubiegłorocznego Slayers X: Terminal Aftermath: Vengance of the Slayer, to tego tu nie znajdziesz. Owszem, jest sporo strzelania i brutalności, ale sama konstrukcja poziomów dalece odbiega od klasyków. Twoim punktem wyjściowym jest mieszkanie i jego najbliższa okolica. To hub, w którym lądujesz pomiędzy kolejnymi misjami. Misje mogą być podzielone na kilka sekcji, pomiędzy którymi nastąpi loading i reset życia.

Każdą sekcję zaczynasz nieuzbrojony. Spotykasz oprychów, dajesz im w mordę, zabierasz broń i zaczynasz rozwałkę. Starcia są dość krótkie, ale intensywne i wymagające. Późniejszych leveli prawdopodobnie nie przejdziesz za pierwszym razem – żyćko ubywa bardzo szybko, a kolejne fale wrogów mogą nadejść właściwie zewsząd. Dopóki nie usłyszysz charakterystycznego dżingla, możesz być pewien, że jeszcze gdzieś za rogiem czai się sztruks. Zachowaj czujność do samego końca.

Pi-pistolet‚ z długą lufą‚ lufą‚ lufą

W Twoje pixelartowe łapki trafi broń biała i broń palna. Możesz zdobyć m.in. lolę, gazrurkę, nóż, pistolet, karabin, shotguna. Broni jest naprawdę sporo, przy czym maksymalnie możesz mieć przy sobie trzy sztuki. Najważniejszy w shooterach jest feeling broni. Tutaj, muszę przyznać, że jest różnie. Kokosy sadzone z shotguna są bardzo przyjemne, ale z drugiej strony pistolet i SMG nie są spektakularne – poprawne, w porządku, ale bez fajerwerków. Dodatkowo, gdy skończy Ci się amunicja w broni palnej, możesz nią rzucić w przeciwnika. Możesz też kopnąć z kujawiaczka w elementy otoczenia.

Każdego poziomu musisz się nauczyć. Zaplanować krok po kroku, kogo i w jakiej kolejności zabijesz, a następnie szlifować podejście do perfekcji. Gra nie wybacza błędów, bo Twoja postać wytrzyma dwa, może trzy postrzały. Zakładam, że każdy poziom będziesz restartować od kilku do kilkunastu razy. Ze swojej strony polecam grać wypoczętym, w pełni władz umysłowych. Po całodniowej tyrce będziesz mieć problem, by ukończyć level. Mówię tutaj o poziomie trudności normal. Wyższych nie sprawdzam, bo jestem za słaby.

I denerwować się nie chcę, w moim wieku to już niebezpieczne.

Moja mama się pyta, o co tam chodzi. Mówię – weź pigułkę, zobaczysz.

Nieodłącznym elementem Twojego ekwipunku są pigułki. Wiesz, takie magiczne pigułki. Po ich wzięciu nie dość, że będziesz prowadził dialog z własnym mózgiem, to jeszcze staniesz się niezwykle silny. Twój kop jednym strzałem wyłamuje zamek. Szczękę też.

Gdy jesteś wygrzany, świat zwalnia, a Ty zyskujesz świetną okazję do tego, by omijać nadlatujące pociski i sprytnie lawirować pomiędzy przeciwnikami. Liczbę tabletek masz ograniczoną, dlatego ich zażywanie też musisz zaplanować. Cały świat gry oscyluje wokół tych tabletek, nieco ironizuje zarówno to, z czym mamy do czynienia w rzeczywistości, jak i fantazjuje na temat przyszłości, w której być może będziemy zobowiązani brać groszki szczęścia.

Cała oprawa graficzna i level design nieco wyglądają tak, jakby były przygotowane na lekkiej fazie. NPC to dwuwymiarowe pamperki, które na myśl mi przywodzą dzieła wybitnego twórcy Bartosza Walaszka. Cyberpunkowy świat gry jest zaś szarobury, brzydki, miejscami tylko rozświetlony pstrokatymi neonami. Nie znajdziesz tu dużej liczby detali, raczej proste korytarze z drobnymi easter-eggami w postaci sklepu Żabcia czy stacji metra rodem z futurystycznej Warszawsko-Łódzkiej metropolii.

Autorzy nałożyli sporo filtrów, które z jednej strony trochę maskują niedoskonałości, a z drugiej strony dają charakter. Dodatkowo możesz wybrać jeden z kilku filtrów ekranu i jeden filtr retro symulujący m.in. C64, SVGA czy Amigę. Na screenach zobaczysz losowe filtry, ponieważ podczas gry zmieniałem na taki, na jaki akurat naszła mnie ochotka. Fajne. Na XSX i XSS brak spadków płynności.

Dobrze jest ci, powiedz czy dobrze jest Ci?

Są znajdźki, są minigierki, są questy i queściki, bardzo fajna muzyka, a to wszystko okraszone postępującą paranoją głównego bohatera. Pamiętaj: nie bierz narkotyków, bo Cię zmiecie z planszy. Zdarzają błędy w tłumaczeniu PL, czasem gra ma problem z zarejestrowaniem czynności (np. ciężko chwycić broń przeciwnika lub płynnie wjechać w drzwi), ale nie jest to nic, co by diametralnie wpłynęło na odbiór. Zdarza się.

To dobra, nieduża gra. I w takiej kategorii też ją oceniam – nie wymagam od niej Sebastian wie ile, bo jest to mniejsza produkcja, stworzona przez grupkę pasjonatów. Tę zajawkę czuć i mam nadzieję, że twórcy mieli radochę podczas jej tworzenia. Zaznaczam przy tym, że nie jest to produkcja dla każdego, więc nawet jeśli rozważasz zakup wersji konsolowej, ściągnij sobie demko na Steam i sprawdź, czy to coś dla Ciebie.

Project Downfall nie wyląduje w moim TOP10 shooterów wszechczasów, ale na pewno zasługuje na honorable mention za nietuzinkowe podejście do tematu boomerskich strzelanek. Warto pamiętać, że bywa ciężka i raczej nie polecam jej do beztroskiego pykania w ramach relaksu po pracy, bo podczas gry będziesz napięty jak kusza. Potraktuj ją jako wyzwanie, które może od czasu do czasu piekielnie wkur*ć.

Od graczy dla graczy, od dobrych dla dobrych

Małe PS. ode mnie. Tekst piszę przed wypłynięciem recenzji. Zakładam, że będzie sporo przeciętnych ocen od osób, dla których ta gra nie została stworzona. Spodziewam się też żółtka na meta. Poczytaj opinie na Steam, to będzie bardziej wiarygodne źródło opinii graczy.

Za udostępnienie gry do testów dziękujemy Galaktus Agency. Ocena bazuje na subiektywnej opinii łysego. Wydawca i jego partner PR nie mieli wpływu na wynik.

Project Downfall (Xbox)

8.5

Mechanika

7.5/10

Frajda

8.0/10

Muzyczka i graficzka

8.5/10

Stężenie sebixa na metr kwadratowy

10.0/10

Zalety

  • Ciekawy styl graficzny
  • Dzika rozwałka
  • Przyjemna muzyka
  • Dobry pomysł na siebie

Wady

  • Drobne bugi
  • Drobne błędy w tłumaczeniu
  • Może trochę mało mięska przy strzelaniu z niektórych broni